Moja siostra podsyłała mi ten dodatek jeszcze 10-15 lat temu. Mieszka w Portugalii i nadal przygotowuje go samodzielnie, ale siłą rzeczy na kolejną butelkę musiałabym trochę poczekać. Gdy zobaczyłam na sklepowej półce gotową wersję, ciekawość wygrała. Wzięłam butelkę i sprawdziłam, czy może zastąpić wersję domową. 

Siostra robi ją sama, ja znalazłam gotową w Biedronce

Chodzi o oliwę smakową GustoBello Mediterraneo. Za butelkę o pojemności 250 ml zapłaciłam 16,99 zł. To przyprawa na bazie oliwy z oliwek najwyższej jakości z pierwszego tłoczenia, której w składzie jest aż 96 proc. Resztę stanowią naturalne aromaty (3,2 proc.), suszona papryczka chili (0,6 proc.) i suszona bazylia (0,2 proc.).

Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne

Wybrałam właśnie wariant bazyliowo-chili, bo jest dla mnie znacznie bardziej uniwersalny niż stojąca obok wersja truflowa. Z oliwą truflową mam zresztą trudną historię. Kiedyś dodałam jej zdecydowanie za dużo i zamiast eleganckiego efektu całe danie śmierdziało mi... gazem. Od tego czasu wiem, że z tak intensywnym dodatkiem trzeba obchodzić się wyjątkowo oszczędnie. Do tej pory zresztą mam do tej wersji uprzedzenia - nie jestem w stanie się przekonać. Zresztą oliwa truflowa ma bardzo niską zawartość samych grzybów (resztę grzybowej „wkładki” stanowi aromat), a tutaj dodatków w środku jest zdecydowanie więcej.

Wersja śródziemnomorska jest prostsza w użyciu. Czuć ziołowy aromat i pikantniejszy akcent chili, ale łatwo dopasować ją do codziennych potraw. Jest też jeden zabawny szczegół: po potrząśnięciu butelką drobinki przypraw zaczynają się unosić, a później powoli opadają. I jest ich całkiem sporo. Kojarzy mi się to z tzw. kulą śnieżną. Mogłabym potrząsać nią i patrzeć godzinami. Brzmi jak dobra zabawa - na swój dziwny sposób mnie to relaksuje. 

Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne

Kilka kropel na makaron i gotowe. Tu sprawdza się najlepiej

Taką oliwę traktuję przede wszystkim jako przyprawę wykańczającą danie. Polewam nią domową pizzę, focaccię, bruschettę, pomidory z mozzarellą, sałatkę albo ugotowany makaron. Pasuje też do pieczonych ziemniaków, grillowanych warzyw, ryb czy prostych grzanek. Możesz wymieszać ją z odrobiną soku z cytryny i przygotować szybki sos do sałatki.

A czy można na niej smażyć? Technicznie i takiej oliwy z oliwek można używać do smażenia, ale tej konkretnej byłoby mi zwyczajnie szkoda. Kupuje się ją ze względu na aromat dodatków, więc większy sens ma skropienie nią gotowej potrawy lub dodanie pod sam koniec gotowania. W dodatku przy cenie 16,99 za 250 ml nie godzi się dla mnie na niej smażyć. Ale jako dodatek na patelnię do zwykłej - czemu nie.

Wygodniejsza od domowej, ale domowa wciąż ma przewagę

Największą zaletą takiej gotowej oliwy smakowej jest wygoda. Odkręcasz butelkę i już możesz jej używać. Taką oliwę można też zrobić w domu, ale przy domowej wersji trzeba dać czas dodatkom, by oddały oliwie swój aromat. Z drugiej strony właśnie możliwość eksperymentowania jest jej ogromną zaletą - można zatapiać w oliwie różne dodatki i tworzyć własne kompozycje z ziołami i przyprawami.

Sklepowa wersja przegrywa więc u mnie w dwóch kwestiach: stosunku ceny do niewielkiej pojemności oraz wyboru smaków (w mojej osiedlowej Biedronce są tylko 2: truflowa i śródziemnomorska). Wygrywa natomiast dostępnością i uniwersalnością. Nie czekam już na paczkę od siostry z Portugalii, gdy skończy mi się zapas.

Domowa nadal smakuje mi bardziej, choćby dlatego, że można przygotować ją dokładnie pod siebie. Jednak butelka oliwy o smaku bazyliowo-chili z Biedronki to wygodna opcja na co dzień. Postaw ją przy kuchence i dodawaj po kilka kropel do gotowych dań - przy takim zastosowaniu 250 ml wystarczy na znacznie dłużej.