Ten problem jest znany chyba wszystkim fanom domowych pączków i faworków. Słodki finał w postaci cieplutkiego pączka z jasną obrączką i różą czy stosiku chrustu wynagradza trud i smród smażenia, ale nie rozwiązuje problemu. Zapach pozostaje wyczuwalny nawet na 2. dzień mimo okapu czy otwartego okna w kuchni. Czasami nawet przez drzwi u sąsiadów. Gdy wychodzę na klatkę schodową, od razu czuję, że ktoś smażył coś na smalcu (lub właśnie wytapiał na niego skwarki). Tego zapachu nie da się pomylić z innym. Babcia Frania wiedziała, jak się go pozbyć jeszcze podczas smażenia. Przekazuję dalej jej radę, niech się niesie w świat.
Jak smażyć faworki bez smrodu tłuszczu?
Babcia rozgrzewając gar smalcu na faworki (a częściej na pączki, bo była ich fanką), zawsze dodawała do niego jedną rzecz. Do roztopionego, ale jeszcze dość chłodnego tłuszczu wrzucała korzeń chrzanu. Taki zabieg nie psuł smaku ani zapachu samych faworków. „Gryzące” olejki eteryczne w tak wysokiej temperaturze ulatniają się, a przy okazji maskują przy okazji zapach smalcu.
Jeśli nie miała akurat na stanie chrzanu, sięgała po stary, dobrze znany myk z surowym ziemniakiem przekrojonym na pół. Te same metody można wykorzystać podczas smażenia oponek, churrosów i innych przekąsek na głębokim tłuszczu.
O czym jeszcze pamiętać podczas smażenia faworków?
Jeśli denerwuje cię piana, jaka powstaje w garnku podczas smażenia faworków, podczas wałkowania ciasta nie podsypuj już stolnicy mąką. Ciasto lepiej rozwałkować między 2 arkuszami papieru do pieczenia lub pergaminu. Od nich odejdzie równie łatwo i nie będzie się przyklejać. Dzięki temu, że na wierzchu ciasta nie będzie „posypki” z mąki, faworki nie zaczną się też przypalać. Ciasto do wałkowania najlepiej podzielić na kilka części i zająć się jedną, a pozostałe przykryć ściereczką, by w międzyczasie nie obeschły.
Poza tym pilnuj temperatury smażenia. Smalec potrafi nagrzać się do temp. ok. 190 st. C, ale dla faworków to już za dużo. 170-180 st. C będzie optymalne, ale jeśli nie masz termometru spożywczego, oderwij po prostu kawałek ciasta i wrzuć na rozgrzany tłuszcz. Powinien od razu „wystrzelić” w górę od dna garnka, na wierzch, a wokół pojawią się pęcherzyki powietrza. Wtedy możesz wrzucać same ciastka.
Smaż je partiami po ok. 5-6 sztuk na złoto lub bursztynowo, by nie obniżyć za bardzo temperatury w garnku. Podczas smażenia koniecznie obróć je na drugą stronę, by były równomiernie wysmażone. Jeśli masz odpowiednio nagrzany smalec, wystarczy po ok. 30-40 sekund z każdej strony. Usmażone faworki osącz na ręczniku papierowym z nadmiaru tłuszczu, a następnie wystudź na kratce (nie w misce, ani na talerzu na stosiku). Dzięki temu ciastka pozostaną kruche aż do końca (nie zaparzą się).
















