Przerobiłam to wiele razy, zwłaszcza na studiach, kiedy gotowałam tanio, prosto i z tego, co było pod ręką. Wtedy właśnie wpadłam na trik, który stosuję do dziś. Dodaję do fasolki po bretońsku dosłownie odrobinę kaszy manny.

Kasza manna w fasolce? Tak, działa idealnie

Brzmi nietypowo, ale to jeden z tych patentów, które są banalne i genialne jednocześnie. Kasza manna działa jak naturalny zagęstnik, nie zmienia smaku potrawy, nie robi grudek jak mąka i nie wymaga żadnych dodatkowych zabiegów. Po prostu łączy sos, fasolę i tłuszcz w jedną, gęstą całość. Co ważne, kasza manna zagęszcza fasolkę bardzo delikatnie. Nie robi z niej kluchy ani brei. Zamiast tego nadaje jej aksamitną, „domową” konsystencję, dokładnie taką, jaką pamięta się z najlepszych wersji tego dania.

Ile kaszy manny dodać, żeby nie przesadzić?

Tu obowiązuje zasada umiaru. Wystarczy 1-2 łyżki kaszy manny na duży garnek fasolki po bretońsku. Zawsze zaczynam od jednej łyżki i obserwuję, jak potrawa gęstnieje. Kasza potrzebuje chwili, żeby „zadziałać”, więc nie ma sensu dosypywać jej od razu więcej. Najlepiej wsypywać ją powolutku, cały czas mieszając fasolkę. Dzięki temu nie powstaną grudki, a zagęszczenie będzie równomierne.

Kiedy dodać kaszę mannę?

Najlepszy moment to końcówka gotowania, kiedy fasolka jest już doprawiona, a smaki się połączyły. Wsyp kaszę, dokładnie wymieszaj i gotuj jeszcze 2-3 minuty, aż potrawa wyraźnie zgęstnieje. Po zdjęciu z ognia fasolka jeszcze lekko „dojdzie”, więc efekt końcowy będzie idealny. To ważne: nie dodawaj kaszy na samym początku gotowania. Potrzebujesz jej działania na finiszu, a nie długiego gotowania.

Dlaczego ten trik jest lepszy niż mąka?

Mąka często daje efekt ciężkości i potrafi zmienić smak sosu. Kasza manna jest neutralna, delikatna i znacznie łatwiejsza w użyciu. Nie trzeba robić zasmażki, nie trzeba jej rozrabiać - wystarczy wsypać i zamieszać. Na studiach był to dla mnie patent idealny: tani, szybki i skuteczny. Fasolka po bretońsku z dodatkiem kaszy manny jest gęsta i zawiesista, nie rozwarstwia się na talerzu, ma „restauracyjną” konsystencję, wygląda i smakuje jak danie dopracowane w każdym detalu. Gdy stawiam garnek na stole, łyżka naprawdę stoi. I zawsze ktoś pyta, co zrobiłam inaczej.

A ja tylko się uśmiecham, bo wiem, że czasem najlepsze kuchenne patenty rodzą się nie w eleganckich kuchniach, tylko w studenckich warunkach. Kasza manna w fasolce po bretońsku to właśnie jeden z nich.