Kiedy byliśmy dziećmi, wybór lodów zajmował najwyżej kilka sekund. A „wybór” to dużo powiedziane, bo kiedyś nie było rozmaitości w postaci lodów od influencerów i YouTuberów, dubajskiej czekolady ani zmrożonych deserów w stylu mochi. Nie było nam tęskno do pistacji ani słonego karmelu. Liczyły się wafelek, zimne nadzienie i to, żeby wystarczyło na jak najwięcej „lizów”. Gdy ostatnio zajrzałam do zamrażarki w Dino, zobaczyłam coś, co wyglądało jak wyjęte wprost z tamtych czasów. Musiałam spróbować.

Ten widok w Dino uruchomił wspomnienia

Mowa o Śnieżynce śmietankowej, czyli kanapce lodowej złożonej z dwóch wafli z charakterystyczną kratką i grubej warstwy białego jak zimowy krajobraz nadzienia. Bez polewy, ciasteczek, sosu i innych dodatków.

Jeśli pamiętasz sklepowe zamrażarki z lat 90., prawdopodobnie kojarzysz podobne kostki. Jadło się je bez łyżeczki i patyczka, trzymając deser za wafle, oblizując go dookoła, a potem odgryzając kolejne kawałki. 

Kanapka lodowa, którą można dorwać w Dino, przywołuje dokładnie ten sam klimat, a producent postawił także na retro design opakowania. Ma niebieską barwę, symbol śnieżynki i napis stworzony charakterystyczną czcionką. W czasach, gdy sklepowe zamrażarki są pełne coraz bardziej wymyślnych deserów, taka zwyczajna kostka paradoksalnie mocno się wyróżnia.

Fot. Redakcja MojeGotowanie.pl

Słodkości bez udziwnień. I w tym cały urok

Współczesne lody kuszą polewami, nadzieniami, kawałkami ciastek, karmelem czy orzechami, a także amerykańskimi i japońskimi inspiracjami. Tutaj nie ma żadnych niespodzianek. Dostajesz dokładnie to, czego się spodziewasz po klasycznej kanapce: wafel i śmietankowy środek.

Dla mnie właśnie tak powinien wyglądać produkt, który ma przywoływać smak dzieciństwa. Nie chodzi przecież o wierne odtworzenie jednego konkretnego deseru. Po kilkudziesięciu latach trudno nawet powiedzieć, czy coś smakuje dokładnie tak, jak wtedy. Wystarczy jednak podobna forma, zapach wafla i charakterystyczny sposób pałaszowania, by wspomnienia wróciły.

Rachunek też jakby z dawnych czasów

Sentymentalne produkty potrafią kosztować sporo, szczególnie gdy producent próbuje sprzedać nam „smak dzieciństwa” jako coś ekskluzywnego. Tutaj jest inaczej.

Regularna cena Śnieżynki w Dino wynosi 2,85 zł za kanapkę z lodami 200 ml. Przy obecnych cenach pojedynczych mrożonych deserów, które zazwyczaj zaczynają się co najmniej od 3 zł, taka kwota zwraca uwagę.

To również dobrze pasuje do charakteru tego produktu. Nie ma być deserem premium ani kulinarną ciekawostką, którą kupuje się raz dla spróbowania. To zwykła, duża kanapka, po którą możesz sięgnąć spontanicznie podczas zakupów.

Jest jeszcze coś do wyboru dla łasuchów

Śmietankowa wersja najmocniej kojarzy się z deserami sprzed lat, ale na niej wybór się nie kończy. W Dino dostępne są również warianty truskawkowy i czekoladowy. Wszystkie opierają się na tej samej prostej koncepcji i mają podobny retro design.

I dobrze, że nie poszło to w stronę wymyślnych smaków. Truskawka, czekolada i śmietanka to trio, które brzmi właśnie jak wyjęte ze sklepowej zamrażarki sprzed kilku dekad.

Możesz więc wybrać wersję, którą najbardziej lubisz, albo kupić wszystkie i sprawdzić, która najmocniej przypomni ci dzieciństwo. Ja zaczęłam od śmietankowej. Wystarczyło kilka kęsów, żeby przypomnieć sobie czasy, gdy do szczęścia naprawdę wystarczały dwa wafle i zimny środek pomiędzy nimi.