Bohaterkami uczynię dziś pozornie pospolite stokrotki. Kojarzą się raczej z dziecięcymi zabawami i pleceniem wianków niż z kuchnią. A szkoda, bo to składnik, który masz dosłownie pod nogami i który może wnieść coś niesamowicie świeżego i oryginalnego do codziennych dań. Albo rozwiać nudę wiejącą w spiżarni. Sprawdzi się nie tylko na surowo – w wiosennej sałatce czy jako ozdoba deseru – ale również w przetworach. 

Małe kwiatki, duże możliwości

Stokrotka to roślina, którą znasz doskonale, ale pewnie nigdy nie myślałeś o niej w kontekście jedzenia. Tymczasem jej kwiaty są jadalne i mają delikatny, lekko ziołowy smak z nutą goryczki. To nie jest coś, co zdominuje potrawę, raczej subtelny dodatek, który podkręca całość.

W kuchni wykorzystuje się głównie kwiaty, choć młode listki też się nadają. Najczęściej trafiają do sałatek – rozsypane na wierzchu wyglądają efektownie i dodają lekkości. Ale to dopiero początek możliwości. Stokrotki można traktować podobnie jak inne jadalne kwiaty: jako dekorację deserów, składnik naparów czy dodatek do masła ziołowego.

Gdzie je zbierać i na co uważać?

Zbieranie stokrotek to niby prosta sprawa, ale warto podejść do tego z głową. Najważniejsze jest miejsce. Unikaj trawników przy ruchliwych ulicach, parków w centrum miasta czy terenów, gdzie mogą być stosowane środki chemiczne. Najlepiej sprawdzają się łąki, obrzeża lasów albo po prostu własny ogród.

Zbieraj świeże, rozwinięte kwiaty. Najlepiej robić to w suchy dzień, rano, kiedy odparowała już rosa, ale rośliny nie są jeszcze „zmęczone” słońcem. Wtedy mają najlepszy smak i aromat. 

Przed użyciem stokrotki warto delikatnie oczyścić. Nie myj ich długo pod bieżącą wodą, bo są bardzo delikatne. Lepiej szybko przepłukać albo po prostu sprawdzić, czy nie ma w nich drobnych owadów. Dobrze jest je odłożyć na biały papier na pewien czas. Wtedy niechciani „mieszkańcy” sami z nich wypełzną. 

„Miodek” z darmowych kwiatów  – słodka ciekawostka z łąki

Jednym z najciekawszych sposobów wykorzystania stokrotek jest przygotowanie tzw. miodku. To oczywiście nie jest prawdziwy miód, tylko syrop robiony na bazie kwiatów, wody i cukru. Nazwa wzięła się z koloru i konsystencji – gotowy produkt jest złocisty lub bursztynowy i lekko gęsty.

Sam proces jest prosty, ale ciekawy. Kwiaty zalewa się wodą, podgrzewa i zostawia na jakiś czas, żeby oddały smak. Potem całość się przecedza, dodaje cukier i redukuje do odpowiedniej konsystencji. Efekt to delikatny, kwiatowy syrop, który ma w sobie coś z wiosny.

Taki „miodek” nie jest intensywny jak miód pszczeli, ale właśnie w tym tkwi jego urok. Dobrze sprawdza się jako dodatek do herbaty, naleśników czy deserów. Możesz nim lekko posłodzić jogurt albo polać nim twarożek.

Kiszonki – mało znany, ale intrygujący kierunek

Jeśli myślisz, że stokrotki nadają się tylko do słodkich rzeczy, to czeka cię miłe zaskoczenie. Kwiaty można kisić podobnie jak inne rośliny – w zalewie z wody i soli, czasem z dodatkiem przypraw korzennych.

Efekt jest zupełnie inny niż w przypadku „miodu”. Kiszone stokrotki nabierają wyrazistości, lekkiej kwasowości i głębi. Tracą swoją delikatność, ale zyskują charakter. To już nie ozdoba, tylko pełnoprawny składnik.

Można go wykorzystać na kilka sposobów. Świetnie pasuje do sałatek, zwłaszcza tych bardziej wytrawnych. Możesz dorzucić je do kanapki zamiast ogórka małosolnego albo użyć jako elementu dekoracyjnego w daniach, gdzie liczy się kontrast smaków.