Na pierwszy rzut oka Sójový suk nie ma wielkich szans w konkursie na najbardziej kuszącą słodycz. Brązowy, nieco kruchy wałeczek wygląda dość staroświecko i dla niewprawnego oka niewiele obiecuje. W Czechach nikogo jednak specjalnie nie dziwi. Podobne przysmaki mają tam długą historię, a ten niepozorny batonik jest śladem ery, gdy słodycze powstawały z tego, co było tanie i łatwo dostępne. Dziś można kupić go za kilka koron i przekonać się, dlaczego soja w tej nietypowej roli przetrwała próbę czasu.

Sójový suk – pamiątka po Czechosłowacji

Tego typu słodycze za naszą południowo-zachodnią granicą nie są żadną nową modą. Ich historia sięga komunistycznej Czechosłowacji. Pod koniec lat 50. XX wieku zakłady Zora w Ołomuńcu zaczęły produkować sójové řezy, czyli słodkie batoniki na bazie soi.

W czasach gospodarki socjalistycznej soja była tanim i łatwo dostępnym surowcem. Pozwalała stworzyć słodycze, które były sycące i trwałe, a przy tym nie wymagały dużej ilości droższych składników. Sojowe batoniki wpisały się więc w ówczesny rynek podobnie jak wiele prostych wyrobów cukierniczych, które pamiętamy również z PRL-u.

Po upadku komunizmu czeskie sklepy zapełniły się zachodnimi czekoladami i batonami, ale zamiłowanie do sojowych słodyczy nie zniknęło, tak samo jak i nasz sentyment choćby do bloku czekoladowego. Dawny pomysł przetrwał w kolejnych produktach różnych marek. Sójový suk to must have w czasie wizyty w Czechach. Można go też kupić w sprzedaży internetowej, więc podróż nie jest obowiązkowa. 

Z czego powstaje ten czeski batonik?

Choć nazwa może sugerować współczesną przekąskę proteinową, sójový suk ma z nią niewiele wspólnego. Ziarna występują tutaj w postaci drobnego grysiku. To właśnie on nadaje batonikowi charakterystyczną strukturę i sprawia, że podczas jedzenia może kojarzyć się z chałwą.

Sama soja ma dość łagodny smak, dlatego w słodkiej wersji potrzebuje odpowiedniego towarzystwa. Łączy się ją z cukrem, syropem i tłuszczem, dzięki którym masa staje się zwarta, ale nie twarda. Najciekawsze są jednak aromaty: rumowy i kokosowy. To one nadają całości osobliwy, nieco staroświecki cukierniczy sznyt.

Wygląda jak chałwa albo marcepan, ale smak zaskakuje

Podobieństwo do chałwy nasuwa się po zsunięciu papierka od razu. Sójový suk ma jasnobrązowy kolor, matową powierzchnię i zwartą masę. Przy pierwszym kęsie lekko się kruszy. Nie ciągnie się jak krówka i nie łamie jak czekolada.

Konsystencja rzeczywiście przypomina chałwę, ale jest nieco bardziej zbita. Początkowo batonik wydaje się suchawy i drobnoziarnisty. Po chwili mięknie, robi się bardziej kremowy i rozpływa się w ustach. Jego struktura przypomina też masę marcepanową. Mnie kojarzy się z czymś, co powinno być raczej nadzieniem niż batonikiem samym w sobie.

Smak jest już zupełnie inny. Nie ma tutaj charakterystycznego dla chałwy sezamowego aromatu. Najpierw czuć sporą dawkę słodyczy, a później delikatny, prażony i trochę orzechowy posmak soi. Do tego dochodzi rumowy aromat oraz lekka kokosowa nuta, która dodaje egzotyki.

Ponieważ batonik jest intensywnie słodki, najlepiej smakował mi w niewielkich kawałkach i pałaszowany do czarnej kawy.

Fot. Redakcja MojeGotowanie.pl