Trendy kulinarne przychodzą i odchodzą jak style w paryskich butikach. Z rozbawieniem i niedowierzaniem patrzymy wstecz i uświadamiamy sobie jak coś, co było niegdyś szczytem szyku, dziś trafiło do szufladki kiczu. Polska lat 90. dopiero odkrywała restauracje typu fast food, żeby 10 lat później bez żenady zapożyczać zachodnie rzemieślnicze burgery, szał na jarmuż, solony karmel i hybrydowe wypieki (takie jak cronut). Od roku 2020 triumfy zaczęły święcić tosty z awokado, miski mocy z acai i niełatwy do wymówienia sos sriracha. A obecnie wielu dziennikarzy kulinarnych i influencerów zwraca uwagę na niewygasające zainteresowanie jedzeniem „swicy”.

Na czym polega trend na jedzenie „swicy”?

Określenie „swicy” powstało z połączenia dwóch angielskich słów: „sweet” i „spicy”, czyli „słodki” i „pikantny”. Trend reprezentuje jednak coś więcej niż okazjonalne i eksperymentalne dodanie szczypty chili do czekolady, którym millenialsi zapewniali sobie dreszczyk emocji w kuchni.

Tu chodzi o globalną zmianę podejścia do łączenia składników o przeciwstawnym działaniu na kubki smakowe. Trzeba to jednak robić umiejętnie – słodycz zawsze ma wysuwać się na pierwszy plan, a po nim pojawiać się ma charakterystyczna ostrość, która zamiast piec w język, całkowicie jednoczy się z potrawą.

Co ciekawe, nie chodzi wyłącznie o świat słodyczy czy też świat kuchni wytrawnej. Trend „swicy” podąża w oba kierunki jednocześnie. Można napotkać zarówno dania mięsne z sosem na bazie miodu i pikantnej pasty (po lewej stronie zdjęcia głównego), jak i mocno czekoladowe ciasta z koreańską przyprawą (po prawej stronie fotografii), która jeszcze niedawno robiła tylko za egzotyczną ciekawostkę.  

Szał na „swicy” unaoczniają między innymi takie wynalazki jak hot honey, czyli miód aromatyzowany chili, czy też sos mango z habanero. 

Kiedyś miso, teraz gochujang. Jak „czerwone złoto” zostało gwiazdą?

Zwykle największą popularnością cieszą się składniki, które przybyły do codziennej kuchni z daleka. Przykładem świecą pod tym względem ciasto kataifi (słynna czekolada dubajska się kłania), fioletowy ziemniak ube i pasta miso. Kiedyś marginalne i bardzo egzotyczne, dziś dostępne w różnych formach niemal wszędzie.  

Nie inaczej jest w przypadku głównej bohaterki trendu „swicy”, czyli gochujang. To pochodząca z kuchni koreańskiej pasta z chili. Sama w sobie jest połączeniem dwóch smaków – ostrości czerwonej papryczki i charakterystycznej fermentowanej słodyczy ryżu. Jej pikantność nie ma agresywnego charakteru, tylko rozwija się na kubkach smakowych w miarę jedzenia, dając niezwykłe uczucie satysfakcji.

Jej rosnącej popularności w Europie i Ameryce można dopatrywać się w kilku zjawiskach. Poczynając od mody na k-pop, przez rosnące zainteresowanie kuchnią azjatycką, na wiralowych filmikach kończąc (choć one same nie mają końca).

Także i w Polsce, a zwłaszcza dużych miastach, można zaobserwować ekspansję restauracji w duchu koreańskim, tajskim, japońskim i indyjskim. A składniki i półprodukty z drugiego końca świata sprawnie zadomowiły się również w dyskontach – widok gochujang, gochugaru czy gotowych kopytek tteokbokki na półkach Biedronki już nikogo specjalnie nie dziwi. 

Uniwersalność pasty gochujang zaskakuje. W pewnym sensie stała się nowym sosem-matką do marynat i glazury do mięs, dressingów i gulaszy. Zaskakująco dobrze łączy się z takimi słodkimi składnikami jak miód, syrop klonowy, brązowy cukier i ketchup.

O tych trendach roku 2026 też warto wspomnieć

Ponieważ rok 2026 pomału dobiega końca, warto pochylić się też nad innymi trendami kulinarnymi, które pojawiły się lub niespodziewanie powróciły z lamusa do polskich i europejskich kuchni. Oto niektóre z nich:

  • zamiłowanie do błonnika i białka oraz tzw. czystych etykiet,
  • fascynacja fermentacją (zwłaszcza w krajach, dla których jest to nowość),
  • odkrycie kapusty jako luksusowej bohaterki potraw, choć jest jednym z najbardziej pospolitych warzyw na świecie,
  • przerzucanie się z olejów z nasion na tłuszcze pochodzenia zwierzęcego,
  • wielkie zainteresowanie chlebem i słodkimi wypiekami na zakwasie – oprócz standardowych bochenków w rzemieślniczych piekarniach pojawiają się na przykład cynamonki i francuskie rogaliki na zakwasie,
  • matcha, sakura i ube – zwłaszcza w napojach.