Ten sos z czarno-czerwonej paczuszki ze złotym akcentem nie jest kolejnym azjatyckim sosem ze słoika „do wszystkiego”, który kończy zapomniany w lodówce. Ma charakter, wyraźny smak i bardzo konkretną tożsamość. Nawet jeśli nigdy nie przydarzyła ci się okazja, żeby spróbować go w koreańskim barze, po pierwszym kęsie zrozumiesz, o co w nim chodzi. Jest intensywnie, lekko pikantnie, słodko i umamicznie jednocześnie. A do tego ta paczuszka daje ogromne pole do kombinowania w kuchni.
Co to właściwie za sos?
Tteokbokki (czasem zapisywany też fonetycznie jako tokpoki) to jedno z najbardziej rozpoznawalnych dań koreańskiej kuchni ulicznej. Sprzedaje się je na straganach, w małych barach i na nocnych targach. Bazą są ryżowe kluski tteok, które gotuje się w gęstym, czerwonym sosie. I to właśnie on jest tutaj kluczowy. Odpowiada za cały smak dania, a kluski są tylko nośnikiem.
Klasyczny sos tteokbokki powstaje na bazie gochujang, czyli fermentowanej pasty z papryczek chili, ryżu i soi. Dzięki fermentacji sos ma głębię, lekko kwaśny akcent i charakterystyczne „coś”, którego nie da się podrobić zwykłym chili. Do tego dochodzi słodycz, często z cukru lub syropu ryżowego, oraz wyraźna słoność. Efekt jest taki, że po pierwszym kęsie masz ochotę na kolejny, nawet jeśli język już lekko piecze.
Wersja dostępna w Biedronce jest gotowym produktem. Nie musisz znać proporcji ani mieć w szafce koreańskich past. Otwierasz paczuszkę i masz pełnoprawną bazę dania. To duże ułatwienie, zwłaszcza jeśli dopiero zaczynasz przygodę z tego typu kuchnią albo po prostu nie chcesz inwestować w drogie, specjalistyczne składniki.
Co ważne, ten sos nie udaje niczego innego. Nie jest rozwodniony, nie jest przesadnie łagodny pod europejskie podniebienia. Ma wyraźny kolor, gęstą konsystencję i intensywny aromat.
Jak smakuje koreański sos z Biedronki?
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to kolor. Intensywna, nasycona czerwień, która od razu sugeruje ostrość. Ale nie jest ona agresywna. Sos jest pikantny, ale zrównoważony, więc nie dominuje całego dania. Bardziej rozgrzewa, niż pali.
W smaku od razu czuć słodycz, która pojawia się jako pierwsza. Zaraz za nią wchodzi pikantność i głęboka, lekko fermentowana nuta. To właśnie ona sprawia, że sos smakuje „pełniej” niż klasyczne słodko-pikantne sosy z marketu. Nie ma tu jednego dominującego smaku. Wszystko jest poukładane i spójne.
Konsystencja to kolejny plus. Sos jest gęsty, lepki i świetnie otula inne składniki. Nie spływa z klusek, makaronu czy warzyw. Wystarczy chwila na patelni, żeby wszystko było równomiernie pokryte. Dzięki temu nawet najprostsze kompozycje zaczynają smakować jak konkretne danie, a nie przypadkowa mieszanka.
Ten sos dobrze znosi modyfikacje. Możesz go rozcieńczyć odrobiną wody, bulionu albo mleczka kokosowego. Możesz dodać czosnek, imbir albo sezam. On się nie gubi. Zawsze zostaje wyczuwalny i nadal „robi robotę”.
Z czym łączyć sos tteokbokki?
Najbardziej oczywisty wybór to ryżowe kluski tteok. Jeśli je masz, sprawa jest prosta. Możesz je kupić w delikatesach azjatyckich. Gotujesz, wrzucasz na patelnię z sosem, chwilę podgrzewasz i gotowe. Ale ten sos ma dużo większy potencjał i szkoda byłoby zamknąć go w jednym scenariuszu.
Świetnie sprawdza się z makaronem pszennym lub ryżowym. Wersja stir-fry z warzywami, makaronem i sosem tteokbokki to jeden z moich szybszych obiadów. Wystarczy kapusta pekińska, marchewka, cebula dymka i jajko albo tofu. Sos wszystko scala i nadaje daniu charakter.
Bardzo lubię też używać go do warzyw z patelni. Brokuł, kalafior, cukinia czy fasolka szparagowa w tym sosie zyskują zupełnie nowy wymiar. To dobry sposób, żeby przestały być tylko nudnym dodatkiem.
Jeśli jesz mięso, wiedz, że sos tteokbokki dobrze łączy się z kurczakiem. Pokrój pierś w paski, podsmaż, dodaj sos i gotowe. Możesz dorzucić trochę miodu albo sosu sojowego, jeśli chcesz pogłębić smak. Zaskakująco dobrze smakuje też z kiełbaskami pokrojonymi w plasterki, co jest bardzo koreańskim, streetfoodowym akcentem.
Gdzie kupić sos tokpoki i dlaczego warto mieć go w szafce?
Jest to produkt marki Asia Flavours. Można kupić go w Biedronce. Cena to 4,49 zł za 100 g, co przy tej intensywności smaku jest naprawdę dobrą ofertą. Warto jednak pamiętać, że nie zawsze jest dostępny. Czasem znika na tygodnie, dlatego gdy go widzę, biorę od razu kilka paczek.
Warto zwrócić uwagę na to, że jedna paczka, choć pozornie mała, jest bardzo wydajna. Wystarcza na solidny obiad. Ja często dodaję jeszcze inne składniki, więc nawet nie zużywam całej paczuszki, tylko resztę trzymam w lodówce na kolejny dzień.
To jeden z tych produktów, które nie zajmują dużo miejsca, mają długi termin przydatności i dają ogromne możliwości. Możesz go użyć do szybkiego obiadu, kolacji na ciepło, a nawet jako bazę do bardziej rozbudowanego dania, gdy masz więcej czasu.
Fot. Redakcja MojeGotowanie.pl

















