Kupując czekoladę, łatwo dać się nabrać. Producenci coraz sprytniej maskują wyroby czekoladopodobne, które na pierwszy rzut oka nie różnią się od klasycznych tabliczek. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy czytasz skład albo czujesz smak. Wtedy okazuje się, że coś tu nie gra. Jeśli choć raz miałeś wrażenie, że „czekolada” smakuje dziwnie tłusto albo zbyt słodko, możliwe, że to właśnie był taki wyrób.
Skład prawdę ci powie
Najważniejsza zasada jest prosta: zanim kupisz, spójrz na skład. To właśnie tam kryje się odpowiedź, czy masz do czynienia z prawdziwą czekoladą, czy jej imitacją.
Prawdziwa czekolada ma skład krótki i konkretny. W idealnym przypadku znajdziesz tam miazgę kakaową, cukier, tłuszcz kakaowy i ewentualnie naturalną wanilię. I to w zasadzie wystarcza. Jeśli dodatkowo widzisz informację o wysokiej zawartości kakao, np. 70% i więcej, możesz być spokojny, że to produkt wysokiej jakości. Mleczna czekolada powinna mieć minimum 25% miazgi kakaowej.
Warto pamiętać, że składniki są wymienione w kolejności od największej do najmniejszej zawartości. Jeśli więc na pierwszym miejscu widzisz cukier, a dopiero później kakao, to już sygnał ostrzegawczy. Dobra czekolada zaczyna się od kakao, nie od cukru. U jednego z czołowych producentów cukier jest w składzie na pierwszym miejscu i to niestety czuć - kultowa czekolada z alpejskiego mleka nie smakuje już dokładnie tak, jak kiedyś.
Redakcja MojeGotowanie.pl Zdjęcie własne
Czym różnią się wyroby czekoladopodobne od prawdziwej czekolady?
W wyrobach czekoladopodobnych sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Zamiast tłuszczu kakaowego (lub ewentualnie oprócz) znajdziesz tam tańsze tłuszcze roślinne, często częściowo lub całkowicie utwardzone. To one odpowiadają za tę specyficzną, ciężką konsystencję i mniej przyjemny smak. Kolejny sygnał usłyszysz - przy przełamywaniu nie słychać charakterystycznego chrupnięcia, odgłos jest głuchy. Taki wyrób pozostawia na języku wrażenie tłustości, a podczas gryzienia daje wrażenie gumowatości.
Lista składników w takich produktach jest zwykle znacznie dłuższa. Pojawia się mleko w proszku, serwatka, tłuszcz mleczny i inne dodatki. Im więcej takich elementów, tym dalej jesteś od prawdziwej czekolady. Zasada jest prosta: im krótszy skład i im więcej kakao, tym lepiej. Jeśli widzisz długą listę składników i trudne nazwy, lepiej odłóż produkt na półkę.
W pułapce nazw i określeń - producenci liczą na twoją nieuwagę
Nie daj się zwieść nazwie. To jeden z najczęstszych trików stosowanych przez producentów.
Na opakowaniu możesz zobaczyć coś, co wygląda jak czekolada mleczna, ale drobnym drukiem znajdziesz informację, że produkt z „polewy o smaku czekolady mlecznej” albo „wyrób kakaowy”. Brzmi podobnie, ale to zupełnie inna kategoria produktu. Im więcej tego typu komunikatów, które owijają w bawełnę, tym gorzej.
Szczególnie uważaj na określenia typu:
- polewa czekoladowa
- o smaku czekolady mlecznej
- produkt kakaowy
- deser / produkt o smaku czekoladowym
To sygnał, że nie masz do czynienia z prawdziwą czekoladą. Producent nie może nazwać produktu czekoladą, jeśli nie spełnia określonych wymogów, więc stosuje obejścia językowe.
Dodatkowy problem polega na tym, że opakowania są często niemal identyczne jak w przypadku prawdziwej czekolady. Kolory, grafiki, a nawet układ kostek na zdjęciach - wszystko ma sugerować, że to ten sam produkt. Przy szybkich zakupach łatwo przeoczyć szczegóły.
Zwróć uwagę też na cenę. Jeśli coś jest podejrzanie tanie w porównaniu do innych czekolad, to zwykle nie jest przypadek. Tłuszcz kakaowy jest drogi, więc jego brak obniża koszt produkcji. Nie chodzi o to, żeby analizować każdy produkt godzinami, ale wystarczy kilka sekund skupienia. Spójrz na nazwę i skład - to najprostszy sposób, żeby uniknąć rozczarowania.
Nadzienie, bąbelki i biała wersja - tu najłatwiej o wpadkę
Nie wszystkie czekolady są sobie równe, nawet jeśli formalnie nimi są. Są też takie, które balansują na granicy jakości.
Weźmy na przykład czekolady bąbelkowe, czyli napowietrzone. Ich skład często jest znacznie dłuższy niż klasycznych tabliczek. Na pierwszym planie pojawia się cukier, a kakao schodzi na dalszy plan. Do tego dochodzą różne dodatki, które mają poprawić strukturę i smak.
Podobnie wygląda sytuacja z czekoladami z nadzieniem. W środku znajdziesz kremy, galaretki, karmel czy inne dodatki, które wymagają stabilizatorów, tłuszczów i substancji poprawiających konsystencję. W efekcie skład wydłuża się, a zawartość kakao często spada.
Kolejnym ciekawym przypadkiem jest biała czekolada. Właściwie nazywa się ją czekoladą umownie. Nie zawiera miazgi kakaowej, czyli tego, co stanowi podstawę klasycznej czekolady. Znajdziesz w niej za to tłuszcz kakaowy, dużo cukru i mleko w proszku. Zdarza się też, że producenci dodają do niej inne tłuszcze roślinne i różne dodatki, co jeszcze bardziej oddala ją od jakościowego produktu. Jeśli więc lubisz białą czekoladę, uważnie czytaj skład - różnice między produktami są tu ogromne.
W każdej z tych kategorii obowiązuje ta sama zasada: im więcej kakao i im mniej zbędnych dodatków, tym lepiej.
Czekoladowe figurki o smaku rozczarowania
Jeśli jest jedna kategoria, w której wyroby czekoladopodobne królują, to są to figurki, sprzedawane najczęściej w okolicach świąt. Wyglądają efektownie, często kosztują niemało, ale w środku rzadko znajdziesz prawdziwą czekoladę. Najczęściej to właśnie wyrób czekoladopodobny, oparty na tłuszczach roślinnych zamiast kakaowego.
Dlaczego tak się dzieje? Produkcja takich figurek wymaga materiału, który łatwo się formuje i jest tani. Tłuszcze roślinne sprawdzają się tu lepiej niż drogi tłuszcz kakaowy, więc producenci chętnie z nich korzystają. Na opakowaniach znów pojawiają się sprytne sformułowania. Możesz przeczytać, że figurka została wykonana „z polewy o smaku czekolady mlecznej”. Jeśli nie zwrócisz uwagi na szczegóły, uznasz, że to zwykła czekolada. Skład takich figurek w dodatku trudno sprawdzić, bo sreberka są powyginane we wszystkie strony, a napisy na opakowaniach bardzo małe.
W praktyce taka figurka ma inną strukturę, szybciej się topi w palcach i zostawia tłusty film na języku. Smak jest płaski, często przesadnie słodki. To zupełnie co innego niż prawdziwa czekolada - doświadczone łasuchy rozpoznają różnice od razu.

















