Skromna marchewka pojawia się tu w dość nietypowej roli. Nie ścierasz jej razem z ziemniakami, nie dodajesz do masy, nie próbujesz przemycić do placków dodatkowej porcji warzyw. Tarkę możesz odłożyć do szafki. Pomarańczowy korzeń trafia prosto na patelnię, gdzie ma do wykonania zupełnie inne zadanie niż zwykle w potrawach. Ten drobiazg szczególnie docenisz wtedy, gdy zależy ci na równym, złotym wysmażeniu bez gorzkich, przypalonych fragmentów.
Nietypowy składnik na patelni z plackami ziemniaczanymi
Marchewka nie stanowi tu dodatku do masy ziemniaczanej. Podczas smażenia wrzuć ją po prostu do gorącego oleju obok placków. To stary, prosty patent, który przydaje się zwłaszcza wtedy, gdy czeka cię przygotowanie kilku partii.
Obierz marchewkę i pokrój ją na kilka kawałków. Mogą to być grubsze plastry. Nie ścieraj jej na tarce ani nie krój bardzo drobno, bo szybko zacznie się przypalać.
Rozgrzej olej. Warstwa tłuszczu powinna być solidna, a nie tylko ledwo przykrywać dno. Mogłoby się wydawać, że im jest go więcej, tym placki bardziej nim nasiąkną, ale przy odpowiednim przygotowaniu nie ma takiego ryzyka, za to masa ziemniaczana równomiernie się ogrzewa i rumieni.
Włóż do oleju 2–3 kawałki marchewki i zacznij smażyć placki jak zwykle. Marchew powinna leżeć obok nich i swobodnie smażyć się w tłuszczu. Nie musisz jej przesuwać ani w żaden sposób przygotowywać wcześniej. Cały czas za to kontroluj jej kolor. Kiedy stanie się mocno brązowa, wyjmij ją i zastąp świeżymi kawałkami.
Co daje marchewka w oleju i na co trzeba uważać?
Marchewka przede wszystkim pomaga ocenić, co dzieje się z tłuszczem. Jeżeli szybko zaczyna mocno brązowieć, to znak, że temperatura na patelni jest już wysoka. Możesz wtedy zmniejszyć moc palnika, zanim podobnie zaczną zachowywać się placki.
Przy kolejnych partiach ma to duże znaczenie. Po zdjęciu placków z patelni olej nadal się nagrzewa, dlatego następna porcja może rumienić się znacznie szybciej niż poprzednia. Marchewka staje się prostym sygnałem ostrzegawczym. Pomaga utrzymać stałą temperaturę tłuszczu, dzięki czemu placki nie mają przypalonych brzegów, które często są cieńsze niż środek.
Pomaga też przy drobinkach, które odpadają od placków. Niewielkie fragmenty ziemniaków i cebuli pływają w oleju, a po pewnym czasie zaczynają się palić. Część z nich zatrzymuje się przy marchewce, dzięki czemu łatwiej usunąć je z patelni.
O czym jeszcze pamiętać podczas smażenia placków ziemniaczanych?
Smaż placki ziemniaczane na średnim lub średniowysokim ogniu i reguluj moc palnika w trakcie. Nie wkładaj zbyt wielu placków jednocześnie. Duża ilość zimnej masy gwałtownie obniża temperaturę oleju.
Zadbaj również o konsystencję ziemniaków. Jeśli po starciu puściły dużo soku, odlej jego nadmiar. Zbyt wodnista masa gorzej się smaży i trudniej ją równomiernie przyrumienić. Nie próbuj ratować jej dużą ilością mąki, bo placki mogą stać się ciężkie.
Nakładaj niezbyt duże porcje i rozpłaszczaj je łyżką na podobną grubość. Dzięki temu środek zdąży się usmażyć, zanim powierzchnia zrobi się zbyt ciemna. Placek przewróć dopiero wtedy, gdy jego spód jest złocisty, a brzegi wyraźnie się zetną.
Podczas smażenia kilku partii regularnie wyławiaj z oleju ciemne resztki ziemniaków i cebuli. Jeśli tłuszczu zaczyna brakować, dolej go pomiędzy partiami i poczekaj, aż się rozgrzeje. Gotowe placki wyjmuj na ręcznik papierowy lub kratkę i nie układaj od razu w wysoką stertę. Inaczej gromadząca się między nimi para szybko odbierze im chrupkość.


Obserwuj nas na Google














