Dzisiaj półki ze słodyczami ciągną się niemal w nieskończoność, ale kiedyś wybór był znacznie skromniejszy. Tym bardziej cieszyły fikuśne wafelki, herbatniki, drażetki czy ciastka oblane czekoladą. Niektóre miały jeszcze jedną zaletę – można było się nimi pobawić przed zjedzeniem. Właśnie do tej kategorii należały ciasteczka, które ostatnio wypatrzyłam w Lidlu.

Ciasteczka grzybki – co to za słodycze?

Mam tu na myśli „Grzybki Tadzia”, czyli niewielkie herbatniki, przypominające kształtem leśne grzyby. Mają jasną, grubą nóżkę oraz ciemny kapelusik, pokryty słodką, kakaowo-mleczną polewą. Producentem ciastek jest ChocoArt.  

Już ich wygląd uruchomił u mnie całą lawinę wspomnień. Tego rodzaju słodycze przed laty robiły na dzieciach znacznie większe wrażenie niż zwykły płaski herbatnik. Grzybek można było przecież oglądać, obracać w dłoni, pobawić się nim z rodzeństwem, a potem najpierw odgryźć czekoladowy kapelusz albo wręcz przeciwnie - zacząć od kruchej nóżki (był różne systemy jedzenia tych łakoci, jak w przypadku delicji). Niby drobiazg, ale właśnie takie małe przyjemności najbardziej zapadały w pamięć, kiedy było się dzieckiem. 

Sentymentalne jest dla mnie nawet opakowanie „Grzybków Tadzia”. Żółte, bardzo wyraziste i dość staroświeckie, ma duże przezroczyste okienko. Od razu widzisz przez nie całą gromadkę słodkich grzybków. Nie ma tutaj minimalistycznego pudełeczka czy nowoczesnej wyszukanej grafiki – jest za to coś swojskiego i bezpretensjonalnego.

Nostalgiczny jest również skład polewy. Jest ona kakaowo-mleczna i zawiera między innymi mleko w proszku. To kolejny produkt, który doskonale pamiętają osoby wychowane w PRL-u. Mleko w proszku trafiało do domowych deserów, kremów i bloków czekoladowych, a niektórzy podjadali je nawet prosto z opakowania.

Fot. redakcja Mojegotowanie.pl

„Grzybki Tadzia” z Lidla – ile kosztują?

Za opakowanie „Grzybków Tadzia” o pojemności 300 g trzeba teraz zapłacić w Lidlu 14,99 zł. Jakiś czas temu już widziałam je w Lidlu i wtedy niestety się zgapiłam i nie zdążyłam ich kupić. Tym razem więc nadrabiam z nawiązką! 

Ciasteczka czekają na regale z produktami dostępnymi do wyczerpania zapasów. Jest to więc oferta czasowa, a po wyprzedaniu obecnej partii grzybki ponownie znikną ze sklepów. Dlatego, gdy tylko je zobaczyłam, od razu zrobiłam spory zapas. Doskonale pamiętam bowiem rozczarowanie z dawnych lat, gdy człowiek polubił jakiś smakołyk, a później przez długi czas nie można go było nigdzie dostać.

Fot. redakcja Mojegotowanie.pl

Jak smakują ciasteczka grzybki?

Herbatnik jest kruchy i delikatny, więc przyjemnie chrupie, ale nie jest przesadnie twardy. Jasna nóżka ma łagodny, maślany smak, natomiast kapelusz ma smak słodkiej polewy czekoladowej, jaką pamiętam z dzieciństwa. 

Najbardziej pasują mi do niesłodzonej kawy albo mocnej czarnej herbaty. Dobrze wypadają również z kakao – i to zestawienie szczególnie mocno kojarzy mi się z podwieczorkami u babci. Kilka sztuk wystarczy położyć na małym talerzyku i zwyczajna popołudniowa przekąska od razu robi się przyjemniejsza. Poczęstowałam nimi dzieci mojego brata i z przyjemnością obserwowałam, jak zaczęły od wspólnej zabawy w grzybobranie (chowając grzybki przed sobą nawzajem), a potem schrupały te łakocie z bardzo zadowolonymi minami. 

Jak jeść Grzybki Tadzia? Nie tylko prosto z paczki

Oczywiście najprościej otworzyć opakowanie i postawić grzybki na stole. Przy rodzinnym spotkaniu mają jeszcze jedną zaletę: niemal zawsze ktoś je rozpoznaje, a wtedy zaczynają się opowieści. Kto kupował podobne ciastka, kto dostawał je od babci, kto najpierw zjadał kapelusze – nagle okazuje się, że zwykła paczka słodyczy potrafi uruchomić rodzinne archiwum wspomnień.

Możesz jednak potraktować je również jako dekorację domowych deserów. Ich kształt aż się o to prosi. Bardzo ładnie wyglądają wbite w wierzch sernika na zimno albo ustawione na cieście pokrytym kremem. Jesienią możesz zrobić z nich zabawną dekorację „leśnego” tortu – pokruszone herbatniki czekoladowe będą udawały ziemię, a grzybki wystarczy poustawiać na wierzchu.

Dobrym pomysłem jest również deser w pucharku. Na dno włóż owoce, następnie jogurt grecki, serek waniliowy albo bitą śmietanę, dodaj pokruszone orzechy i na samym końcu wetknij dwa lub trzy ciasteczka. Niewiele pracy, a deser wygląda znacznie ciekawiej.

Pokruszone grzybki możesz też wykorzystać jako posypkę do lodów. W tym przypadku szczególnie dobrze pasują do prostych smaków: waniliowego, śmietankowego, czekoladowego czy kawowego. Herbatnik daje przyjemną chrupkość, a kakaowo-mleczny kapelusz zastępuje dodatkową czekoladową posypkę.

Jeżeli lubisz jogurt naturalny albo gęsty skyr, kilka pokruszonych ciastek możesz dodać razem z bananem, malinami czy borówkami. Potraktowałabym je jednak jako słodki dodatek, drobny deser, a nie podstawowy składnik śniadania.