Niedawno trafiłam na skromny słoiczek, który kosztuje mniej niż 7 zł, a pozwala przygotować prosty obiad praktycznie w kilka minut. W dodatku zawartość da się wykorzystać również do innych dań - jako dodatek do wytrawnych placuszków, smarowidło do kanapek i tortilli czy dodatek np. do past kanapkowych czy farszu do jajek wielkanocnych czy nawet pierogów. To pesto - intensywnie bazyliowe, ale jednocześnie nie do końca klasyczne. Dość niezwykłe. 

Mały słoik, który potrafi uratować obiad

Pesto z tofu marki Go Vege z Biedronki ma 190 g i kosztuje 6,99 zł, a często można trafić na promocję, więc wychodzi jeszcze taniej. Już po pierwszym użyciu miałam wrażenie, że spokojnie wystarczy na kilka obiadów, bo sos jest naprawdę gęsty i wydajny.

Po odkręceniu słoika widać, że na wierzchu oddziela się tłuszcz - w tym przypadku olej słonecznikowy. To jednak nie jest oliwa z oliwek, jak w klasycznym pesto (niestety, bo ona również wpływa pozytywnie na smak), ale prawdopodobnie dzięki temu cena pozostaje tak niska. Wystarczy jednak zamieszać i wszystko wraca do jednolitej konsystencji.

Samo pesto jest bardzo gęste - nie spływa z łyżki i ma dość ziarnistą strukturę. Widać kawałki składników (w tym tofu), a zapach bazylii jest naprawdę wyraźny. Co ciekawe, procentowo jest jej tu jej sporo, bo aż 38%. Czasem, jak czytam etykiety, to nawet więcej niż w klasycznym pesto na serze podpuszczkowym.

Pesto z tofu - lżejsza wersja włoskiego klasyka

Jedna rzecz szczególnie mnie zaskoczyła - kaloryczność. W 100 g produktu jest około 238 kcal. Dla porównania klasyczne czerwone pesto z Biedronki (na serze podpuszczkowym, z orzechami i oliwą) ma ich niemal dwa razy więcej. Dla wielu osób to może być spora zaleta, szczególnie jeśli ktoś pilnuje kalorii albo po prostu stara się jeść trochę lżej. Mniejsza kaloryczność bierze się m.in. z zamiany parmezanu czy pecorino (najczęściej używanych) na tofu w składzie. Przyznaję: w smaku trochę tego sera brakuje, ale jeśli nie jesz serów wcale, możesz podczas przygotowania dania z tym pesto sypnąć nieco płatków drożdżowych. One nadadzą sosowi tego brakującego serowego, umamicznego posmaku. Brakuje mi też w jego smaku nieco czosnku, ale załatwiam sprawę, przesmażając drobno posiekany na patelni razem z pesto, zanim dodam wodę i je rozcieńczę. 

Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne

Skład też wypada całkiem przyzwoicie jak na gotowy produkt ze słoika. W środku znajdziesz przede wszystkim bazylię, tofu, olej słonecznikowy i orzechy nerkowca. Dzięki temu smak jest wyraźny, a sos nie sprawia wrażenia sztucznego. Zobacz etykietę z pełnym składem: 

Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne

Mój patent na obiad z pesto w 7 minut

Najczęściej wykorzystuję to pesto do ekspresowego obiadu z kluseczkami gnocchi. To jedno z tych dań, które robi się niemal samo. Najpierw rozgrzewam na patelni około 40 g pesto (2 kopiaste łyżeczki). Następnie dolewam mniej więcej 200 ml gorącej wody i mieszam, aż pesto się rozpuści. Po chwili na patelni powstaje zielone „jeziorko” pachnącego sosu. Wtedy wrzucam całe opakowanie gnocchi (najczęściej również z Biedronki). Duszę je bez przykrycia około 5 minut, od czasu do czasu mieszając. Gdybym przykryła patelnię, kluski mogłyby się posklejać i zacząć przywierać. 

Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne

W tym czasie kluski wyraźnie pęcznieją i miękną, a sos zaczyna gęstnieć dzięki skrobi, która się z nich uwalnia. Po kilku minutach wszystko jest gotowe. Sos z pesto z tofu robi się kremowy i dokładnie otula każdą kluseczkę. To naprawdę jeden z najszybszych obiadów, jakie znam. Całość zajmuje około 7 minut - przygotowuję w tym czasie 2 porcje klusek.

Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne

A może jednak makaron?

Jeśli nie masz pod ręką gnocchi, równie dobrze sprawdzi się makaron. Trzeba tylko pamiętać, że przygotowanie potrwa trochę dłużej. Trzeba poczekać, aż woda się zagotuje i gotować makaron około 8-9 minut. Warto wtedy dodać do pesto odrobinę wody spod makaronu. Skrobia sprawi, że sos zrobi się jeszcze bardziej kremowy i będzie idealnie otulał makaron. To bardzo prosty trik, który stosuje się często w kuchni włoskiej. Następnie wystarczy odcedzić makaron, wrzucić go na patelnię z sosem, wymieszać i gotowe. Do smaku jako „kropka nad i” pasować będzie starty parmezan i odrobina świeżo zmielonego pieprzu. 

Nie tylko do makaronu

Takie pesto można wykorzystać na znacznie więcej sposobów niż tylko do szybkiego obiadu. Świetnie sprawdza się jako:

  • sos do sałatek makaronowych
  • pasta do kanapek lub tostów - lub dodatek do pasty
  • dodatek do pieczonych warzyw
  • składnik sosu do ryżu lub kaszy
  • smarowidło do wrapów i tortilli

Czasem mieszam je też z jogurtem naturalnym albo śmietaną. Powstaje wtedy łagodniejszy, bardzo kremowy sos do warzyw lub ziemniaków (pieczonych czy też do sałatki ziemniaczanej).

Jak przechowywać pesto, by się nie psuło?

Nie każdy gotowy produkt ze sklepu potrafi naprawdę ułatwić życie w kuchni. Ten jednak zdecydowanie zaliczam do udanych odkryć. Za niecałe 7 zł dostaję słoiczek sosu, z którego można zrobić kilka szybkich posiłków i wykorzystać na milion różnych sposobów. Po otwarciu w lodówce można przechowywać go 5 dni, ale z doświadczenia wiem, że zachowuje świeżość znacznie dłużej. Jak zabezpieczyć pesto przed popsuciem się? Zawsze można zebrać czystą łyżeczką resztki ze ścianek, wytrzeć brzegi słoiczka i zalać zawartość odrobiną oleju czy oliwy: tak, by sos nie wystawał nad jej powierzchnię. 

Jeśli szukasz sposobu na błyskawiczny obiad albo po prostu lubisz mieć w lodówce coś, co uratuje kolację w ostatniej chwili, naprawdę warto spróbować. Może się okazać, że tak jak u mnie, ten niepozorny słoiczek stanie się na zakupach i w spiżarce niezbędny.