Jeszcze do niedawna kojarzyła się przede wszystkim z wyjątkowymi okazjami, choć np. w moim rodzinnym domu kupowało się go w wersji wędzonej niemal co tydzień. Dziś, także na świeżo, można „odłowić” tę perełkę w wielu popularnych marketach, choć nadal przegrywa popularnością z łososiem, pstrągiem czy dorszem. A szkoda, bo zachwyca delikatnym, wilgotnym i smakowitym mięsem, niewielką liczbą ości i szerokimi możliwościami w kuchni. 

Dlaczego halibuta nazywano „świętą” rybą?

Określenie „święta ryba” nie pojawiło się przypadkiem. Nazwa halibuta wywodzi się od staroangielskich słów „haly”, czyli „święty”, oraz „butte”, oznaczającego flat fish, czyli płastugę. Dawniej ryba była niezwykle ceniona w Anglii i często trafiała na stoły podczas katolickich świąt oraz innych ważnych okazji.

Choć halibut jest rybą płaską, nie należy do płastug, lecz do ryb płastugokształtnych. Z wyglądu przypomina flądrę, jednak osiąga znacznie większe rozmiary i wyróżnia się charakterystycznym, zwartym mięsem.

Nie tylko łosoś. Halibut potrafi pozytywnie zaskoczyć

Halibut należy do rodziny flądrowatych. W sklepach najczęściej spotkasz halibuta atlantyckiego, którego mięso jest jasne, zwarte i niemal całkowicie pozbawione drobnych ości. To właśnie dlatego wiele osób wybiera go zamiast bardziej popularnych gatunków.

Jeszcze kilka lat temu uchodził za rybę luksusową, dziś coraz częściej pojawia się w ofertach marketów, takich jak Dino czy Biedronka. W czasie promocji jego cena potrafi być naprawdę atrakcyjna, dlatego warto wypatrywać go w lodówkach z rybami świeżymi lub wędzonymi.

Z zimnych wód prosto na twój talerz

Naturalnym środowiskiem halibuta są chłodne wody północnego Atlantyku, zwłaszcza okolice Norwegii, Islandii i Kanady. To jeden z największych przedstawicieli swojej rodziny - największe okazy ważą nawet ponad 200 kg, choć do sprzedaży trafiają zdecydowanie mniejsze ryby.

AdobeStock Piotr Wawrzyniuk

Halibut wyróżnia się delikatnym, lekko słodkawym smakiem i zwartą strukturą mięsa. Jest też dość tłusty, a tłuszcz jest nośnikiem smaku. Dzięki temu świetnie sprawdza się zarówno w wersji świeżej, jak i wędzonej. Wędzenie dodatkowo podkreśla jego aromat, dlatego wielu smakoszy właśnie tę odsłonę uważa za najlepszą.

Usmaż, upiecz albo podaj na zimno. Filet z halibuta lubi prostotę

Jeśli wybierzesz świeżego halibuta, usmaż go na maśle z dodatkiem czosnku. Nie trzymaj go jednak zbyt długo na patelni - filety z halibuta potrzebują zwykle około 2-3 minut z każdej strony. Dzięki temu mięso pozostanie soczyste, a skórka przyjemnie się zarumieni.

Równie dobrze możesz upiec halibuta w piekarniku nagrzanym do 180 stopni C. Owiń go folią i dodaj plasterki cytryny, gałązkę tymianku lub koperek. Nie przesadzaj z przyprawami - jego naturalny smak doskonale broni się sam.

Wędzonego halibuta podaj na zimno. Dodaj go do sałatki, ułóż na kanapkach albo przygotuj deskę przekąsek. Świetnie smakuje również z chrzanem, a także jako składnik pasty z twarożkiem lub serkiem śmietankowym - jeszcze lepiej niż wędzona makrela czy pstrąg, bo jest przyjemnie wilgotny. 

AdobeStock myviewpoint

Nie tylko na obiad. Tak wykorzystasz halibuta na co dzień

Halibut daje znacznie więcej możliwości niż klasyczny filet z patelni. Zrób z niego rybne burgery, dodaj kawałki do zupy rybnej albo wykorzystaj w makaronie z kremowym sosem zamiast banalnego i ogranego łososia.

To także świetna propozycja do jednogarnkowych dań z warzywami korzeniowymi i cytrynowymi przyprawami. Wędzoną wersję wykorzystaj jako dodatek do omletu, jajecznicy, tostów z awokado lub wytrawnych kanapek.

Nawet Taco Hemingway wspomniał o halibucie

Co ciekawe, halibut doczekał się również niespodziewanego miejsca w popkulturze. Nazwa tej ryby pojawia się w jednej ze zwrotek utworu „Malibu Barbie” Taco Hemingwaya:

Na sobie mam garnitur, kucharz robi nam halibut
Dlaczego mi się wydaje, że włosy masz białe, tak jak Malibu?

 To ciekawostka, która z pewnością nie umknie fanom polskiego rapu i pokazuje, że halibut od czasu do czasu trafia nie tylko na talerze, ale także do tekstów piosenek.