Jeszcze przed wyjazdem do Danii słyszałam, że tamtejsze sklepy są pełne produktów, których próżno szukać w Polsce. Dlatego praktycznie codziennie zaglądałam do duńskiego Lidla. Lubię spacerować między alejkami i wrzucać do koszyka rzeczy, których nazwy nic mi nie mówią. Tym razem właśnie ciekawość wygrała. Z pozoru były to zwyczajne lody w czekoladzie. Eleganckie opakowanie, kremowy środek, cena zupełnie normalna. Chwilę wcześniej zauważyłam nawet kobietę, która bez wahania włożyła kilka sztuk do swojego koszyka. Pomyślałam, że skoro kupują je miejscowi, to muszą być dobre. Jak bardzo się myliłam.

Wyglądały całkiem zwyczajnie. Pierwszy kęs sprawił, że zrobiłam wielkie oczy

Nic nie zapowiadało katastrofy. Lody, znanej także w Polsce marki własnej z Lidla - Gelatelli, były oblane grubą warstwą ciemnej czekolady, a w środku miały jasny, kremowy środek. Wyglądały jak klasyczny deser, który można kupić praktycznie w każdym kraju Europy. Nawet przez chwilę nie przyszło mi do głowy, żeby sprawdzić nazwę w tłumaczu. Uznałam, że niespodzianka będzie częścią zabawy.

Już po pierwszym kęsie wiedziałam jednak, że coś jest nie tak. Najpierw pojawiła się delikatna słodycz. Dosłownie po sekundzie zastąpił ją lekko słony smak, a chwilę później w ustach został bardzo dziwny, intensywny posmak. Taki, którego kompletnie nie potrafiłam do niczego porównać. Nie przypominał żadnych lodów, czekolady ani deseru, jaki jadłam wcześniej.

Próbowałam dać im jeszcze jedną szansę. Wzięłam drugi kęs i... było tylko gorzej. Podałam lody mężowi. Spojrzał na mnie z miną mówiącą wszystko. Po chwili spróbowały dzieci. Reakcja była identyczna. Każdy oddawał loda po jednym gryzie. Rzadko zdarza się, żeby cała nasza rodzina zgodnie uznała coś za niesmaczne, ale tym razem byliśmy wyjątkowo zgodni.

Dopiero wtedy sprawdziłam, co właściwie kupiłam. To był smak słonej lukrecji. W Skandynawii ludzie naprawdę za nim przepadają.

Redakcja MojeGotowanie.pl

Winowajcą okazała się słona lukrecja

Jeśli nigdy jej nie próbowałeś, trudno opisać, czego można się spodziewać. To nie jest po prostu słodka lukrecja z dodatkiem soli. To zupełnie osobny smak, bardzo charakterystyczny i kompletnie niepodobny do tego, do czego przywykliśmy w Polsce.

Delikatna słodycz miesza się z wyraźną słonością, a na końcu zostaje specyficzny, lekko ziołowy i mineralny posmak. Dla mnie był po prostu zbyt dziwny. Największe zaskoczenie przyszło jednak później.

Podczas kolejnych zakupów, także w innych marketach, zaczęłam świadomie szukać produktów z lukrecją i okazało się, że są dosłownie wszędzie. Na półkach leżały czekolady z jej dodatkiem. Obok znajdowały się żelki, cukierki, drażetki, lizaki i najróżniejsze słodycze w dziesiątkach wariantów.

Nie był to jeden egzotyczny produkt dla odważnych turystów. To normalny element codziennych zakupów mieszkańców Danii. Co więcej, podobnie jest również w Szwecji, Norwegii, Finlandii i Islandii. Największymi fanami słonej lukrecji są Finowie. Tam salmiakki to prawdziwa klasyka, trafia nie tylko do cukierków i żelków, ale też do lodów, czekolad, napojów. 

Patrząc na pełne półki, naprawdę zaczęłam się zastanawiać, jak to możliwe, że coś, co dla mnie było praktycznie niejadalne, dla milionów ludzi jest prawdziwym przysmakiem.

Skąd wzięła się ta miłość do lukrecji? Dla Skandynawów to smak dzieciństwa

Lukrecja powstaje z korzenia rośliny nazywanej lukrecją gładką. Jej charakterystyczny aromat jest lekko anyżowy, ziołowy i korzenny. Już sama naturalna wersja wzbudza skrajne emocje. W krajach skandynawskich z czasem zaczęto przygotowywać także słoną odmianę. Dodaje się do niej salmiak, czyli chlorek amonu, który odpowiada za ten charakterystyczny, słono-mineralny smak.

To właśnie on sprawia, że wielu turystów po pierwszym kęsie robi dokładnie taką samą minę jak ja.

Dla mieszkańców północnej Europy jest to jednak smak dzieciństwa. Jedzą takie słodycze od najmłodszych lat, dlatego odbierają je zupełnie inaczej niż osoby, które spotykają się z nimi po raz pierwszy. I chyba właśnie w tym tkwi cały sekret. To, co dla mnie było kulinarnym koszmarem, dla Duńczyków jest zwyczajnym deserem kupowanym przy okazji codziennych zakupów w Lidlu.

Czy odważyłabym się spróbować ich jeszcze raz? Nie. I na szczęście w polskim Lidlu ich nie sprzedają.