Większość z nas zakłada, że w opakowaniu jest po prostu 100% mięsa w mięsie. Niestety, to wcale nie musi być takie oczywiste. Na półkach chłodniczych leżą produkty, które wyglądają jak klasyczne, prawdziwe mięso mielone, ale w rzeczywistości zawierają różne dodatki i wypełniacze. Skład potrafi być znacznie dłuższy, niż by się chciało i wymagało - niepotrzebnie, bo po co dopłacać za takie dodatki? Mięso doprawisz przecież i tak samodzielnie, tak jak lubisz i tym, co znasz. Dlatego zanim włożysz opakowanie do koszyka, dobrze jest dokładnie przeczytać, co producent naprawdę sprzedaje.

Paczka „mielonego” nie zawsze oznacza samo mięso

Na kotlety mielone, farsz do gołąbków albo nadzienie do pierogów najważniejsze jest mięso. Kiedyś sprawa była prosta. Kupowało się kawałek łopatki czy karkówki i prosiło sprzedawcę o zmielenie. Dziś w pośpiechu (i czasami z lenistwa) częściej wybieramy gotowe opakowania z mięsem mielonym. To wygodne, ale najeżone haczykami rozwiązanie i producenci o tym wiedzą. Część tych produktów tylko przypomina zwykłe mięso mielone. W rzeczywistości mogą to być różnego rodzaju wyroby mięsne z dodatkami.

Wizualnie niestety prawie nie różnią się od tradycyjnego mięsa mielonego. Dlatego jedynym sposobem, żeby nie dać się zaskoczyć, jest dokładne sprawdzenie etykiety. Właśnie tam kryje się informacja, co naprawdę znajduje się w środku.

Nazwy na opakowaniu potrafią wprowadzić w błąd

Na sklepowych półkach można zobaczyć wiele podobnie brzmiących nazw. Pojawiają się określenia takie jak masa mięsna, surowy wyrób mięsny, mięso garmażeryjne czy po prostu mielone. W praktyce sporo osób wrzuca je do jednego worka i traktuje jak zwykłe mięso mielone.

Tymczasem te nazwy nie są przypadkowe. Każda z nich oznacza nieco inny typ produktu i inne zasady produkcji. Właśnie w tych drobnych różnicach tkwi haczyk. To, co wygląda jak świeże mielone, może być w rzeczywistości zupełnie innym wyrobem.

Napis „surowy wyrób mięsny” nie mówi wszystkiego

Jednym z najbardziej mylących określeń jest „surowy wyrób mięsny”. Brzmi dość niewinnie i sugeruje, że podstawą produktu jest mięso. W praktyce skład potrafi być znacznie bardziej rozbudowany.

Oprócz mięsa w takich produktach często pojawia się woda, sól oraz mieszanki przypraw. Do tego dochodzą różne dodatki technologiczne, na przykład aromaty, konserwanty, przeciwutleniacze czy substancje regulujące kwasowość. Z zewnątrz wszystko wygląda jak zwykłe świeże mięso, jednak pod względem składu to już produkt bardziej przetworzony. Producenci chcą nam tym ułatwić wybór i usprawnić codzienną pracę w kuchni (dzięki takim dodatkom kotlety np. mogą lepić się lepiej), ale większość z nas nie rozumie skomplikowanych chemicznych terminów w składzie. Samo brzmienie ich nazw może zniechęcać i zmniejszać apetyt.

Mięso garmażeryjne - szybkie rozwiązanie, ale z dodatkami

W sklepach coraz częściej można spotkać również tzw. mięso garmażeryjne. To rodzaj półproduktu przygotowanego z myślą o szybkim gotowaniu. Bywa już doprawione, czasem uformowane, ale nadal wymaga usmażenia albo upieczenia.

W takich wyrobach mięso stanowi zwykle od około 70 do 90% składu. Pozostałą część uzupełniają różne dodatki. Może to być woda, tłuszcz, białka roślinne, błonnik, aromaty czy stabilizatory. Przez to końcowa wartość odżywcza takiego produktu jest zazwyczaj niższa niż w przypadku czystego mięsa. 

Jak mieć pewność, że kupujesz prawdziwe mięso mielone?

Jeśli zależy ci na produkcie o prostym składzie, szukaj na opakowaniu jasnej nazwy: mięso mielone. Według przepisów Unii Europejskiej oznacza to rozdrobnione mięso bez kości, które zawiera mniej niż 1% soli.

Największą pewność daje jednak stara, dobra, babcina metoda - najlepsza. Kup kawałek mięsa, np. łopatki czy karkówki i poproś o zmielenie go na miejscu lub zmiel w domu, jeśli masz maszynkę. Taka z PRL, ciężka, właściwie niezniszczalna i przytwierdzana do stołu, jest obecnie prawdziwym skarbem.

Doświadczony masarz tylko się ucieszy - bo widzi, że trafił swój na swego. Takie znajomości są też cenne ze względu na inne mięsne produkty, których często nie ma na wystawce, a są dostępne „spod lady” - na specjalne zamówienie. Dzięki temu masz zawsze pewność, co trafi na twoją patelnię czy do piekarnika. 

AdobeStock Krzysztof