Kiedy sezon na najbardziej typowe polskie grzyby powoli wygasa, w lesie nadal można znaleźć gatunki, które dobrze znoszą chłodniejszą aurę. Jednym z nich jest podgrzybek obciętozarodnikowy (Xerocomellus porosporus). To przedstawiciel grupy, dla której nawet doświadczeni zbieracze potrafią na chwilę zwolnić kroku, by przyjrzeć się kapeluszowi z bliska. Ma kilka cech, które odróżniają go od podobnych mu kuzynów, a jego nazwa kryje ciekawy detal niewidoczny gołym okiem. Warto dowiedzieć się o nim więcej choćby po to, żeby następnym razem nie wrzucić go odruchowo do jednego worka z „jakimiś zajączkami”.

Jak wygląda podgrzybek obciętozarodnikowy?

Ten niepopularny grzyb ma niewielki, brązowy lub oliwkowobrązowy kapelusz, który z wiekiem pęka na drobne poletka. W szczelinach zwykle widać jaśniejsze, żółtawe podłoże. Tym różni się między innymi od podobnego do niego suchogrzybka złotoporego, u którego spękania częściej mają czerwonawy odcień.

Od spodu znajdują się żółte, później oliwkowe rurki. Po dotknięciu mogą lekko sinieć. Podobna zmiana koloru może wystąpić po przekrojeniu miąższu i sama w sobie nie świadczy o tym, że grzyb jest niejadalny. Trzon jest smukły, najczęściej żółtawy w górnej części i ciemniejszy u podstawy. Sam owocnik zwykle nie osiąga dużych rozmiarów.

Najbardziej charakterystyczna cecha tego gatunku nie jest jednak widoczna gołym okiem. Jego zarodniki mają nietypowy, jakby ścięty koniec. Właśnie od tego pochodzi polska nazwa „obciętozarodnikowy”. To również pokazuje, dlaczego rozpoznawanie podobnych gatunków wyłącznie po wyglądzie kapelusza bywa trudne.

W lesie potrafi zabawić długo

Podgrzybek obciętozarodnikowy pojawia się od lata do późnej jesieni. Przy łagodnej pogodzie można trafić na niego jeszcze w listopadzie, kiedy wiele popularnych gatunków kończy już owocowanie.

Najczęściej spotkasz go w lasach liściastych i mieszanych. Lubi miejsca z dębami, bukami i grabami, choć może pojawiać się także w sąsiedztwie innych drzew. Rośnie pojedynczo lub po kilka sztuk, ale raczej nie tworzy dużych wysypów.

Dlaczego jest lepszy od zajączków?

Pod względem kulinarnym odmiana obciętozarodnikowa wypada całkiem nieźle na tle innych suchogrzybków. Uznaje się ją za bardziej wartościową niż popularne zajączki, szczególnie jeśli schylić się do młodych i jędrnych owocników.

Zajączki są jadalne i zbierane przez wielu, ale mają dość delikatny smak, a starsze egzemplarze szybko stają się miękkie i gąbczaste. Podgrzybek obciętozarodnikowy również nie jest okazem wyjątkowo aromatycznym, jednak młode sztuki mają przyjemniejszą strukturę i dobrze sprawdzają się jako dodatek do innych gatunków.

Nie oznacza to jednak, że może konkurować z podgrzybkiem brunatnym. Ten nadal stoi kulinarnie wyżej. Ma mocniejszy aromat i bardziej zwartą konsystencję.

Można więc powiedzieć, że podgrzybek obciętozarodnikowy znajduje się gdzieś pomiędzy nimi: ciekawszy kulinarnie niż przeciętny zajączek, ale  powszechnie mniej ceniony niż podgrzybek brunatny. Na jego korzyść przemawia za to długość występowania. 

Jak wykorzystać go w codziennych potrawach?

Podgrzybek obciętozarodnikowy najlepiej pokazuje swoje możliwości tam, gdzie łączy się kilka gatunków grzybów. Dobrze pasuje do sosów, zup i farszów, bo wnosi typowy, leśny smak, a przy tym nie dominuje całego dania. Możesz dorzucić go do sosu śmietanowego, zupy grzybowej albo farszu do krokietów, pierogów czy pasztecików razem z podgrzybkami brunatnymi, borowikami albo właśnie zajączkami.

Nadaje się również do suszenia. W kolejnych sezonach takie zapasy możesz przeznaczyć do sosów, zup i duszonych mięs (u mnie zawsze ląduje w garnku z bitkami wołowymi) albo zmielić na grzybowy proszek przyprawowy. 

W kuchni jego największą zaletą jest uniwersalność. Nie konkuruje z podgrzybkiem brunatnym o miano króla suszu czy patelni, ale zdecydowanie nie jest też grzybem „drugiej kategorii”, który należy omijać szerokim łukiem.

Porady zawarte w powyższym artykule to jedynie sugestia i nie zastępują profesjonalnej oceny. Jeśli nie jesteś w pełni pewny/pewna, że zebrane grzyby są jadalne, lepiej zrezygnuj z ich spożycia. Pamiętaj, że w razie wątpliwości należy skonsultować się z doświadczonym grzyboznawcą – w stacjach sanitarno-epidemiologicznych pełnią dyżury specjaliści, którzy bezpłatnie ocenią, czy dany grzyb jest jadalny.