Sięgasz po puszkę, bo wygoda wygrywa. Rozumiem to. Sama nie raz tak robiłam, gdy planowałam na obiad szybką potrawkę lub gulasz albo chciałam zmiksować coś na kanapkę. Ale kiedy odkryjesz, że sucha fasola może być delikatna, kremowa i gotowa szybciej, niż myślisz, zaczynasz patrzeć na nią inaczej. Zwłaszcza gdy mowa o produkcie, który jest prawdziwym polskim rarytasem i ma swoją niezwykłą historię. Nie chodzi o słynną odmianę Piękny Jaś, a o ziarna o podkarpackim rodowodzie.
Czym właściwie jest fasola wrzawska i skąd się wzięła?
Fasola wrzawska pochodzi z niewielkiego regionu w południowo-wschodniej Polsce, z okolic Wrzaw – miejscowości położonej w powiecie tarnobrzeskim, przy ujściu Sanu do Wisły. To właśnie tamtejsze gleby i mikroklimat sprawiają, że ziarna mają wyjątkowe cechy. Nie bez powodu produkt ten znalazł się na liście chronionych oznaczeń geograficznych. To nie jest marketing. To konkretne miejsce i konkretne warunki uprawy.
Kiedy weźmiesz ją do ręki, od razu zobaczysz różnicę. Ziarna są dość duże, jasne, z charakterystycznym, lekko spłaszczonym, nerkowatym kształtem. Skórka jest cienka, a wnętrze po ugotowaniu pozostaje kremowe i delikatne. I to właśnie ta cienka skórka robi całą robotę w kuchni.
Dlaczego warto ją wybrać?
W praktyce oznacza to jedno: fasola wrzawska szybciej mięknie i nie ma twardej, odchodzącej skórki, która w innych odmianach potrafi zepsuć przyjemność jedzenia. Nie rozpada się w papkę, ale też nie zostaje twarda w środku. Zachowuje strukturę, a jednocześnie jest aksamitna.
Rolnicy z tego regionu od lat podkreślają, że ogromne znaczenie ma sposób uprawy i zbioru. To wciąż w dużej mierze praca ręczna i tradycyjne metody suszenia. Dzięki temu ziarno nie jest uszkodzone i zachowuje swoje właściwości.
Ta podkarpacka odmiana gotuje się średnio o 10 minut szybciej niż zwykłe ziarna Jaś. Po pierwszym kęsie poczujesz lekko maślany, czysty smak. Bez chemicznego posmaku zalewy, jak to bywa przy produkcie z puszki. Jeśli zrobisz z niej prostą pastę z czosnkiem i oliwą, zobaczysz, jak kremową konsystencję daje bez dodatku śmietany czy masła. To ogromna różnica.
Do czego wykorzystać fasolę wrzawską w polskiej kuchni?
Najprościej powiedzieć: wszędzie tam, gdzie używasz fasoli z puszki. Ale możesz pójść krok dalej.
Na pierwszy ogień oczywiście klasyka: fasolka po bretońsku. Jeśli użyjesz wrzawskiej, danie zyskuje zupełnie inną jakość. Ziarna nie rozpadają się podczas duszenia z kiełbasą i sosem pomidorowym. Zostają całe, a jednocześnie miękkie. Sos oblepia je równomiernie. W poszukiwaniu inspiracji na fasolkę po bretońsku, koniecznie zajrzyj na nasz kanał nadawczy.
Możesz z niej zrobić pastę do kanapek. Ugotowaną fasolę zblenduj z podsmażoną cebulą, czosnkiem, majerankiem i odrobiną oleju lnianego. Dopraw solą i pieprzem. Taka mieszanka spokojnie zastąpi sklepowe smarowidła.
Jeśli lubisz sałatki, dodaj całe, ugotowane i ostudzone ziarna do mieszanki z kiszonym ogórkiem, jabłkiem i czerwoną cebulą. Skrop olejem rzepakowym tłoczonym na zimno. Prosto, a bardzo po polsku.
Warto też spróbować bardziej nowoczesnych pomysłów. Fasola wrzawska dobrze znosi pieczenie. Ugotuj ją al dente, wymieszaj z przyprawami i wstaw do piekarnika, by lekko się zarumieniła. Będzie chrupiąca z wierzchu i kremowa w środku. Taki dodatek do zupy krem czy sałatki zrobi wrażenie.
Gdzie ją kupić i jak przechowywać?
Fasolę wrzawską bez problemu kupisz bezpośrednio u producenta lub na lokalnych i ekologicznych targach. Zwróć uwagę na oznaczenie pochodzenia. Szukaj informacji o regionie i certyfikacie. Dzięki temu masz pewność, że kupujesz oryginalny produkt.
W domu przechowuj ją w suchym, przewiewnym miejscu. Najlepiej w szczelnym pojemniku, ale nie plastikowym worku związanym na supeł. Fasola musi mieć sucho, ale też dostęp powietrza.

















