Przez lata sądziłam, że z ryżem są tylko dwie możliwości. Albo trafię z ilością wody i czasem gotowania, albo będę musiała ratować obiad. Szczególnie denerwowało mnie to przy zwykłym białym ryżu, który miał być dodatkiem do sosu, mięsa czy warzyw. Chciałam, żeby ziarna były miękkie, ale wyraźnie oddzielone. Tymczasem wystarczyło kilka minut za długo na ogniu i w garnku pojawiała się papka.

Płukanie rzeczywiście dużo zmienia, ale odkryłam, że to nie jedyna rzecz, którą warto zrobić przed gotowaniem. Od pewnego czasu dokładam jeszcze jeden banalny krok. Nie wymaga dodatkowego sprzętu ani żadnego nietypowego składnika. Mam go właściwie zawsze w kuchni.

Samo płukanie to dopiero początek, by ryż był sypki

Jeśli zależy ci na sypkim ryżu, zacznij od dokładnego płukania. Ja wsypuję ryż na sitko i płuczę go pod zimną wodą albo kilka razy zalewam w misce. Początkowo woda jest mocno mętna. Zmieniam ją, aż stanie się znacznie bardziej przejrzysta.

Nie robię tego dla zasady. Na powierzchni ziaren znajduje się skrobia, która podczas gotowania przechodzi do wody. Im jest jej więcej, tym łatwiej ryż zaczyna się sklejać. Płukanie pomaga pozbyć się jej nadmiaru. Widać to później szczególnie dobrze w przypadku długoziarnistego ryżu, basmati czy jaśminowego. Jednak płukanie nie zawsze wystarczy, dlatego stosuję jeszcze 1 rzecz.

Do garnka wlewam łyżeczkę. Ten drobiazg zrobił u mnie największą różnicę

Tu dochodzę do mojego prostego sposobu. Do wody z ryżem dodaję niewielką ilość oleju. Na szklankę suchego ryżu zwykle wystarcza mi około 1 łyżeczki. Nie chodzi o to, żeby ryż był tłusty. Oleju ma być naprawdę niewiele.

Ten sposób lubię przede wszystkim dlatego, że ziarna po ugotowaniu łatwiej się od siebie oddzielają. Ryż nie zamienia się tak szybko w zwartą bryłę, szczególnie gdy później ma przez kilka minut czekać na podanie. U mnie najlepiej sprawdza się połączenie dwóch rzeczy: płukania i odrobiny oleju.

Nie przesadzaj jednak z tłuszczem. Wlanie kilku łyżek nie sprawi, że ryż będzie kilka razy bardziej sypki. Przeciwnie, może stać się ciężki i nieprzyjemnie tłusty. Tutaj naprawdę działa zasada „mniej znaczy więcej”.

Rzepakowy, słonecznikowy, a może masło?

Do gotowania ryżu najlepiej wybierz olej o neutralnym smaku, który nie zdominuje całego dania. Ja najczęściej sięgam po olej rzepakowy, ale dobrze sprawdzi się też słonecznikowy. Na szklankę suchego ryżu wystarczy około 1 łyżeczki tłuszczu. Jeśli ryż podajesz do dań azjatyckich, możesz użyć odrobiny oleju sezamowego, ale pamiętaj, że ma mocny aromat, więc dodaj go naprawdę niewiele.

Unikałabym natomiast olejów o bardzo intensywnym smaku, jeśli ryż ma być uniwersalnym dodatkiem do obiadu. Olej możesz zastąpić masłem. Sama robię tak zwłaszcza wtedy, gdy podaję ryż do delikatnego kurczaka, duszonych warzyw czy sosu. Masło nadaje ziarnom przyjemny smak i pomaga je rozdzielić, ale łatwiej zmienia charakter potrawy niż neutralny olej. Dodaj około łyżeczki masła do wody z ryżem. Jeśli zależy ci przede wszystkim na sypkich ziarnach i neutralnym smaku, zostałabym jednak przy zwykłym oleju rzepakowym.