Czy wyjazd do sklepu może być przygodą? Dla millenialsów po 30-tce może nią być. Pod warunkiem, że jest to sklep owiany legendą (mało kto wie, jak wygląda właściciel Dino, jeden z najbogatszych Polaków) i jednocześnie market-widmo. U mnie w Krakowie wciąż go nie ma i prędko pewnie nie powstanie. Do najbliższego Dino mam ok. 25 km, więc na co dzień raczej nie mam możliwości robienia tam zakupów. Teść oprowadził mnie po sosnowieckim Dino jak pan po swoich włościach - a ja wreszcie mogłam zobaczyć ten sklep na żywo i sprawdzić, czy jest czego zazdrościć.

Jak wygląda sklep? 

Dino wśród stałych bywalców ma wyjątkowo dobrą opinię. Market przy ul. Metalowej 2A w Sosnowcu zachwalali mi dzień wcześniej również znajomi mojego męża, którzy widzą się tam niemal codziennie i odnawiają kontakty towarzyskie, jak na bazarze. To właśnie tam najczęściej można zobaczyć się z sąsiadami lub dłużej niewidzianymi znajomymi. Norbert, przyjaciel mojego męża, żartuje wręcz, że idzie, wyciąga rękę i podczas zakupów „zbija piątki” znajomym. 

A jest to dość proste, bo alejki są dość wąskie - sprzyjają kontaktom towarzyskim. Dino wyobrażałam sobie jako zdecydowanie większe niż okazało się w rzeczywistości. Miałam takie wyobrażenie ze względu na dość mocno rozbudowaną gazetkę promocyjną. 

Dino wybudowane w Sosnowcu jest po prostu nieco większym sklepem osiedlowym. Szacując metraż na oko, bliżej mu do porządnego, dobrze wyposażonego Lewiatana niż do Biedronki. Plusem jest jednak brak labiryntów z palet typowych dla Biedronki - przynajmniej w niedzielę go nie było.

Przy okazji, nie było też ludzi - sklep po godz. 14.00 był pusty. Podejrzewam, że wpływ mógł mieć na to upał (blisko 40 st. C) i niedziela (klienci przywykli już do tego, by nie robić wtedy zakupów). W tygodniu ruch może być zdecydowanie większy - co potwierdzają relacje znajomych męża. Była za to na szczęście klimatyzacja działająca pełną parą. 

Oferta sklepu - czy naprawdę jest tak konkurencyjna?

W niedzielę półki z najpopularniejszymi i sezonowymi produktami były już mocno przetrzebione. Luki było widać m.in. w lodówkach z nabiałem. Nie widziałam jednak aż tak dużo rabatów, jak zapowiadałaby gazetka z promocjami. Zwrócił na to uwagę nawet mój teść, który robiąc zakupy, krąży między 2-3 sklepami, szukając najlepszych ofert. Być może to, co było w promocjach, już się powyprzedawało przez cały tydzień (nowa gazetka przeważnie wychodzi na tygodniu). 

W asortymencie dominują produkty polskich, mniej znanych producentów, które nie miałyby dużych szans, by dostać się do innych sieci - a tutaj są na półkach. Są to też produkty z typowej kuchni polskiej, używane przez Polaków podczas gotowania najczęściej. Z drugiej strony, nie zabrakło też np. rzadziej stosowanych u nas ciecierzycy czy soczewicy. Ogórki z Dino marki WaldiBen spotkałam już jednak niedawno w Biedronce, więc dyskont trzyma rękę na pulsie i śledzi ofertę konkurencji. 

Samego smalcu było kilka rodzajów. Dostępny był nie tylko klasyczny z cebulą i skwarkami, ale też np. z morelą i curry czy z suszonymi pomidorami. Nowinki - tak, owszem, ale wszystko w ogólnie wszystkim znanych klimatach. Tofu czy gotowego hummusu, które dobrze sprzedają się w Biedronce, na próżno tutaj szukać. 

Rozczarował mnie dział z masłem - dostępne były może 2-3 marki, a resztę oferty stanowiły margaryny i produkty masłopodobne. Tu trzeba uważnie sprawdzać składy, bo opakowania są bliźniaczo podobne do opakowań masła. Nie ma też produktów typowo wege - gotowców, których jest sporo w dyskontach. Nie widziałam też zbyt wiele innych obiadowych dań gotowych - z wyjątkiem zup w puszkach i dań w słoikach, ale w tej kategorii też wybór był mocno okrojony.

Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne

Wyjątkowo dobrze wyposażona jest sekcja z gotowymi sosami oraz warzywami konserwowymi w słoikach i w puszkach. W Dino wiedzą, że Polacy często traktują surówkę jedynie jako wypełniacz talerza i idą na łatwiznę, gdy chodzi o przygotowanie dodatków do obiadu. Z drugiej strony, puszkowane warzywa mogą być całkiem ciekawą bazą różnych sałatek. Momentami na alejkach, przez dodatkowe dostawione standy, jest dość wąsko i łatwo się o siebie otrzeć w przejściu. Nie jest jednak tak ciasno, jak w Biedronkach:

Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne

W Dino (podobnie zresztą jak w innych sklepach) jest też dość sporo produktów, które pozostawiają wiele do życzenia, jeśli chodzi o skład - w tym mocno przetworzone słodycze, jogurty owocowe i napoje z mnóstwem cukru. Osoby, dla których to ważne, powinny uważnie czytać etykiety.

Na tych, którzy chcą ugotować coś od podstaw (choćby i surówkę), czeka niewielki straganik ze świeżymi warzywami i owocami. Są ta jednak jedynie te podstawowe, najpopularniejsze. Raczej nie ma co liczyć na egzotyczne niespodzianki, które trafiają się w Biedronce czy Lidlu.

Kto będzie sobie chwalić Dino?

Dino jawi mi się jako sklep, w którym da się kupić same podstawowe, na co dzień używane w kuchni polskiej produkty - bez bardziej wymyślnych składników. Nie jest to jednak sklep dla wszystkich. Wegetarianie i weganie, którzy szukają ciekawostek, klienci, którzy szukają produktów light i fit oraz ci, którzy często eksperymentują w kuchni i dla których gotowanie jest pasją, mogą być rozczarowani ofertą. 

Z zakupów w Dino będą zadowoleni najbardziej tradycjonaliści, fani kuchni polskiej i ci, dla których jedzenie jest bardziej koniecznością niż hobby. W asortymencie sklepu jest głównie to, co szybko „zejdzie” - ewentualne straty i tutaj ograniczone są do minimum. Z biznesowego punktu widzenia (i samej lokalizacji sklepów oraz typu klienta, jakiego spodziewa się Dino), da się to łatwo zrozumieć. 

Dino ofertą przypomina mi nieco Netto, które znajduje się ok. 20 minut ode mnie na piechotę. W Netto również jest sporo produktów mniejszych, regionalnych (polskich) producentów, ale dział warzywno-owocowy i sam sklep jest zdecydowanie większy. W Netto jednocześnie znajdują się produkty typu fit, light, bez cukru (wszelkie funkcjonalne), inne ciekawostki oraz produkty kuchni świata, których na próżno szukać w Dino. Dla tych, którzy mają daleko do Dino, za to obok mają Netto, może to być dobra alternatywa.