Gdy myślisz o kompocie, prawdopodobnie od razu widzisz w wyobraźni garnek pełen owoców, stojący na palniku. Prawda jest jednak taka, że kuchenka wcale nie jest tutaj potrzebna. Garnek możesz wsunąć do piekarnika, zwłaszcza wtedy, gdy urządzenie i tak jest już nagrzane.
To właśnie jeden z tych starych kuchennych patentów, które po latach okazują się zaskakująco praktyczne. Kiedyś trzeba było bardzo rozsądnie gospodarować opałem, prądem i czasem, dlatego nagrzanego pieca nie wykorzystywano tylko do jednej rzeczy. Skoro w środku było już gorąco, warto było przygotować przy okazji coś jeszcze.
W mojej rodzinie podobne podejście kojarzy się ze złotą zasadą babci Zosi. Nie chodziło tylko o jeden konkretny przepis. Chodziło o sposób myślenia: zanim włączysz piekarnik, zastanów się, jak możesz w pełni wykorzystać czas jego pracy.
Złota zasada babci Zosi, która sprawdza się do dziś
Zasada jest banalnie prosta: kiedy włączasz piekarnik dla jednej potrawy, postaraj się wykorzystać również wolną przestrzeń. Jeżeli na jednej półce piecze się mięso, zapiekanka albo warzywa, na drugiej może znaleźć się naczynie z czymś, co potrzebuje podobnej temperatury. Nie uruchamiasz wtedy urządzenia drugi raz i nie czekasz ponownie, aż się nagrzeje.
Warto potraktować tę zasadę szerzej niż tylko jako sposób na kompot. Kiedy pieczesz obiad, możesz od razu przygotować warzywa na następny dzień. Gdy robisz zapiekankę, obok możesz upiec buraki, dynię albo ziemniaki. Jeśli pieczesz coś w umiarkowanej temperaturze, wolne miejsce może zająć chociażby naczynie z owocami.
Oczywiście nie chodzi o to, żeby za każdym razem wypełniać piekarnik po brzegi. Potrawy muszą mieć miejsce, a gorące powietrze powinno swobodnie krążyć. Warto też zastanowić się, czy aromaty przygotowywanych dań do siebie pasują. Otwarty deser ustawiony obok mocno doprawionego mięsa nie zawsze będzie dobrym pomysłem.
W praktyce najłatwiej zacząć od planowania obiadu. Zanim nagrzejesz piekarnik, spójrz na to, co masz w kuchni. Jeżeli zamierzasz przez godzinę piec mięso w temperaturze około 180°C, to świetna okazja, żeby wykorzystać również drugą półkę. Przygotowanie kompotu zajmie ci kilka minut, a potem oba dania mogą dochodzić jednocześnie.
Właśnie dlatego ten owiany legendą rodzinny patent tak dobrze sprawdza mi się się również dzisiaj. Wyrobiłam sobie jeden nawyk: zanim zamknę drzwiczki piekarnika, myślę, jak zagospodarować wolne miejsce.
Stary patent, który warto sobie przypomnieć
Może ci się wydawać, że piekarnik jest dziwnym miejscem na garnek z kompotem. W praktyce metoda ma sporo zalet. Przede wszystkim owoce nie są poddawane gwałtownemu gotowaniu. Na kuchence łatwo doprowadzić kompot do mocnego wrzenia, szczególnie gdy na chwilę o nim zapomnisz. Śliwki szybko wtedy miękną, rozpadają się, a płyn może zacząć kipieć.
W piekarniku proces przebiega spokojniej. Naczynie nagrzewa się stopniowo, a śliwki powoli oddają swój smak do wody. Nie musisz mieszać ich co kilka minut. Dzięki temu pozostają w znacznie lepszym stanie. To szczególnie ważne, jeśli lubisz nie tylko wypić kompot, ale także zjeść znajdujące się w nim owoce. Śliwki po takim przygotowaniu są miękkie i soczyste.
Jak zrobić kompot ze śliwek w piekarniku?
Przygotuj 125 g suszonych śliwek, około 600 ml gorącej wody, 2-3 łyżki cukru oraz 1-2 łyżeczki soku z cytryny. Potrzebny będzie również niewielki garnek z dopasowaną pokrywką, który można bezpiecznie wstawić do piekarnika. Zamiast niego możesz wykorzystać odpowiedniej wielkości naczynie żaroodporne.
Zalej śliwki gorącą wodą i pozostaw mniej więcej na 2 godziny. Ten etap warto zaplanować wcześniej. Możesz namoczyć owoce, zanim zaczniesz przygotowywać obiad, a później wstawić kompot do piekarnika razem z głównym daniem.
Po namoczeniu przełóż śliwki do garnuszka lub naczynia żaroodpornego. Wlej około 500 ml gorącej wody. Dodaj cukier i sok z cytryny. Naczynie koniecznie przykryj. Pokrywka ograniczy odparowywanie wody i ochroni kompot przed zapachami innych potraw.
Wstaw naczynie do piekarnika rozgrzanego do około 170-180 stopni C. Pozostaw go w piekarniku na ok. 45-60 minut. Nie sugeruj się jednak wyłącznie zegarkiem. Zajrzyj pod pokrywkę. Płyn powinien być gorący, a śliwki wyraźnie miękkie i napęczniałe.


Obserwuj nas na Google














