W latach 90. trudno mi było zrozumieć, czemu moi rodzice czasami powtarzają nostalgicznie "aj, kiedyś to były czasy". Teraz często sama tak mówię (albo przynajmniej myślę...) i w podtekście chodzi mi właśnie o lata 90. Wtedy wszystko było jakieś łatwiejsze, bardziej kolorowe i przyjazne, a nawet smaczniejsze. Oczywiście, byłam dzieckiem, więc pewnie to moja wyobraźnia nadawała szarej rzeczywistości magiczne nutki. Czasem jednak oddałabym naprawdę dużo, żeby chociaż na jeden dzień przenieść się do tamtych realiów.

Pudrowe bransoletki z tamtych lat

Biegać z koleżankami po okolicy, nie martwić się niczym (no, względnie tym czy uda mi się wymienić na najlepszą karteczkę do segregatora, albo czy zdążę obejrzeć Smerfy), a potem sięgnąć po najlepsze smaki. Oczywiście, najwspanialsze frykasy pochodziły wtedy z maminej albo babcinej kuchni - opcjonalnie też z kuchni cioci albo sąsiadki, bo wtedy cała okolica stołowała się wspólnie. Ale nawet słodycze były wtedy jakieś lepsze. Gumy-kulki, oranżadki w proszku, żelki na wagę, lizaki Barbie, lizaki-smoczki i inne przysmaki. Na samą myśl o nich czuję mimowolne ukłucie nostalgii.

Ostatnio córka odblokowała mi kolejne wspomnienia, przypominając o najmodniejszej i najpyszniejszej wtedy biżuterii. Stylową bransoletkę z pudrowych cukierków miał wtedy prawie każdy, chociaż chłopcy czasem trochę śmiali się, że to "bajer dla dziewczyn". Większość bransoletek miało jednak na największym cukierku narysowaną tarczę zegarka, co sprawiało że można było ją też uznawać za bardziej męski dodatek do stylizacji.

Zresztą, zupełnie nie o styl wtedy chodziło. Słodycze można było jeść w biegu, w piaskownicy, nawet brudnymi rękami. Zaczepiona na ręku pudrowa bransoletka miała w sobie prawdziwy efekt WOW. Kosztowała kilkadziesiąt groszy - nie jestem w stanie zweryfikować dokładnej ceny, ale wydaje mi się że w sklepiku szkolnym było to 29 gr. Starczała też na dłuższą chwilę przyjemności, bo twardych cukierków zdecydowanie nie dawało się pogryźć w kilka minut.

pudrowa bransoletkaRedakcja MojeGotowanie.pl

Na długie lata zupełnie zapomniałam o tym pudrowym rarytasie. Niedawno córka przyniosła dumnie do domu swój zakup właśnie ze sklepiku szkolnego - nie widziałam takich bransoletek pewnie ponad 20 lat, a okazało się że teraz wyglądają zupełnie tak samo. Kochana latorośl pamiętała o tym, żeby kupić dodatkową sztukę dla siostry i dla mnie. Dzięki temu poczułam się znowu jak w latach 90., gdy nosiłam 2 kucyki i podkolanówki z kokardkami.

Inne frykasy z lat 90.

Szybka teleportacja zaowocowała prawdziwą lawiną wspomnień. Zaczęłam wspominać inne przysmaki, przypomniałam sobie Czekotubki, mikroskopijne gumy Mino, a także batony Picnic. Z bardziej "wytrawnej" kategorii kochałam grzybowe Flipsy z królikiem, chrupki Maczugi i chipsy Chio o smaku big burger. Kto wie, może jeszcze któryś ze skarbów tamtych lat uda mi się znaleźć? Na pewno znam dać w artykule o kolejnych udanych poszukiwaniach.