Kolendra wietnamska to jedna z tych roślin, które najpierw przyciąga wyglądem, a potem rozkochuje w swoim charakterze. W Polsce wciąż pozostaje mało znana, choć w Azji jest dodatkiem niemal tak oczywistym jak szczypiorek czy pietruszka. Jej popularność rośnie nie tylko przez smak, ale też przez odporność i łatwość uprawy. Podczas gdy bazylia potrafi zmarnieć po kilku chłodniejszych nocach albo po jednym zapomnianym podlewaniu, kolendra wietnamska trzyma formę zaskakująco długo.

Co to właściwie jest kolendra wietnamska?

Choć nazwa sugeruje pokrewieństwo ze zwykłą kolendrą, to zupełnie inna roślina. Kolendra wietnamska, czyli Persicaria odorata, jest zaliczana do rdestowatych i pochodzi z Azji Południowo-Wschodniej. Od lat jest ważnym dodatkiem w tamtejszej kuchni.

Ma długie i smukłe liście. Często wzdłuż ich środka biegnie ciemniejsze, czerwone przebarwienie, dzięki czemu wygląda bardziej dekoracyjnie niż klasyczne zioła z marketu. W doniczce tworzy gęste kępki i szybko wypuszcza nowe pędy.

Największe wrażenie robi jednak jej aromat. Jest świeży, wyrazisty i bardziej uniwersalny niż zwykłej kolendry. Dlatego nawet osoby, które nie przepadają za klasyczną wersją, często przekonują się do odmiany wietnamskiej.

W krajach azjatyckich roślina od dawna funkcjonuje jako codzienny dodatek do jedzenia. Sprzedaje się ją na targach obok mięty czy szczypiorku i dodaje niemal do wszystkiego – od bulionów po sałatki.

Dlaczego przyprawa 2 w 1?

Kolendra wietnamska często opisywana jest jako połączenie mięty i klasycznej kolendry. Z jednej strony daje świeże, lekko chłodzące wrażenie, z drugiej ma charakterystyczny, cytrusowy aromat. Właśnie dlatego wiele osób mówi o niej jak o przyprawie „2 w 1”. Jest też lekko pikantna, więc ma naprawdę bogaty bukiet smakowy 

Kilka listków potrafi całkowicie odmienić smak potrawy. W Azji trafia przede wszystkim do zupy pho, sajgonek, makaronów ryżowych i pikantnych sałatek. Najczęściej dodaje się ją tuż przed podaniem, żeby nie straciła aromatu.

W Singapurze i Malezji znana jest jako „liść laksa”, ponieważ to właśnie do tej zupy dodaje się ją najczęściej. To podobnie jak z liściem curry. 

Fot. Getty/iStock, MelanieMaya

Świetnie radzi sobie na parapecie i balkonie

Kolendra wietnamska, chociaż brzmi egzotycznie, odnajduje się w polskich, domowych warunkach. Nie wymaga dużego doświadczenia ani skomplikowanej pielęgnacji. Wystarczy jej jasne miejsce i regularne podlewanie.

W porównaniu z bazylią jest znacznie mniej kapryśna. Dłużej zachowuje jędrne liście i lepiej znosi drobne błędy w pielęgnacji. Dzięki temu wiele osób traktuje ją jednocześnie jako roślinę ozdobną i użytkową. 

Latem świetnie rośnie także na balkonie albo tarasie. Szybko się zagęszcza i dobrze regeneruje po obrywaniu liści. Im częściej ścina się końcówki pędów, tym bardziej się rozkrzewia. W azjatyckich krajach często rośnie po prostu przy domu i trafia do kuchni prosto z doniczki. 

Jak wykorzystać kolendrę wietnamską w codziennej kuchni?

Kolendra wietnamska najlepiej smakuje na świeżo, dlatego najczęściej dodaje się ją pod koniec gotowania albo już bezpośrednio na talerzu. Wystarczy kilka posiekanych listków, żeby zwykła potrawa nabrała wyrazistego charakteru.

Najbardziej naturalnie odnajduje się w daniach azjatyckich, ale można też dodać ją do twarożku, kanapek, jajecznicy albo wymieszać z masłem i podać do pieczonych ziemniaków. Dobrze komponuje się z limonką, chili, czosnkiem i imbirem, ale ciekawie wypada też w bardziej swojskich połączeniach.

Niektórzy traktują ją jak alternatywę dla mięty lub klasycznej kolendry. Kilka listków wrzuconych do sosu jogurtowego albo domowego pesto potrafi całkowicie zmienić smak dania. To właśnie dlatego wiele osób po pierwszych eksperymentach chce ją mieć w kuchni na stałe.