Byłam kiedyś na spływie kajakowym, takim kilkudniowym, z noclegami pod namiotem i gotowaniem na ognisku. Na drugi dzień wszyscy byli głodni jak wilki, a jedyny ciepły posiłek to gar fasolki po bretońsku, który jeden z uczestników podgrzewał w żeliwnym kociołku. Wyglądało to mizernie – sos rzadki jak zupa, fasola pływała, a wiaterek na Mazurach nie pomagał. I wtedy ktoś wyciągnął z plecaka czerstwy chleb. Po kilku minutach mieliśmy najbardziej treściwe, rozgrzewające danie świata. Bez mąki, bez podsmażania, bez cudowania. Ten trik naprawdę robi różnicę, a jest prosty jak budowa cepa.

Naturalny zagęstnik z chlebaka

Zagęszczanie fasolki po bretońsku mąką to pozornie najprostszy sposób – wystarczy łyżka suchego składnika podsmażona z masłem, czasem z koncentratem, i gotowe. Tyle że efekt jest ciężki. Fasolka traci swój charakter, a w ustach zostaje mączny posmak. 

Dlatego mam lepszy sposób. W każdej kuchni znajdzie się kawałek podsuszonego chleba. Zamiast go wyrzucać, możesz dać mu drugie życie właśnie w fasolce. Chleb działa jak gąbka – wchłania nadmiar płynu, a jednocześnie oddaje smak. I co ważne: nie zmienia struktury dania w jednorodną papkę. Wręcz przeciwnie – delikatnie je wiąże, ale pozwala fasoli i kiełbasie pozostać na pierwszym planie.

Używaj chleba pszennego albo mieszanego. Żytni też się nada, ale jego smak będzie bardziej wyrazisty – wtedy lepiej używać go z umiarem. 

Jak i kiedy dodać chleb do fasolki?

Najlepszy moment na dodanie chleba to wtedy, gdy fasolka jest już praktycznie gotowa – ziarna są miękkie, kiełbasa dobrze przegryziona, sos ma już smak. Wtedy można kontrolować, ile płynu jeszcze trzeba związać.

Odetnij skórki z kromek chleba. One mogą się nie rozpuścić i pływać w sosie jako twarde kawałki. Zostaw sam miąższ i porwij go na małe kawałki – takie, które zmieszczą się na łyżce. Wrzuć je do garnka, zamieszaj i gotuj jeszcze przez kilka minut na małym ogniu. Po chwili zauważysz, że sos zaczyna gęstnieć. Jeśli nie, daj mu jeszcze trochę czasu. Chleb się rozpadnie, wtopi w danie i praktycznie zniknie. A fasolka będzie miała idealną konsystencję.

Jeśli gotujesz na kilka dni, warto dodać mniej chleba niż wydaje się potrzebne, bo przy odgrzewaniu i tak wszystko zgęstnieje. Możesz wtedy po prostu dolać odrobinę wody albo bulionu i znów uzyskać idealną strukturę. Dzięki zastosowaniu pieczywa masz pewność, że gulasz nie zamieni się w „kluchę”, jak to bywa w przypadku zagęstników z czystej mąki. 

Co jeszcze zyskujesz, dodając chleb do fasolki?

Oprócz gęstości, zyskujesz coś jeszcze. Mianowicie dodatkową warstwę smaku. Czerstwy chleb podbija głębię sosu. Wchłania smak kiełbasy, fasoli i przypraw, a potem je oddaje, tworząc coś na kształt naturalnego emulgatora. Nie potrzebujesz masła, śmietany ani innych dodatków. Wszystko trzyma się razem dzięki kilku kawałkom, które i tak pewnie trafiłyby do kosza. Jeśli użyjesz chleba na zakwasie, pojawi się delikatna kwaskowa nuta, która świetnie równoważy tłustość kiełbasy i słodycz pomidorów.

Na koniec warto dodać, że to rozwiązanie nadaje się też do innych dań jednogarnkowych – np. do leczo, bigosu, gulaszu, a nawet do zup. Wszędzie tam, gdzie danie ma być gęste i kremowe.