Polacy są miłośnikami bananów, ale najczęściej jedzą je solo (i troszkę bez polotu...). Tymczasem Hindusi przyrządzają je dosłownie na 1000 sposobów. Banany mogą trafiać do curry, smażonych przekąsek, chutneyów i deserów, a nawet zastępować warzywa w wytrawnych potrawach. Dlatego gdy widzę dobrą promocję, biorę ich więcej. Nawet mocno dojrzałe sztuki na pewno się u mnie nie zmarnują.

Banany mają bowiem jedną ogromną zaletę - wraz z dojrzewaniem zmieniają smak i konsystencję, a tym samym także kulinarne zastosowanie. Zielone można wykorzystać inaczej niż żółte, a te z brązowymi plamkami są wręcz wymarzone do pieczenia.

W Indiach banan nie musi być deserem

Kuchnia indyjska pokazuje, jak wszechstronnym składnikiem może być banan. Szczególnie ciekawe zastosowanie mają tam niedojrzałe, zielone banany oraz plantany. Ponieważ nie osiągnęły jeszcze deserowej słodyczy, można traktować je niemal jak ziemniaki czy inne warzywa.

Gotuje się je, smaży, doprawia aromatycznymi mieszankami przypraw i dodaje do curry. Powstają z nich również kotleciki i chrupiące przekąski. Zielony banan dobrze przyjmuje intensywne przyprawy, dlatego pasują do niego chili, kumin, kolendra, kurkuma czy garam masala.

To zupełnie inne doświadczenie niż obranie żółtego banana i zjedzenie go w drodze do pracy.

Dojrzałe wrzucam na patelnię

Z dobrze znanymi nam w Polsce żółtymi bananami naprawdę można zrobić o wiele więcej. Jednym z najprostszych sposobów jest podsmażenie ich na maśle.

Kroję owoce wzdłuż albo w grubsze plasterki, wrzucam na patelnię i czekam, aż powierzchnia lekko się skarmelizuje. Można dorzucić cynamon, wanilię albo szczyptę kardamonu. Tak przygotowane banany są świetne do naleśników, gofrów, tostów francuskich czy lodów.

Jeśli mam ochotę na bardziej orientalny smak, wybieram kardamon i odrobinę imbiru. Zwykły owoc natychmiast zmienia wtedy charakter.

Brązowych bananów nigdy nie wyrzucam

Najbardziej dojrzałe sztuki są dla mnie wręcz najcenniejsze. Gdy skórka pokrywa się brązowymi plamkami, miąższ robi się bardzo miękki, aromatyczny i słodki - często robię zapasy bananów na marketowych promocjach, dlatego czasem rodzina nie zdąży zjeść wszystkich na świeżo.

To idealny moment na chlebek bananowy, muffinki albo placuszki. Rozgnieciony owoc można bez problemu połączyć z ciastem, a jego naturalna słodycz pozwala ograniczyć ilość dodawanego cukru.

Mój najprostszy sposób to bananowe placuszki. Rozgniatam bardzo dojrzałego banana, łączę z jajkiem i niewielką ilością mąki, a następnie smażę małe porcje na patelni. Z jogurtem, owocami albo odrobiną miodu powstaje błyskawiczne śniadanie.

chlebek bananowyAdobe Stock, Anastasia Izofatova

Można zrobić z nich nawet chutney

Jeżeli chcesz pójść krok dalej w stronę indyjskich inspiracji, warto wykorzystać banany do przygotowania słodko-pikantnego dodatku do wytrawnych potraw.

Dojrzałe owoce można połączyć z imbirem, chili, octem, cebulą i aromatycznymi przyprawami, a następnie powoli gotować. Powstaje gęsty chutney, w którym słodycz przeplata się z kwaśnymi i ostrymi nutami.

Pasuje do pieczonych i grillowanych mięs, ryżu, serów oraz warzywnych dań. To jeden z tych dodatków, po których trudno uwierzyć, że bazą jest ten sam owoc, który zwykle wrzucamy dzieciom do plecaka.

Z promocji zawsze biorę większy zapas

Jeśli nie zdążę zjeść bananów z promocji na świeżo, wraz z każdym kolejnym dniem otwierają się nowe możliwości.

Żółte kroję do deserów i podsmażam, bardzo dojrzałe przeznaczam do ciasta, a nadmiar obieram, kroję i zamrażam. Zamrożone kawałki później świetnie sprawdzają się w koktajlach i domowych lodach.

Polacy rzeczywiście najczęściej wybierają najprostszy wariant: obrać, zjeść, wyrzucić skórkę. Warto jednak czasem podejrzeć kuchnie, w których banan od dawna jest czymś znacznie więcej niż owocową przekąską. Hindusi doskonale to wiedzą - odpowiednio wykorzystany może pojawić się zarówno w deserze, jak i w konkretnym, mocno doprawionym obiedzie.