Jeszcze niedawno codziennie słyszałam to samo pytanie: co na obiad. Brzmi banalnie, ale kiedy pracuję, wracam późno do domu i nie mam ochoty stać godzinę przy kuchence, zaczyna to być naprawdę męczące. Makaron z sosem pomidorowym, był. Kanapki, były. Sałatka, też była. Po kilku tygodniach miałam wrażenie, że kręcę się w kółko. I wtedy trafiłam w Lidlu na małe włoskie słoiczki z serii Deluxe. Jeden z nich szczególnie przykuł moją uwagę, pesto z oliwkami i pastą z sardeli z Lidla. Wzięłam na próbę. A przy następnych zakupach wzięłam już trzy. Teraz często robię od razu miesięczny zapas. Dlaczego? Bo to jeden z tych produktów, który potrafi zmienić najprostszy obiad w coś naprawdę dobrego. I co najważniejsze, kończy się problem z pytaniem „co dziś zjeść”.

Mały słoik, który robi wielką robotę w kuchni

Na pierwszy rzut oka wygląda jak klasyczne pesto. Gęsta pasta zamknięta w niewielkim słoiczku. Ale kiedy otwierasz wieczko, od razu czujesz, że to coś trochę innego. Najpierw pojawia się zapach oliwek. Potem wyraźna, lekko słona nuta sardeli. Do tego suszone pomidory, czosnek i oliwa. Całość jest bardzo intensywna, ale w dobrym sensie. Nie jest to łagodny sos, który znika w makaronie. To raczej coś, co nadaje całemu daniu charakter

Konsystencja też jest ciekawa. Pasta jest gęsta, lekko ziarnista, ale jednocześnie dobrze rozprowadza się po ciepłym makaronie czy pieczywie. Nie trzeba dodawać dużo, często wystarcza jedna duża łyżka. Smak? Najłatwiej opisać go jako połączenie włoskiego pesto z czymś bardziej wytrawnym i morskim. Sardele dodają głębi, oliwki lekko słonego charakteru, a suszone pomidory delikatnej słodyczy. To właśnie ta kombinacja sprawia, że sos jest bardzo uniwersalny.

Redakcja mojegotowanie.pl

Smak, który robi cały obiad

Największą zaletą tego pesto jest to, że nie potrzebujesz wielu dodatków, żeby stworzyć pełne danie. Często wystarczą trzy rzeczy: makaron, trochę oliwy i jedna duża łyżka pesto. Serio. To już działa. Kiedy mieszam gorący makaron z tą pastą, aromat robi się jeszcze intensywniejszy. Oliwki i sardele zaczynają pachnieć mocniej, a całość nabiera takiego lekko śródziemnomorskiego charakteru. Ale prawdziwa zabawa zaczyna się dopiero wtedy, kiedy dodasz coś jeszcze. Świetnie pasują tu:

  • pieczone pomidorki koktajlowe
  • grillowana cukinia
  • podsmażone krewetki
  • kawałki tuńczyka
  • rukola
  • starty parmezan

Czasem robię też bardzo prostą wersję: makaron, pesto, dużo świeżo mielonego pieprzu i kilka oliwek na wierzch. Nic więcej. Efekt jest naprawdę świetny. To nie jest sos, który dominuje wszystko wokół. Raczej podbija smak innych składników. Dlatego lubię mieć go w lodówce nawet wtedy, kiedy planuję coś bardziej rozbudowanego. Wystarczy łyżeczka dodana do sosu pomidorowego albo do pieczonych warzyw i nagle całe danie zyskuje nowy wymiar. I właśnie za to najbardziej lubię takie gotowe dodatki, nie zastępują gotowania, tylko je ułatwiają.

Co zrobić z pesto z oliwkami i pastą z sardeli z Lidla

U mnie w kuchni najczęściej pojawia się w takich wersjach:

  • Makaron w 10 minut. Ugotuj ulubiony makaron. Odlej pół szklanki wody z gotowania, dodaj łyżkę pesto i wymieszaj wszystko razem. Woda sprawi, że sos zrobi się kremowy.
  • Grzanki jak z włoskiego bistro. Podpiecz kromki chleba w piekarniku. Posmaruj cienką warstwą pesto, dodaj pomidory i mozzarellę. Włóż na kilka minut do piekarnika.
  • Sos do pieczonych warzyw. Wymieszaj pesto z odrobiną oliwy i skrop nim pieczone ziemniaki, bakłażana albo cukinię.
  • Dodatek do sałatki makaronowej. Wystarczy łyżeczka pesto, jogurt grecki i odrobina cytryny. Powstaje bardzo szybki dressing.
  • Marynata do kurczaka lub ryby. Pesto świetnie sprawdza się jako baza marynaty. Wystarczy wymieszać je z oliwą i natrzeć mięso przed pieczeniem.
  • Pasta do kanapek. Wymieszaj pesto z twarożkiem albo ricottą. Posmaruj bagietkę i dodaj świeże warzywa.
  • Szybka pizza na tortilli. Zamiast sosu pomidorowego użyj cienkiej warstwy pesto. Dodaj ser i ulubione dodatki.

Dlaczego robię miesięczny zapas

Nie jestem osobą, która kupuje hurtowe ilości jedzenia. Lubię świeże produkty i raczej robię zakupy na kilka dni. Ale z tym pesto jest inaczej. Kiedy pojawia się w Lidlu, zazwyczaj biorę kilka słoiczków. Powód jest prosty, wiem, że prędzej czy później przyjdzie taki dzień, kiedy lodówka będzie prawie pusta, a ja nie będę mieć ani czasu, ani ochoty na gotowanie. I wtedy taki słoiczek robi ogromną różnicę. Makaron masz prawie zawsze. Chleb, też. Czasem wystarczy nawet zwykłe jajko sadzone i łyżeczka pesto na wierzchu.

Poza tym to jeden z tych produktów, które długo stoją w szafce i nie wymagają specjalnego przechowywania. Dopiero po otwarciu trafiają do lodówki.