Chciałoby się powiedzieć „jak dobrze, że jest IJJARS” - instytucja ostatnio nie próżnuje i opiniuje różne dostępne szeroko produkty - w trosce o dobro klientów i uczciwość produktów (oraz samych producentów). Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych ma też prawo nakładać kary pieniężne na przedsiębiorców. Niedawno inspektorzy skontrolowali kiełbasy. Co z tego wyszło? Niezły klops.

Kontrola obnażyła kulisy rynku. Wyniki nie napawają optymizmem

Inspekcja Jakości Handlowej Artykułów Rolno-Spożywczych przyjrzała się producentom oraz sprzedawcom wyrobów mięsnych w całej Polsce. Pod lupę trafiły zarówno większe zakłady, jak i punkty handlowe oferujące kiełbasy oraz inne przetwory.

Kontrolerzy odwiedzili łącznie 192 firmy. Nieprawidłowości wykryto w 54 miejscach, czyli w prawie 1/3 wszystkich skontrolowanych podmiotów. Skala problemu okazała się dużo większa, niż mogłoby się wydawać zwykłemu klientowi stojącemu przy sklepowej ladzie.

Najwięcej zastrzeżeń dotyczyło tego, co faktycznie znajdowało się w produktach. Badania laboratoryjne wykazały, że część kiełbas miała skład odbiegający od deklaracji umieszczonych na opakowaniach. W niektórych przypadkach ilość mięsa była niższa niż zapowiadano, a czasem pojawiały się składniki, których producent nie wymienił na opakowaniu.

Co ciekawe, same produkty często wyglądały i pachniały całkiem dobrze. Kontrola smaku, aromatu czy wyglądu nie budziła większych podejrzeń - wyroby mimo to okazywały się całkiem smaczne. Problem zaczynał się dopiero przy analizie samej receptury.

Etykieta swoje, zawartość swoje. Tu zaczynają się schody

Spośród ponad 400 sprawdzonych partii produktów wiele miało źle przygotowane etykiety. Brakowało pełnych składów, pojawiały się mylące nazwy albo informacje napisane tak drobnym drukiem, że bez okularów człowiek był bez szans. 

Poniżej za to przykład niezłego (krótkiego i jasnego, choć wciąż nie idealnego) składu. Jako potencjalny klient wolałabym wiedzieć dokładnie, jakie przyprawy i ekstrakty przypraw tutaj zostały użyte, bo pod tą nazwą można ukryć wiele:

Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne

Niektóre opakowania nie zawierały nawet podstawowych danych dotyczących przechowywania czy dokładnej masy produktu. Zdarzały się też niejasności związane z terminami przydatności. A przecież kupując kiełbasę, chcesz wiedzieć, co naprawdę trafia później na patelnię, ruszt albo do żurku. Dodatkowo, mimo gromów padających zewsząd, wiele kiełbas wciąż ma w składzie mięso oddzielone mechanicznie. Nazwa brzmi delikatnie, ale nie powinno go być w składzie żadnej porządnej kiełbasy. 

Co oznacza MOM?

Wielu klientów widzi na etykiecie tajemniczy skrót MOM i przechodzi nad nim do porządku dziennego. Tymczasem nie chodzi o klasyczne kawałki mięsa, jakie większość z nas ma przed oczami, gdy myśli o tradycyjnej kiełbasie.

MOM to mięso oddzielane mechanicznie. Powstaje z resztek pozostających przy kościach, które są później oddzielane przy użyciu specjalnych urządzeń. Taki surowiec ma zupełnie inną strukturę niż zwykłe mięso i często trafia do tańszych wyrobów jako wypełniacz - niby też jest mięsem, ale niedostatecznej jakości.

Producenci mają obowiązek jasno informować o takich dodatkach. Podobnie wygląda sytuacja z mieszaniem różnych gatunków mięsa. Jeśli kiełbasa zawiera coś więcej niż deklaruje nazwa, klient powinien widzieć to od razu na opakowaniu, a nie dopiero po dokładnym studiowaniu składu z lupą w ręce.

Dobra kiełbasa zdradza się już po pierwszym plasterku

Porządnej kiełbasy nie trzeba reklamować wielkimi hasłami i ozdabiać nazwą czy etykietą. Ona broni się sama. Najpierw spójrz na skład. Im krótszy i bardziej konkretny, tym lepiej. Dobra kiełbasa zwykle ma wysoką zawartość mięsa i nie jest wypełniona długą listą dodatków. dodatkowo, jeśli na pierwszym miejscu w składzie jest woda, to znak, że producent przyoszczędził na mięsie i spora część wkładu do takiej kiełbasy to wypełniacze.

Warto też przyjrzeć się kolorowi. Naturalnie wędzona kiełbasa nie powinna być ani jaskrawo różowa, ani zbyt ciemna - niemal czarna. Najładniejsze wyroby mają równą, lekko brunatną albo czerwonawą barwę, a w środku mogą być lekko różowe lub różowo-szarawe. 

Dużo mówi również konsystencja. Kiedy kroisz plasterek, mięso powinno być zwarte i sprężyste. Dobrze przygotowana kiełbasa nie rozpada się pod nożem i nie zamienia w papkę na kanapce (chyba, że to tzw. kiełbasa surowa, przeznaczona do smarowania). Dużo mówi też zapach. Nie powinien być przytłaczający i nie może dominować zapachu samego wędzonego mięsa.