Dla większości osób największą przeszkodzą stojącą na drodze do zrobienia domowych faworków jest konieczność mozolnego tłuczenia ich wałkiem. Jednak wcale nie to sprawia, że smażone smakołyki nabierają tej charakterystycznej chrupkości i kruchości.
Co zrobić, żeby faworki były kruche?
Co więc powoduje, że faworki są odpowiednio kruchutkie i chrupiące? Można tu wyróżnić parę różnych czynników, ale najwięcej „do powiedzenia” ma grubość ciasta. Krótko mówiąc – im cieniej rozwałkujemy płaty faworkowego ciasta, tym bardziej kruche będą nasze faworki.
Takie podejście do sprawy tylko w teorii jednak upraszcza cały proces przygotowania. Co innego mówić o cienkim cieście, a co innego je rozwałkować do takiej właśnie postaci. Nie od dziś bowiem wiadomo, że delikatniutkie faworkowe ciasto ma tendencję do przyklejania się do powierzchni stolnicy. Dosypywanie mąki nie wchodzi tutaj w rachubę. W ten sposób łatwo można zmienić teksturę ciasta, znacznie je utwardzić i w rezultacie zepsuć cały smak i końcowy efekt.
Jak zrobić kruche faworki?
Jak więc poradzić sobie z tym fantem? Dobrym rozwiązaniem będzie skorzystanie ze sprzętu, po który nasze mamy i babcie chętnie sięgały nie tylko w karnawale, ale i w każdą niedzielę. Chodzi tutaj o maszynkę do robienia domowego makaronu. Jej zadaniem jest prasowanie makaronu do jak najcieńszej postaci, by później móc cieszyć się z jak najdelikatniejszych nitek.
Ten sam patent warto wykorzystać przy domowej produkcji faworków. Zrób więc ciasto na nie tak samo jak zwykle, ale następnie przepuść kilkukrotnie przez taką właśnie maszynkę (a właściwie praskę) do makaronu. Cieniutkie ciasto od razu krój na kawałeczki, zawijaj przez dziurkę w środku tak jak zawija się zawsze faworki i od razu smaż na gorącym oleju.
Dlaczego trzeba się spieszyć, robiąc faworki?
Dlaczego pośpiech jest tu aż tak ważny? Cienkie jak papier ciasto rzeczywiście nadaje kruchości faworkom, ale jednocześnie sprawia, że gotowe do smażenia kokardki o wiele szybciej wysychają na stolnicy. Dlatego też robiąc faworki w ten sposób, warto działać „na bieżąco”. A więc: jedna partia opuszcza maszynkę i od razu trafia na rozgrzany tłuszcz. I dopiero wówczas powinno zabrać się za partię kolejną. I tak do wykorzystania całego ciasta.
Efekt takiego rozwiązanie może być tylko jeden – tak cienkie, kruche i chrupiące faworki, którym po prostu nie sposób się oprzeć. I które spokojnie mogą stawać w szranki ze smakowitościami z najlepszych cukierni.


















