Choć przygotowanie tego azjatyckiego klasyka wydaje się proste, uzyskanie idealnego balansu smaków bywa wyzwaniem. Kluczem do sukcesu nie są wcale wymyślne przyprawy w proszku, lecz dość tajemnicza pasta z tamaryndowca. To właśnie ta gęsta, ciemna esencja odpowiada za charakterystyczną kwasowość i głęboki aromat kultowego dania. Warto poznać ten składnik bliżej, bo potrafi całkowicie odmienić domowe gotowanie.

Czym właściwie jest pasta z tamaryndowca?

Ten niezwykły produkt powstaje z owoców tamaryndowca indyjskiego, potocznie nazywanego po prostu tamaryndem. Drzewo to rodzi charakterystyczne, brązowe strąki, wewnątrz których kryje się mięsisty, kleisty miąższ otaczający nasiona. To właśnie z tego dojrzałego miąższu, po przetarciu i oddzieleniu od pestek, uzyskuje się esencjonalną pastę, która jest absolutnym fundamentem wielu dań azjatyckich.

Wśród nich najważniejsze miejsce zajmuje właśnie pad thai – kultowy, smażony makaron ryżowy, który stał się symbolem tajskiej kuchni ulicznej. To harmonijne połączenie makaronu, jajka, tofu, kurczaka lub krewetek, uzupełnione świeżymi kiełkami fasoli mung i chrupiącymi, posiekanymi orzeszkami ziemnymi. O jego niepowtarzalnym charakterze decyduje jednak specyficzny sos, którego najważniejszym elementem jest właśnie kwaśna pasta z owoców tamaryndowca.

Getty Images, NoonVirachada

To legendarne w Tajlandii danie bije ostatnio rekordy popularności nad Wisłą. W najnowszym raporcie trendów kulinarnych Pyszne.pl pad thai znalazł się na wysokim, dziesiątym miejscu wśród najczęściej zamawianych przez Polaków obiadów na wynos. 

Najwięcej restauracji serwujących ten przysmak znajduje się w Warszawie. To właśnie w stolicy kuchnia tajska jest najbardziej dostępna, co sprawia, że tamtejsi mieszkańcy zamawiają ją najchętniej. Choć w samej Warszawie ten składnik trafia do tysięcy porcji dziennie, w domowej kuchni nadal jest kompletną egzotyką dla wielu osób, które obawiają się sięgać po nieznane produkty. Na czele właśnie z Warszawianami. 

Jak wygląda i smakuje ten egzotyczny dodatek?

Na pierwszy rzut oka produkt ten może nieco zaskakiwać swoim wyglądem. Ma ciemnobrązową, niemal czarną barwę oraz gęstą, lepką konsystencję. Wizualnie bardzo mocno przypomina tradycyjne, dobrze wysmażone powidła śliwkowe lub gęstą pastę z daktyli. W zapachu jest wyczuwalna głęboka, owocowa nuta z wyraźnym, kwaśnym akcentem.

Smak tego składnika to prawdziwa eksplozja doznań. Jest on intensywnie, wręcz agresywnie rześki, ale jednocześnie kryje w sobie naturalną, owocową słodycz. To właśnie ta unikalna kompozycja sprawia, że potrawy zyskują wielowymiarowość. Jeśli nie mamy dostępu do oryginalnego produktu, naturalnym zamiennikiem może być świeżo wyciśnięty sok z limonki połączony z odrobiną cukru trzcinowego, choć nie odda on w pełni głębokiego, lekko ziemistego aromatu. Niektórzy domowi kucharze czasem z braku dostępu do tamaryndowca eksperymentują także z powidłami śliwkowymi wymieszanymi z octem winnym, co pozwala uzyskać zbliżoną strukturę i kwasowość.

Gdzie kupić i jak bezpiecznie stosować pastę?

Jeszcze kilkanaście lat temu zdobycie tego produktu graniczyło z cudem, jednak dziś jest on znacznie łatwiej dostępny. W Polsce bez problemu znajdziemy go w sklepach ze zdrową żywnością, dużych supermarketach na działach z produktami kuchni świata oraz w wyspecjalizowanych sklepach z żywnością azjatycką. Najwygodniejszym rozwiązaniem jest jednak zakup przez internet, gdzie produkt ten występuje w różnych gramaturach – od małych słoiczków po duże, skondensowane bloki.

Ze względu na swoje właściwości fizyczne, produkt ten wymaga odpowiedniego traktowania w kuchni. Jest niezwykle skoncentrowany i bardzo kwaśny, dlatego raczej nie spożywa się go bezpośrednio z opakowania. Przed dodaniem do potrawy warto odmierzoną porcję wymieszać z kilkoma łyżkami ciepłej wody. Taki zabieg pozwala uzyskać gładką, jednolitą emulsję, którą znacznie łatwiej połączyć z pozostałymi składnikami sosu. Należy również pamiętać, aby dozować go z umiarem, stopniowo próbując danie podczas gotowania, by kwasowość nie zdominowała innych smaków.