Kiedyś też robiłam zasmażkę. Masło, mąka, szybkie mieszanie i do garnka. Ale raz się spieszyłam i postanowiłam pokombinować. W lodówce miałam ugotowaną fasolę, sos był jeszcze rzadki, a ja nie chciałam znów ratować się mąką. Wtedy przyszedł mi do głowy pomysł, który okazał się strzałem w dziesiątkę. Od tamtej pory tylko tak zagęszczam fasolkę. Nie dość, że danie ma lepszy smak, to jeszcze wygląda apetyczniej i nie jest tak ciężkie.

Dlaczego nie używam mąki do fasolki po bretońsku?

Zasmażka ma oczywiście swoje miejsce w kuchni. Używam jej do kapusty, do sosów, do zupy grzybowej. Ale w fasolce po bretońsku mąka często sprawia, że danie robi się ciężkie, lekko „zamulone” i nie ma już tej przyjemnej tekstury, jaką daje dobrze ugotowana fasola i pomidorowy sos. Poza tym mąka zmienia smak, nawet jeśli zrobisz jasną zasmażkę, to ten lekko mączny posmak i tak zostaje. A przecież nie o to chodzi.

No i sama mąka nie zagęści tak dobrze, jak coś, co już i tak masz w garnku. Fasola sama w sobie, po lekkim zmiksowaniu, daje idealną, kremową konsystencję. Nie potrzebujesz żadnych dodatków, żadnych zagęstników, żadnych sztuczek. Wystarczy jedna chochla, blender i dwie minuty roboty.

Mój trik: miksuję część fasoli na gęstą masę

Jak to robię w praktyce?

  • Kiedy fasolka się już ugotuje, a sos nadal jest zbyt rzadki, nabieram chochlą mniej więcej półtorej porcji z garnka, fasoli z sosem i przekładam do miski albo wysokiego naczynia.
  • Sięgam po blender ręczny i miksuję na gładką, kremową masę. Czasem zostawiam kilka grudek, żeby nie było zbyt aksamitnie, tylko bardziej domowo.
  • Potem tę masę wlewam z powrotem do garnka, mieszam i od razu widzę różnicę. Sos robi się gęstszy, bardziej zawiesisty, ładnie oblepia każdy kawałek kiełbasy i każdą fasolkę. Co ważne: nie zmienia się smak, tylko struktura. I to właśnie ta struktura sprawia, że masz wrażenie, że to porządny, domowy obiad, który naprawdę syci.

Jeśli robisz fasolkę po bretońsku z dużą ilością fasoli (a przecież po to ona jest), to bez problemu możesz część z niej poświęcić na taki zabieg. Nie zauważysz ubytku, a efekt jest wart każdej sekundy.

Jaka fasola sprawdzi się najlepiej, by zagęścić fasolkę po bretońsku?

Tutaj sprawa jest prosta: najlepiej działa fasola jaś, duża, mączysta, o lekko orzechowym smaku. Po zmiksowaniu tworzy gładką, gęstą masę, która idealnie wiąże całość. Ale jeśli używasz mniejszych odmian, też się sprawdzą. Ważne, żeby były dobrze ugotowane, czyli miękkie, ale nie rozpadające się jeszcze w garnku.

Gotujesz fasolę samodzielnie? Super, możesz część przegotować mocniej, żeby była bardziej miękka, a resztę trzymać „al dente”. Jeśli sięgasz po fasolę z puszki, to też działa, ale wtedy dobrze jest podgrzać ją chwilę w garnku przed miksowaniem. Ciepła fasola łatwiej się blenduje i lepiej wiąże sos.

Jedna ważna rzecz: nie blenduj samego sosu pomidorowego z cebulą i kiełbasą. Tam jest za dużo tłuszczu i smaku wędzonki, który po zmiksowaniu daje nieprzyjemną konsystencję. Tylko fasola albo fasola z odrobiną sosu.

Kiedy najlepiej dodać zmiksowaną fasolę i jak to wpływa na smak?

Nie czekaj do końca gotowania. Najlepiej, żeby danie miało jeszcze 10-15 minut przed sobą, kiedy dodasz zmiksowaną fasolę. Wtedy wszystko się ładnie połączy, zgęstnieje naturalnie i nie będzie widać żadnych grudek. Zrób to na średnim ogniu, mieszaj co jakiś czas, bo sos zacznie być gęsty i może lekko przywierać.

Co ciekawe, taki zabieg sprawia też, że fasolka lepiej się przechowuje. Gęsty sos trzyma wszystko razem, nic się nie rozwarstwia. Po odgrzaniu danie jest jeszcze lepsze niż pierwszego dnia, bo wszystko się przegryza i trzyma konsystencji.

A smak? Jest dokładnie taki, jak lubisz: pomidorowy, lekko wędzony od boczku i kiełbasy, a do tego kremowy w tle, ale nie jak z zupy-kremu. To wciąż klasyczna fasolka po bretońsku, tylko z lepszym „środkiem”.