Niektóre promocje potrafię ominąć bez mrugnięcia okiem, ale przy tej zatrzymałam się natychmiast. Na półce został ostatni słoik, a kątem oka zauważyłam, że inna klientka również zmierza w jego kierunku. Przyspieszyłam kroku i chwilę później zdobycz była już w moim koszyku. Pościg do półki zakończony sukcesem! A cena promocyjna wynosi 11,49 zł, czyli jest niższa o 25 proc.
Pistacja i kakao w jednym słoiku
Moim łupem okazał się Gamberina Duo Cream, czyli krem pistacjowo-kakaowy w dużym, 350-gramowym słoiku. Samo połączenie smaków wystarczyło, żebym nabrała ochoty na naleśniki, choć początkowo zamierzałam zrobić na kolację coś zupełnie innego.
Kremy kakaowe znamy wszyscy, a pistacjowe w ostatnich latach zrobiły prawdziwą furorę. Tutaj oba smaki zostały zamknięte w jednym opakowaniu. Dla mnie to szczególnie wygodne, bo nie muszę kupować dwóch osobnych słoików i zastanawiać się, który postawić na stole.
Pierwszy test był oczywisty - cienkie, gorące naleśniki. Posmarowałam je kremem, złożyłam w trójkąty i dorzuciłam kilka plasterków banana. Nie potrzeba było żadnych dodatkowych sosów ani wymyślnych dekoracji. Taki deser zniknął ze stołu błyskawicznie.
Redakcja MojeGotowanie.pl
Do placków też pasuje jak ulał
Następnego dnia wykorzystałam zawartość słoika do placuszków. Najbardziej lubię nakładać krem na jeszcze lekko ciepłe placki, bo wtedy łatwiej się rozprowadza. Dorzucam owoce i mam śniadanie, które wygląda znacznie bardziej efektownie, niż wskazywałby czas spędzony w kuchni.
Na tym jednak możliwości się nie kończą. Duo Cream można wykorzystać do gofrów, tostów, rogalików czy domowych deserów. Łyżeczkę można również dodać do owsianki albo wykorzystać jako nadzienie do prostych wypieków. Ja już planuję przełożyć nim domowe kruche ciasteczka.
Szczególnie kusząco brzmi dla mnie połączenie z malinami albo truskawkami. Kwaśniejsze owoce dobrze przełamują słodycz kremowych dodatków, dlatego przy kolejnych naleśnikach właśnie taki zestaw wyląduje na stole.
Gdy zobaczyłam ostatni słoik, nogi same przyspieszyły
Najbardziej rozbawiła mnie jednak sytuacja przy sklepowej półce. Zobaczyłam ostatni słoik, po czym zorientowałam się, że nie tylko ja mu się przyglądam. Druga klientka szła w tę samą stronę. Nie będę udawać - moje spokojne spacerowe tempo nagle zrobiło się zdecydowanie bardziej sportowe.
Wygrałam ten mały zakupowy wyścig i dopiero przy kasie pomyślałam, że dawno żaden krem do naleśników nie wzbudził we mnie takich emocji. Przy dużym słoiku i dwóch smakach w jednym opakowaniu uznałam, że warto spróbować. Teraz mam tylko jeden problem. Smakowity krem, o który tak dzielnie ścigałam się przy półce, znika zdecydowanie szybciej, niż zakładałam. Teraz będę musiała wypatrywać w Lidlu kolejnej dostawy...


Obserwuj nas na Google














