Ten trik z momentem solenia mięsa naprawdę robi różnicę. Od kiedy go stosuję, nikt już nie mówi, że mięso jest suche. A wszystko zaczęło się od jednego zdania podsłuchanego w studenckiej stołówce. Czasem największe kulinarne sekrety są prostsze, niż myślisz.

Przez lata byłam przekonana, że sól to absolutna podstawa - im szybciej ją dodam, tym lepiej. Soliłam mięso od razu po wyjęciu z lodówki i wrzucałam na patelnię. A potem zastanawiałam się, dlaczego kotlet jest suchy, pierś z kurczaka włóknista, a schab jest właściwie nawet twardszy niż podeszwa. Odpowiedź usłyszałam przypadkiem na stołówce studenckiej. I to było jak olśnienie.

Delikatne mięso posól na końcu

W przypadku drobiu i ryb moment solenia ma ogromne znaczenie. Jeśli posolisz filet z kurczaka tuż przed smażeniem, sól zacznie wyciągać wodę na powierzchnię. Gdy mięso trafi na gorącą patelnię, wilgoć szybko odparuje i zostanie suche wnętrze. Dlatego przy delikatnym mięsie najlepiej dodać sól dopiero pod koniec smażenia albo nawet już po zdjęciu z ognia. Mięso zachowa naturalne soki, będzie miękkie i sprężyste. Ten prosty zabieg naprawdę robi różnicę, szczególnie przy cienkich filetach, które łatwo przesuszyć.

Czerwone mięso posól wcześniej

Zupełnie inaczej jest z wołowiną czy wieprzowiną. Tutaj warto posolić mięso około 30-40 minut przed obróbką. Sól najpierw wyciągnie część wilgoci, ale po chwili mięso zacznie ją ponownie wchłaniać - oczywiście razem z solą. Dzięki temu smak przenika głębiej, a struktura staje się bardziej soczysta. Przy grubych kawałkach, jak steki czy pieczenie, można zastosować metodę tzw. suchego solenia - oprószyć mięso nawet kilka godzin wcześniej i włożyć do lodówki. Efekt po usmażeniu jest wyraźnie lepszy: mięso nie jest twarde, tylko kruche i aromatyczne.

Nie zapominaj o marynacie. To ona robi połowę roboty

Sam moment solenia to jeszcze nie wszystko. Ogromne znaczenie ma także dobrze skomponowana marynata. To właśnie ona potrafi sprawić, że mięso po usmażeniu będzie kruche, soczyste i pełne smaku, a nie suche i zbite.

Najlepsza marynata powinna łączyć trzy elementy: tłuszcz, przyprawy oraz delikatnie kwaśny składnik. Tłuszcz (np. oliwa lub olej) tworzy ochronną warstwę i zapobiega nadmiernemu wysychaniu podczas smażenia czy pieczenia. Kwas - w postaci jogurtu naturalnego, soku z cytryny, odrobiny octu czy maślanki - pomaga rozluźnić włókna mięsa. Dzięki temu staje się ono bardziej delikatne. Z kolei przyprawy mają czas, by wniknąć głębiej i nadać potrawie wyrazisty aromat, a nie tylko powierzchowny smak.

Jeśli masz chwilę, pozwól mięsu odpocząć w marynacie. Kurczak najlepiej zyskuje po kilku godzinach w lodówce, a wołowina czy karkówka - nawet po całej nocy. To prosty krok, który naprawdę robi różnicę na talerzu i sprawia, że mięso nie ma prawa wyjść twarde jak podeszwa.

O czym jeszcze pamiętać?

Nie smaż mięsa prosto z lodówki. Wyjmij je wcześniej, by osiągnęło temperaturę pokojową, wtedy obróbka będzie równomierna. Nie nakłuwaj widelcem podczas smażenia, bo soki wypłyną. Używaj szczypiec lub łopatki. Po zdjęciu z patelni pozwól mięsu „odpocząć” kilka minut. To moment, w którym soki równomiernie się rozprowadzają i mięso nabiera pełni smaku.