Święta to nie tylko jeden wieczór. W tym roku to niemal 5 dni gotowania, serwowania i przechowywania potraw, które krążą między kuchnią, stołem a… innym miejscem, gdzie niby mają przetrwać do następnego dnia. Kiedy lodówka pęka w szwach, szukamy sposobu, by przechować resztki albo wcześniej przygotowane dania. Wydaje się, że jest na to sprawdzony sposób, znany z domu rodziców czy dziadków, czyli balkon. Ale w rzeczywistości to właśnie ten nawyk najczęściej prowadzi do tego, że jedzenie traci świeżość i trafia do kosza.
Nigdy nie przechowuj jedzenia na balkonie
Z pozoru wydaje się to logiczne: skoro za oknem mróz, to przecież można traktować balkon jak lodówkę. Tyle że pogoda w grudniu i styczniu bywa kapryśna. Rano może być -5°C, a w ciągu dnia +8°C i deszcz. Taka huśtawka temperatur powoduje, że jedzenie nie ma stabilnych warunków przechowywania. A jak dobrze wiesz, żywność nie lubi skoków temperatury i psuje się wtedy szybciej.
Poza tym balkony wcale nie dają ci gwarancji, że jedzenie będzie miało tam odpowiednią temperaturę. Lodówka chłodzi stabilnie w granicach 0-5°C. Tymczasem na balkonie może być raz -10°C (czyli za zimno, potrawy mogą się przemarzać i tracić strukturę), a następnego dnia +7°C (czyli za ciepło, bakterie zaczynają działać).
W skrócie: warunki na balkonie są nieprzewidywalne i zbyt zmienne, żeby jedzenie mogło tam bezpiecznie czekać przez kilka dni. I nie ma znaczenia, że przez chwilę jest chłodno. Wystarczy jedna cieplejsza noc i masz gotowy przepis na nieprzyjemny zapach po otwarciu pojemnika.
Nie tylko temperatura, co jeszcze psuje ci jedzenie?
Kolejna sprawa to dostęp do jedzenia przez... nieproszonych gości. Jeśli zostawisz potrawy w pudełkach, które nie są szczelnie zamknięte albo w reklamówkach, to możesz być niemal pewny, że skuszą się na nie ptaki lub gryzonie. Gołębie na balkonie nie są przecież niczym dziwnym, a potrafią dobrać się nawet do zamkniętych pojemników, zwłaszcza jeśli czują zapach.
Nie zapominaj też o wilgoci. Deszcz, śnieg, a nawet zwykła para wodna, wszystko to może wpływać na jedzenie, które stoi w niezabezpieczonych opakowaniach. Nawet jeżeli wystawiasz je w plastikowych pojemnikach, wilgoć i zmienne warunki mogą sprawić, że na powierzchni potraw pojawi się pleśń.
Gdzie najlepiej przechowywać jedzenie po świętach?
Jeśli nie balkon, to co? Najlepszym rozwiązaniem jest oczywiście lodówka, nawet jeśli wymaga to przeorganizowania przestrzeni. Warto dzień przed świętami przejrzeć jej zawartość i wyrzucić wszystko, co zbędne, przeterminowane lub otwarte od tygodni. Czasem półka z dżemami może ustąpić miejsca bigosowi.
Dobrym pomysłem jest też wcześniejsze porcjowanie jedzenia i zamrażanie tego, co wiesz, że zjesz później. Pierogi, krokiety, mięsa, wszystko to dobrze znosi mrożenie, pod warunkiem że zrobisz to od razu, a nie po trzech dniach stania w niepewnych warunkach.
Jeśli masz do dyspozycji chłodną spiżarnię lub piwnicę, to też może być dobre miejsce, ale pod warunkiem, że panuje tam stabilna, niska temperatura i że produkty są dobrze zabezpieczone.
















