Pestki dyni to raczej kulinarne szare myszki. Nie robią wokół siebie szumu, nie zabiegają o uwagę, po prostu chrupią tam, gdzie je sypniemy. Ale nagle w Biedronce trafiłam na takie, przy których stanęłam jak wryta. Otoczone panierką przypominającą zielony zamsz wyglądały bardziej na przybysza z azjatyckiego bazaru niż znajomy dodatek do zupy. Marka Asia Flavours zafundowała im metamorfozę, której trudno odmówić fantazji. 

Niezwykłe pestki dyni. Co kryje się w zielonej otoczce?

Do niewielkiego opakowania przyciąga napis: „pumpkin seeds matcha flavour”. To prażone pestki dyni o smaku sproszkowanej zielonej herbaty, znanej przede wszystkim z Japonii. Sam pomysł brzmi dość osobliwie. Przecież chrupkie nasiona kojarzymy raczej z solą, ewentualnie ostrą przyprawą, a nie z napojem, który zamawia się w modnych kawiarniach.

Pestki mają zielonkawy, lekko oliwkowy kolor i pokryte są cienką warstwą przyprawy. Nie przypominają zwykłych łuskanych pestek, które kupujemy do domowego chleba. Z daleka można by je nawet pomylić z jakimiś egzotycznymi nasionami o lekko zamszowej skórce.

Co ciekawe, nie czuć tutaj charakterystycznej goryczki matchy. Otoczka jest słodko-ziołowa (w składzie znajduje się cukier trzcinowy), a pod nią kryją się chrupiące, lekko orzechowe pestki. To dość łagodne połączenie, które może przypaść do gustu nawet osobom nieprzepadającym za tradycyjną zieloną herbatą.

Zajrzałam też do wartości odżywczych. Pestki mają 35 g białka w 100 g, ale jednocześnie aż 580 kcal. Cała paczka to zatem solidna porcja energii. 

Fot. Redakcja MojeGotowanie.pl

Ile kosztuje to zielone dziwadełko z Biedronki?

Paczuszka ma 100 g i kosztowała 6,99 zł. Warto jednak pamiętać, że cena i dostępność mogą się różnić w zależności od sklepu, ponieważ jest to produkt z oferty specjalnej. Znajdziesz go na półkach z różnymi nowościami i tymczasowym asortymentem.

To wyrób Asia Flavours, czyli marki własnej Biedronki specjalizującej się w przekąskach i składnikach inspirowanych azjatycką kuchnią. Co oznacza, że produkt można dostać wyłącznie w sklepach sieci z uśmiechniętą bożą krówką w logo.

Charakterystyczne czarno-czerwone opakowanie z zielonymi pestkami trudno przeoczyć. Już sama grafika daje do zrozumienia, że nie mamy do czynienia z kolejną paczką zwykłych bakalii.

Fot. Redakcja MojeGotowanie.pl

Jak jeść „zamszowe” pestki dyni? Nie tylko prosto z paczki

Oczywiście najłatwiej po prostu otworzyć paczkę i zacząć chrupać. Pestki są już łuskane i prażone, więc nie wymagają żadnego przygotowania. Można przesypać je do miseczki, zabrać do pracy albo potraktować jako coś do podjadania podczas wieczornego filmu.

Ale skoro ktoś zadał sobie tyle trudu, żeby połączyć pestki dyni z japońską herbatą, szkoda byłoby ograniczyć się wyłącznie do jedzenia ich prosto z torebki. Od razu przyszło mi do głowy kilka innych zastosowań.

Przede wszystkim zielone pestki mogą świetnie wypaść w sałatkach. Szczególnie tych z azjatycką nutą, z ogórkiem, awokado, marchewką, ryżem lub tofu. Wystarczy dodać odrobinę sosu sojowego, soku z limonki i oleju sezamowego, a na koniec posypać wszystko niewielką garścią pestek. Wniosą chrupkość i dodatkowy, herbaciany akcent.

Spróbowałabym też dorzucić je do zupy. Wyobraź sobie gładki krem z dyni lub batatów, doprawiony imbirem i mleczkiem kokosowym, a na wierzchu kilka zielonych pestek. Już sam kontrast kolorów wyglądałby ciekawie. Pestki najlepiej dodać tuż przed jedzeniem, żeby nie zmiękły.

Można też posypać nimi kanapki z hummusem, pastą z awokado albo twarożkiem. Wystarczy niewielka ilość, bo przekąska ma już własne przyprawy i jest słodkawa.

Najbardziej egzotyczny pomysł? Jogurt naturalny z mango i odrobiną pestek o smaku matchy. Słodycz owoców mogłaby ciekawie zagrać z herbacianą nutą i delikatną słonością. Podobnie w deserach z białą czekoladą, z którą matcha od dawna tworzy udany duet.