Smażenie naleśników wydaje się banalnie proste. Wylewasz porcję ciasta na patelnię, rozprowadzasz je cienką warstwą, czekasz, obracasz i gotowe. Tyle że właśnie przy smażeniu wychodzą wszystkie drobne błędy. Jeden naleśnik jest blady, kolejny przypala się na środku, a następny ma suche brzegi.
Sama długo sądziłam, że najważniejsza jest dobra patelnia oraz odpowiednia temperatura. I rzeczywiście, bez nich trudno o dobry efekt. Jest jednak jeszcze jeden szczegół. Gordon Ramsay wykorzystuje podczas smażenia masło w dość nietypowy sposób. Nie chodzi tylko o posmarowanie nim patelni przed wlaniem ciasta. Ten drobiazg robi sporą różnicę, szczególnie jeśli lubisz złociste naleśniki.
Na czym polega trik Gordona Ramsaya z masłem?
Gdy naleśnik już smaży się na patelni, dodaj malutkie kawałeczki masła przy jego brzegach. Nie kładź dużej kostki na środku naleśnika. Wrzuć kilka naprawdę małych kawałków pomiędzy krawędź ciasta a bok patelni.
Masło szybko się roztopi. Płynny tłuszcz dostanie się pod naleśnik, szczególnie w okolice jego brzegów, i pomoże im mocniej się przyrumienić. Tłuszcz dobrze przekazuje ciepło, dzięki czemu powierzchnia ciasta łatwiej nabiera złocistego koloru. Masło daje przy okazji coś, czego nie zapewnia neutralny olej, charakterystyczny, lekko orzechowy smak i przyjemny aromat.
Kiedy pierwsza strona jest już wyraźnie złota, obróć naleśnik. I tutaj Ramsay na tym nie poprzestaje. Po przewróceniu dodaj na patelnię kolejną niewielką porcję masła. Dzięki temu druga strona również może się ładnie przyrumienić.
Przetestowałam metodę Gordona Ramsaya i najważniejszy jest dla mnie umiar. Nie potrzebujesz pół łyżki masła do każdego naleśnika. Wystarczą drobniutkie kawałeczki. Masło ma pomóc w rumienieniu, a nie zamienić delikatnego naleśnika w tłusty placek.
Jak smażyć naleśniki, żeby miały złote brzegi?
- Najpierw dobrze rozgrzej patelnię, ale nie doprowadzaj jej do temperatury, przy której tłuszcz natychmiast zaczyna dymić. Wlej porcję ciasta i szybko przechyl patelnię w kilku kierunkach. Im cieńsza i równiejsza warstwa, tym łatwiej kontrolować smażenie.
- Poczekaj, aż wierzch naleśnika przestanie wyglądać na zupełnie surowy, a krawędzie zaczną odchodzić od patelni. Wtedy dodaj przy bokach kilka maleńkich kawałków masła. Pozwól mu się roztopić i dostać pod ciasto. Gdy spód będzie złocisty, przewróć naleśnik.
- Dodaj odrobinę świeżego masła i dosmaż drugą stronę. Pilnuj patelni, ponieważ masło łatwiej przypalić niż olej. Jeśli zauważysz, że szybko ciemnieje, zmniejsz moc palnika zamiast skracać smażenie do kilku sekund.
Zwróć też uwagę na kolor. Nie musisz zdejmować naleśnika, gdy tylko przestanie być surowy. Daj mu chwilę, aby pojawiły się złocistobrązowe miejsca. To właśnie one sprawiają, że naleśnik smakuje znacznie ciekawiej.
Jakiego masła użyć i czego lepiej nie robić?
Najprościej sięgnąć po zwykłe masło. Jeśli jednak smażysz na mocno rozgrzanej patelni, możesz wykorzystać masło klarowane, które lepiej znosi wysoką temperaturę. Smak będzie trochę inny, ale ryzyko przypalenia tłuszczu wyraźnie się zmniejszy.
Przy zwykłym maśle trzymaj temperaturę pod kontrolą. Jeżeli na patelni zostają czarne drobinki, wytrzyj ją przed usmażeniem kolejnego naleśnika. Inaczej resztki będą się dalej przypalały i zamiast przyjemnego maślanego aromatu pojawi się gorzki posmak.
Nie wrzucaj też dużego kawałka masła na samym początku i nie smaż na nim całej partii. Patent działa najlepiej wtedy, gdy dodajesz małe porcje tłuszczu podczas smażenia konkretnego naleśnika, a następnie ponownie po jego obróceniu.
Jeżeli przygotowuję naleśniki z wytrawnym farszem, rumienię je nieco mocniej. Do wersji z twarogiem, dżemem czy owocami wolę delikatniejszy kolor i miękki środek. W obu przypadkach masło robi jednak swoje. Brzegi nabierają koloru, powierzchnia wygląda znacznie bardziej apetycznie, a z patelni unosi się zapach, przy którym trudno cierpliwie czekać na całą stertę.


Obserwuj nas na Google














