Jesienią zdecydowanie częściej niż latem smażę naleśniki, racuchy i placki. Gdy za oknem robi się chłodniej, taki ciepły, słodki posiłek smakuje mojej rodzince podwójnie. Problem zaczyna się wtedy, gdy przychodzi do wyboru dodatków. Domownicy najchętniej sięgaliby po krem czekoladowy, ale ja lubię przełamywać tę rutynę czymś owocowym. Ostatnio podczas zakupów w Dino wpadł mi w ręce słoiczek, który wyglądał jak zamknięty pod wieczkiem kawałek jesiennego słońca. Kosztował tylko 6,99 zł, więc długo się nie zastanawiałam.

Te słoiczki z Dino to moje jesienne „bursztynki”

Na półce wypatrzyłam produkt marki Łowicz w charakterystycznym pomarańczowym opakowaniu z Minionkami. Już sam kolor zawartości przyciągnął mój wzrok. Dopiero po chwili przeczytałam etykietę i okazało się, że to dżem brzoskwinia-morela Łowicz. W Dino zapłaciłam za niego 6,99 zł za słoik.

Połączenie brzoskwini i moreli od razu mnie przekonało. To dwa owoce, które kojarzą mi się ze środkiem lata, więc jesienią taki słoiczek działa niemal jak mała podróż w czasie. Otwieram go w ponury poranek, stawiam na stole obok świeżo usmażonych naleśników i od razu robi się przyjemniej.

dżem Łowicz z minionkiemRedakcja MojeGotowanie.pl

Najczęściej smaruję nim naleśniki jeszcze wtedy, gdy są gorące. Dżem lekko się ogrzewa i łatwo rozprowadza po całym placku. Zwijam naleśniki w rulony albo składam w trójkąty i właściwie niczego więcej mi nie potrzeba. Jeśli jednak chcę zrobić bardziej deserową wersję, dokładam kleks jogurtu greckiego albo bitej śmietany.

Jeszcze lepiej ten owocowy dodatek sprawdza się u mnie przy gofrach. Chrupiący, gorący gofr, trochę dżemu i kilka plasterków banana to zestaw, który znika z talerzy błyskawicznie. Przy racuchach i małych placuszkach nawet nie zawracam sobie głowy dekorowaniem - stawiam otwarty słoik na stole i każdy nakłada tyle, ile chce.

Jeden słoiczek, a zastosowań mnóstwo

Szybko odkryłam, że naleśniki i gofry to dopiero początek. Łyżeczkę dżemu dodaję do porannej owsianki, gdy nie mam pod ręką świeżych owoców. Świetnie sprawdza mi się również jako dodatek do jogurtu naturalnego, kaszy manny czy ryżu na mleku. Dzięki niemu nawet najprostsze śniadanie nabiera owocowego charakteru.

Czasami robię też ekspresowy deser w szklankach. Na dno wrzucam pokruszone herbatniki, później dodaję gęsty jogurt, a na wierzchu ląduje łyżeczka dżemu. Całość zajmuje dosłownie kilka minut, a wygląda tak, że spokojnie można postawić ją przed niespodziewanymi gośćmi.

Najprostsze zastosowanie nadal pozostaje jednak moim ulubionym. Świeża bułka albo kawałek chałki, odrobina masła i warstwa owocowego dżemu - do tego kubek gorącej kawy i jesienne śniadanie mam gotowe. To smakowity dodatek, który mogę wykorzystać na wiele sposobów. Jesienią takie złociste „bursztynki” mają u mnie stałe miejsce w kuchennej szafce.