Kiedy pierwszy raz poczęstowałam nimi sąsiadów, długo zastanawiali się, co właściwie jedzą. Te owoce wyglądają egzotycznie, są słodkie i mięsiste, a po wysuszeniu rzeczywiście mogą przypominać rodzynki. Największe zaskoczenie przychodzi jednak wtedy, gdy zdradzam, że wcale nie są owocami w tradycyjnym znaczeniu. W przypadku howenii słodkiej, nazywanej japońskim drzewem rodzynkowym, największym przysmakiem są bowiem ogonki owocowe. Ja część podjadam od razu, a resztę zostawiam do deserów. Szczególnie dobrze smakują w domowym serniku.

Howenia słodka (Hovenia dulcis) pochodzi z Azji Wschodniej i w Polsce nadal jest prawdziwą ciekawostką. Jej potoczna nazwa może wprowadzać w błąd, dlatego warto wyjaśnić, skąd właściwie biorą się słynne „japońskie rodzynki”, których tak zazdroszczą mi wszyscy sąsiedzi.

„Japońskie rodzynki” są rodzynkami tylko z nazwy

Po przekwitnięciu kwiatów howenii dzieje się coś nietypowego. Szypułki, na których rozwijają się właściwe owoce, stopniowo pęcznieją, stają się mięsiste i przybierają czerwonawą lub czerwonobrązową barwę. To właśnie te słodkie ogonki owocowe są częścią, którą potocznie porównuje się do rodzynek.

Właściwe owoce są natomiast niewielkie i znajdują się na końcach tych charakterystycznych, poskręcanych szypułek. Dlatego określenie „japońskie rodzynki” należy traktować jako kulinarny przydomek, a nie nazwę owoców podobnych do winogron.

howenia słodkaAdobe Stock, mnimage

Dojrzałe szypułki można jeść na surowo, ale nadają się również do suszenia. W tej drugiej postaci podobieństwo do rodzynek staje się jeszcze bardziej wyraźne.

Najpierw podjadam je prosto z drzewa

Początkowo najbardziej ciekawił mnie oczywiście smak. Dojrzałe, mięsiste szypułki są wyraźnie słodkie i przyjemne do jedzenia bez żadnych dodatków. Ich smak bywa porównywany nie tylko z rodzynkami, ale również z gruszką.

Dlatego pierwsza porcja zazwyczaj nie ma u mnie szans dotrzeć do kuchni. Podjadam je podobnie jak inne drobne owoce - jako niewielką słodką przekąskę.

Jeszcze ciekawsze robią się po wysuszeniu. Tracą część wilgoci, ich smak staje się bardziej skoncentrowany i wtedy naprawdę zaczynają przypominać to, od czego wzięła się popularna nazwa japońskiego drzewa rodzynkowego.

Do sernika pasują jak ulał

Kiedy uda mi się nie zjeść wszystkiego od razu, część zostawiam do wypieków. Najbardziej lubię dodawać suszone kawałki do sernika.

Traktuję je podobnie jak klasyczne rodzynki. Kroję większe fragmenty, a następnie dodaję je do masy serowej. Ich słodycz dobrze komponuje się z wanilią i delikatnym twarogiem.

Można również wykorzystać je do dekoracji gotowego ciasta albo przygotować z nich słodki dodatek podawany obok kawałka sernika. To prosty sposób, żeby dobrze znany deser nabrał zupełnie innego charakteru.

Sernik to dopiero początek. Suszone szypułki howenii można potraktować w kuchni podobnie jak rodzynki i eksperymentować z nimi w innych deserach. Dobrze odnajdują się w cieście drożdżowym, keksie czy słodkich bułeczkach. Można połączyć je z orzechami, wanilią i cynamonem albo dorzucić do domowej granoli.

Ciekawie wypadają również w towarzystwie jabłek i gruszek. Słodki smak howenii można wtedy zestawić z bardziej kwaskowymi owocami, przygotowując nadzienie do kruchego ciasta lub deser pod maślaną kruszonką.