Przy kilku pomidorach można bawić się w parzenie i obieranie albo przecieranie po gotowaniu. Ale już przy kilku kilogramach człowiek zaczyna podejrzewać, że domowe przetwory z działkowych skarbów wymyślono jako próbę charakteru. Zwłaszcza gdy po całej pracy na cedzaku zostaje sporo skórek, pestek i miąższu. Dlatego przy większych zbiorach idę na skróty. Wykorzystuję pomidory niemal w całości, a zamiast sitka wyciągam z szafki stary kuchenny sprzęt. Bez nadmiaru pracy mam zapas przecieru na zimę 100x lepszy niż ten sklepowy z puszki.

Przecier na zimę bez przecierania i obierania – jak to możliwe?

Tym sprzętem jest zwykła maszynka do mięsa, najlepiej wyposażona w końcówkę z najdrobniejszymi oczkami. Patent jest banalny: zamiast najpierw obierać pomidory albo gotować je i przeciskać w pocie czoła przez sito, zmiel świeże owoce. Razem ze skórkami i gniazdami nasiennymi.

Usuń tylko szypułki i pokrój większe sztuki, żeby zmieściły się w maszynce. Skórka zostanie bardzo mocno rozdrobniona, podobnie jak miękki miąższ otaczający pestki. Zamiast góry odpadków dostaniesz miskę jednolitej pomidorowej masy. Do wyrzucenia zostanie naprawdę niewiele.

Przełóż ją do szerokiego garnka i zagotuj. Dodaj sól, odrobinę cukru i przyprawy wedle uznania. Potem pozostaje już tylko zapakowanie do słoików i uczucie satysfakcji z zapełnionych półek w spiżarni w duchu zero waste.

Jakie pomidory wybrać do przecieru?

Sięgaj przede wszystkim po bardzo dojrzałe, mięsiste pomidory z niewielką ilością wodnistego soku. Świetnie sprawdzają się odmiany podłużne i typowo przetworowe, ale nie musisz trzymać się jednej konkretnej. Najważniejsze, żeby owoce były czerwone, miękkie i o wyrazistym smaku.

Jeśli masz taką opcję, wybieraj pomidory o możliwie cienkiej, delikatnej skórce. Ponieważ jej nie usuwasz, po zmieleniu będzie mniej wyczuwalna niż gruba i twarda skóra niektórych odmian.

Możesz śmiało mieszać różne rodzaje, a do zamknięcia w słoikach przeznaczyć również sztuki zdeformowane, przerośnięte, lekko popękane, a nawet przejrzałe. Wygląd nie ma tutaj większego znaczenia. Odrzuć natomiast pomidory wyraźnie nadpsute lub spleśniałe.

Co, jeśli przecier wyszedł za rzadki?

Bez obaw, nie potrzebujesz mąki, skrobi ani innych zagęstników. Najlepszą robotę zrobią po prostu czas i szeroki garnek. Gotuj pomidory bez przykrycia, by para mogła swobodnie uchodzić. Im większa powierzchnia naczynia, tym sprawniej będzie  ulatniać się nadmiar wody.

Nie ma jednej właściwej długości gotowania. Jeśli przecier ma być bazą do pomidorówki, możesz pogodzić się z rzadszą konsystencją (zwłaszcza że i tak potem można go jeszcze zredukować). Do sosu na pizzę czy makaron lepiej odparować go mocniej. Pamiętaj tylko, że wraz z gęstnieniem rośnie ryzyko przypalenia, dlatego regularnie przesuwaj łopatką po dnie garnka.

Ja nie przesadzam też z przyprawami. Taki przecier ma być przede wszystkim koncentratem smaku dojrzałych pomidorów, a nie gotowym sosem. Dzięki temu zimą jeden słoik możesz wykorzystać do pomidorówki, drugi do gołąbków, a trzeci do leczo czy sosu do makaronu i za każdym razem dosmaczyć go inaczej.

Domowy przecier pomidorowy do słoików – przechowywanie

Jeśli robisz przecier na zapas, przelewaj go do dokładnie umytych i wyparzonych słoików z nieuszkodzonymi zakrętkami. Do długiego przechowywania w temperaturze pokojowej zastosuj sprawdzoną metodę wekowania. Samo wlanie gorącego przecieru i odwrócenie słoika do góry dnem często nie wystarcza, gdy chodzi o przetwory na całą zimę.

Prostszym i mniej pracochłonnym rozwiązaniem jest mrożenie (pod warunkiem że nie robisz bardzo dużych zapasów). Ostudź przecier, podziel go na porcje i przełóż do odpowiednich dla niskiej temperatury pojemników. Możesz przygotować większe porcje do zupy i mniejsze do szybkiego sosu.

Taki przecier przydaje się właściwie wszędzie tam, gdzie zimą sięga się po puszkę pomidorów lub passatę. Dodaj go do zupy, gołąbków, leczo, fasolki po bretońsku, gulaszu lub sosu do makaronu.