Jeszcze kilka lat temu nawet nie przyszłoby mi do głowy, że coś, co zostaje na krzewie po zbiorach, może mieć tyle kulinarnych zastosowań. Kojarzyło mi się raczej z czymś, co po prostu się wyrzuca albo zostawia do jesieni. Wszystko zmieniło się, kiedy podczas robienia ogórków kiszonych dostałam prostą radę od starszej sąsiadki. Powiedziała, żebym dorzuciła do słoika kilka zielonych listków. Efekt naprawdę mnie zaskoczył. Od tamtej pory wracam do tego sposobu co roku, a przy okazji odkryłam, że ten sam składnik świetnie sprawdza się także w aromatycznych naparach i domowych przetworach.

Liście czarnej porzeczki to jeden z najbardziej niedocenianych dodatków w kuchni

Dziś trudno mi uwierzyć, że przez tyle lat omijałam liście czarnej porzeczki. Krzew kojarzył mi się wyłącznie z owocami na dżemy, soki czy kompoty. Liście wydawały się po prostu dodatkiem do gałęzi. Tymczasem wystarczyło raz je rozetrzeć w dłoniach, żeby poczuć ich charakterystyczny, świeży zapach. Od razu zrozumiałam, dlaczego od pokoleń trafiają do domowych przetworów.

Najbardziej lubię zbierać młode, jędrne liście. Są intensywnie zielone i mają najmocniejszy aromat. Staram się robić to rano, kiedy nie są jeszcze przesuszone słońcem. Potem część wykorzystuję od razu, a resztę suszę na później. Dzięki temu nawet zimą mogę przygotować pachnący napar.

Kilka liści w kiszonce robi większą różnicę, niż się spodziewałam

Pierwszy raz dodałam liście czarnej porzeczki do ogórków trochę z ciekawości. Pomyślałam, że najwyżej nie zauważę różnicy. Okazało się jednak, że kiszonka nabrała delikatnego, świeżego aromatu, który bardzo mi odpowiada. Od tamtej pory nie wyobrażam sobie robienia przetworów bez tego dodatku.

Najczęściej wkładam je do:

  • ogórków kiszonych,
  • ogórków małosolnych,
  • kiszonej cukinii,
  • zielonych pomidorów,
  • kiszonej kapusty.

Zwykle dodaję 2-4 liście do litrowego słoika. Nie trzeba ich kroić ani nic z nimi robić. Wystarczy dobrze je umyć i ułożyć razem z pozostałymi przyprawami.

Lubię łączyć je z koprem, czosnkiem, chrzanem i liśćmi wiśni. Taki zestaw sprawdza mi się najlepiej. Aromat jest wyraźny, ale nie dominuje całej kiszonki. To raczej taki drobny szczegół, który zauważa się dopiero przy pierwszym kęsie.

Herbata z liści czarnej porzeczki pachnie latem

Największym odkryciem okazały się dla mnie jednak napary. Gdy pierwszy raz zaparzyłam suszone liście, nie spodziewałam się, że będą miały tak przyjemny zapach. Nie przypominają klasycznej czarnej herbaty. Są bardziej świeże i lekko owocowe.

Najczęściej zalewam łyżkę suszonych liści gorącą wodą i zostawiam pod przykryciem na kilka minut. Czasami piję taki napar sam, ale równie często dorzucam do niego inne składniki.

Najbardziej lubię połączenia z:

  • miętą,
  • melisą,
  • suszonymi malinami,
  • plasterkami jabłka,
  • skórką cytryny.

Latem schładzam napar i wrzucam kilka kostek lodu. To prosty sposób na domowy napój, który pachnie zupełnie inaczej niż gotowe herbaty ze sklepu.

Getty/iStock, kazmulka

Zbieram je raz w sezonie i mam zapas na wiele miesięcy

Z doświadczenia wiem, że najlepiej zbierać zdrowe, młode liście jeszcze latem. Staram się wybierać krzewy, które nie były opryskiwane. Po powrocie do domu płuczę liście, dokładnie osuszam i rozkładam cienką warstwą na papierze.

Po kilku dniach są gotowe do przełożenia do szczelnego słoika. Tak przechowywane zachowują aromat przez wiele miesięcy. Zdarza mi się też zamrozić część świeżych liści, jeśli wiem, że w najbliższym czasie będę robić kolejną partię kiszonek.