Gdy myślę o czasach dzieciństwa i pierwszych krokach, jakie stawiałam w kuchni, zawsze staje mi przed oczami obrazek mamy górującej nad kuchenką jak królowa. Tylko zamiast gronostajowego płaszcza miała skromny fartuszek z gruszką. Nie potrzebowała też wysokiej białej czapy, żeby być mistrzynią patelni. To od niej nauczyłam się robić naleśniki tak, że nawet pierwszy się udaje, a gdy tworzę całą stertę, zawsze stosuję prosty trik już po usmażeniu całości. Dzięki niemu placki nie wysychają i nie kruszą się, są miękkie, delikatne i elastyczne. Aż się proszą o zwijanie w rulony, koperty i krokiety.
Na czym polega metoda „fikołka”?
Niektórzy przykrywają naleśniki ściereczką, inni owijają folią spożywczą. To prosty sposób, żeby stworzyć pewien mikroklimat dla cienkich placków, w którym nie stygną zbyt szybko i nie tracą wilgoci. Przydaje się szczególnie, jeśli naleśniki mają być przeznaczone na krokiety – wtedy powinny być miękkie, ale jednocześnie się nie rwać. Moja mama miała jednak inny sposób i nie trzeba było wyciągać nic z szuflady.
Jako dziecko uważałam, że mama robi naleśnikami fikołki i w oczach malucha wydawało się to świetną zabawą. A chodzi o bardzo prostą czynność. Po usmażeniu co najmniej dwóch pierwszych placków, każdy kolejny nie trafiał na wierzch, a na sam spód. W praktyce oznaczało to przewrócenie całej sterty do góry nogami. Trik jest banalny, ale wyjątkowo skuteczny i nie trzeba się bawić w żadne dodatkowe „kołderki”.
Co daje ten jeden ruch po usmażeniu?
Choć uwielbiam bardzo cienkie i koronkowe naleśniki, mają zwykle jedną zasadniczą wadę – są zbyt kruche. Nieraz bywało tak, że smażyłam placki sporych rozmiarów, a potem zostawały z nich 2/3, bo brzegi po wystygnięciu „uśmiechały się” (wyginały w górę) i ułamywały. Dopiero gdy przypomniałam sobie trik mamy, wszystkie problemy odeszły w niepamięć.
Gdy gorący naleśnik trafia na spód sterty, stygnie powoli i nie traci wilgoci. Nie odparowuje swobodnie, więc staje się miękki i elastyczny. W dodatku oddaje ciepło do sąsiadujących z nim placków, więc i te zachowują swoją strukturę. Takie rozwiązanie ma jeszcze jedną zaletę – naleśniki są idealnie płaskie, nie wybrzuszają się i nie wyginają. To znacznie ułatwia późniejsze nadziewanie.
Inne patenty na miękkie i elastyczne naleśniki
Istotne dla ostatecznego efektu są też inne aspekty przygotowywania naleśników. Począwszy od ciasta, przez mieszanie, porcjowanie i formowanie, na smażeniu kończąc. Oto kilka przydatnych porad:
- Zadbaj o to, żeby ciasto nie miało grudek. W tym celu najlepiej miksować ciasto blenderem lub po wymieszaniu przepuścić je przez sito.
- Odstaw ciasto na co najmniej 15 minut przed smażeniem. Dzięki temu nieco zgęstnieje, a naleśniki po usmażeniu będą bardziej elastyczne.
- Wlewaj gotowe ciasto na patelnię za pomocą dzbanka z miarką i dzióbkiem. To najpewniejszy sposób, żeby smażyć równe naleśniki i nie narobić bałaganu.
- Po wlaniu ciasta na patelnię na chwilę podnieś ją z palnika, żeby za szybko się nie ścięło. Rozprowadź je po dnie okrężnym ruchem.
- Nie smaż naleśników zbyt długo, bo mogą za bardzo wyschnąć. To zwiększa ryzyko, że po przestudzeniu będą się łamać i kruszyć.


Obserwuj nas na Google














