Pamiętam zimowe poranki w kuchni rodzinnego domu, kiedy zapach smażonych faworków unosił się w powietrzu, a szyby w kuchni były zaparowane od ciepła unoszącego się znad gorącego oleju. Mama miała swój rytuał – fartuch w kratkę, wszystkie blaty zastawione „kokardkami”, mączny pył unoszący się jak drobny śnieżek. Patrzyłam, jak przygotowuje wszystko z cierpliwością, której wtedy nie rozumiałam. Jej faworki zawsze wychodziły idealne – lekkie i kruche, chrupały przy każdym kęsie. Dziś, po latach, wiem, że miała swój sposób. Niby prosty, a jednak zupełnie inny niż ten, który znają wszyscy.
Jak przygotować faworki idealne bez obijania wałkiem?
Wiele przepisów na faworki podkreśla, że kluczem do kruchości jest porządne ubicie ciasta wałkiem, najlepiej przez dobre 20 minut. Za czasów PRL-u wiele mam przepuszczało je też przez maszynkę do mięsa. Ale nie każdemu pasują te metody, bo albo są męczące albo zostawiają niezły bałagan.
Sekret mojej mamy polegał na tym, żeby pozwolić ciastu „pracować inaczej”. Zamiast wałka używała siły grawitacji i własnych rąk. Po prostu rzucała ciasto z wysokości na blat. Kilkanaście razy. To sprawiało, że masa stawała się elastyczna, napowietrzona i cudownie gładka w dotyku.
To pozwalało uzyskać dokładnie ten sam efekt, na który trzeba byłoby pracować przez kilkanaście minut wałkiem – tylko szybciej i z mniejszym wysiłkiem.
Dobre ciasto – połowa sukcesu
Podstawą udanych faworków zawsze są dobre proporcje. Nie ma tu miejsca na przypadek i kombinacje – za mało żółtek i ciasto będzie twarde, za dużo, stanie się tłuste i ciężkie. Oto sprawdzony przepis na ciasto na faworki mojej mamy:
- 300 g mąki pszennej (typ 450 lub 500)
- 5 żółtek
- 1 łyżka octu
- 1 łyżka kwaśnej śmietany 18%
- szczypta soli
- 1 łyżka cukru pudru
- 1 łyżeczka masła
Wszystko wyrabiaj ręcznie, aż ciasto zacznie odchodzić od dłoni i miski. Powinno być elastyczne, ale zwarte. I teraz najważniejsze – nie sięgaj po wałek. Zbierz ciasto w kulę, a następnie rzuć je o blat. Mocno, ale kontrolowanie. Powtórz to kilkanaście razy, aż poczujesz, że masa zaczyna „pracować”. Ciasto stanie się coraz bardziej gładkie, mniej lepkie, bardziej sprężyste.
Co jeszcze wpływa na kruchość faworków?
Bardzo ważne jest również schłodzenie ciasta (przez około 30 minut). Pozwala mu odpocząć, a glutenowi się „uspokoić”. Dzięki temu późniejsze wałkowanie będzie bajecznie proste, a ciasto nie będzie się kurczyć czy pękać.
Kolejna rzecz, rozwałkuj ciasto naprawdę cienko. Nie musisz się obawiać, że będzie się rwać. Dobrze przygotowane wytrzyma to bez problemu. Im cieńsze będzie, tym lżejsze i bardziej chrupiące faworki. Jeśli masz maszynkę do makaronu, możesz jej użyć. Ustaw na najcieńszy stopień i pozwól ciastu przejść przez wałki kilka razy. Ale ręcznie też spokojnie sobie poradzisz. Pamiętaj tylko, żeby nie podsypywać za dużo mąki. To może sprawić, że faworki będą twarde po usmażeniu.
Smażenie bez rozczarowań – na co zwrócić uwagę?
Nie ma nic gorszego niż faworki nasiąknięte tłuszczem albo niedopieczone w środku. Dlatego zwróć uwagę na temperaturę oleju. Najlepsza to około 175–180°C. Jeśli nie masz termometru, wrzuć kawałeczek ciasta – jeśli prawie od razu wypływa i zaczyna skwierczeć, olej jest gotowy.
Smaż faworki na smalcu albo oleju rzepakowym. Smalec daje bardziej tradycyjny smak i pięknie rumieni ciasto. Faworki smaż partiami – po 2–3 sztuki, żeby temperatura gwałtownie nie spadała na początku.

















