Wychowałam się na babcinych recepturach, a gdy handel ruszył z kopyta po czasach PRL-u i w Polsce zawitała spożywka z zachodu, zakorzeniono we mnie podejście, że kupowanie gotowców to wstyd i hańba. Jeśli możesz coś zrobić samodzielnie, po co stawiać na produkt ze sklepowej półki? To dotyczy zwłaszcza przetworów, które często mają w składzie więcej niż trzeba i rozczarowują smakiem, który niewiele ma wspólnego z tradycyjnymi rarytasami ze spiżarni.
Ale nie dość, że czasy się zmieniły i w dyskontach można znaleźć coraz więcej wartościowych propozycji, to jeszcze od tej reguły, którą wyniosłam z domu, są pewne wyjątki. Takiego smarowidła jak to w słoiczkach z Aldi w życiu nie zrobiłabym samodzielnie. Dlatego wcale nie wstyd mi wystawać w kolejce do kasy, żeby kupić od razu naręcze.
Słoiczek pełen słońca – nietypowa zdobycz z Aldi
Oczy przeciętnego klienta dyskontu przywykły już do półek kolorowych od różnorodnych przetworów, a gdy widzą na etykiecie owocki, wysyłają do mózgu informację: dżem albo konfitura. Tym razem jednak pierwsze wrażenie jest mylne. Choć w słoiczku znajduje się gęsta, pomarańczowa i słodka masa, wcale nie mamy do czynienia z typową marmoladą.
Otóż produkt z Aldi, który wygląda jak lato zamknięte w szkle, to pomarańczowy curd. Słowo to trudno przetłumaczyć 1:1 na język polski, dlatego posłużę się obrazowymi przymiotnikami. W słoiczku znajduje się jednolity, apetycznie połyskujący krem, który konsystencją przypomina aksamitny budyń. Lekko spływa z łyżki, ale nie jest rzadki. Dobrze się rozsmarowuje, ale może też zagrać rolę nadzienia lub sosu. Jest jedwabisty, bez kawałków owoców, w punkt słodki, ale jednocześnie orzeźwiająco cytrusowy.
Dlaczego nie zrobiłabym go w domu? Bo nie jest to zwykły przecier z gotowanych owoców. Curd jest brytyjskim deserem powstającym na bazie żółtek. Zamknięcie go w słoiczkach tak, żeby nadawał się do przechowywania w spiżarni, jest więc nieco bardziej skomplikowane niż w przypadku dżemów. Poza tym wymaga więcej pracy i trudniej zrobić większą porcję, która uzasadniłaby stanie przez pół dnia w kuchni.
Fot. Redakcja MojeGotowanie.pl
Do czego wykorzystać pomarańczowe smarowidło ze słoiczka?
Choć nie jest to zwykły dżem, jego standardowe zadanie wykona celująco. Ponieważ świetnie się rozsmarowuje, można wykorzystać go do szybkiej kanapki na słodko. Doskonale smakuje na podpieczonym pieczywie z masłem, który lekko wsiąkł w miąższ.
Na tym jednak jego potencjał się nie kończy, bo ze względu na swoją budyniową konsystencję sprawdzi się też jako wypełnienie tarty lub sos do deserów, zwłaszcza na zimno, na przykład sernika, lodów lub panna cotty. Dobrze komponuje się także z szarlotką i innymi kruchymi plackami pełnymi owoców. Uświetni każde naleśniki, gofry i racuchy.
Co ciekawe, ponieważ orange curd jest jednolity, możesz tworzyć dzięki niemu inne, bardziej stabilne kremy. Na przykład gdy dodasz go do bitej śmietany z mascarpone, otrzymasz świetną masę do przełożenia lub udekorowania tortu.
Co znajdziesz na etykiecie i cenówce?
Niestety nie możesz się spodziewać, że w składzie znajdą się jedynie owoce. To naturalne, że tradycyjny curd musi zawierać żółtko, bo to między innymi jemu zawdzięcza swoją aksamitną konsystencję. Z etykiety wyczytasz także skrobię – kolejny typowy dla angielskiego deseru zagęstnik – ale w tym przypadku kukurydzianą, więc krem pozostaje bezglutenowy.
Orange curd to produkt Grandessa, czyli marki własnej Aldi. Dostaniesz go więc wyłącznie w tej sieci sklepów. Kosztuje 9,99 zł za słoiczek o pojemności 295 g. Dyskont oferuje także w tej samej cenie wersję cytrynową, czyli bardziej klasyczną (przynajmniej jeśli chodzi o brytyjską tradycję cukierniczą).


Obserwuj nas na Google














