Wspomniane we wstępie dwa „gotowce” to standard i klasyka, zwłaszcza w okresie imprezowym. Któż z nas nie jadł choćby pasztecików z ciasta francuskiego czy parówek zawijanych w to właśnie ciasto i zapiekanych w piecu. W ostatnim czasie sporą furorę robi także tylko odrobinkę bardziej wymagające ciasto filo, które z reguły zakłada sporządzenie dodatkowego „ciasta” z jajek i paru dodatków i zalanie nim ciasta przed upieczeniem. Oprócz tego mamy do dyspozycji coś jeszcze. To pinsa.

Co to jest pinsa?

Pod tą nietypową nazwą kryje się produkt, który od ładnych już paru lat zaczyna rozpychać się na polskim rynku. W pierwszym rzędzie trafił on do młodszych konsumentów i fanów pizzy. To nie przypadek. Pinsa sprzedawana w polskich marketach (jest w Biedronce, Lidlu i w innych sieciach) to coś w rodzaju alternatywy właśnie dla pizzy. A raczej dla jej spodu.

Pomysł na pinsę narodził się w latach 80. we Włoszech w jednej z pizzerii w regionie Lacjum. Początkowo był to po prostu rodzaj pizzy, którą jednak wyrabiano w bardziej podłużny kształt i reklamowano jako lżejszy odpowiednik słynnego już wówczas na cały świat włoskiego smakołyku. Do tego dołożono ciekawie brzmiącą nazwę o łacińskim rodowodzie z dodatkiem romana (rzymska) w jej brzmieniu i na efekty nie trzeba było długo czekać.

Getty Images, Rabizo

Dłużej pinsa „przebijała” się do Polski. W ostatnim czasie jednak zaskarbiła sobie na dobre serca polskich konsumentów. W naszych sklepach pinsa ma postać prostego, podpieczonego wstępnie drożdżowego pszennego spodu do pizzy, który charakteryzuje się nie tylko podłużnym kształtem, ale także niezwykłą puszystością, a zwłaszcza bardzo szeroko możliwością zastosowani.

Co zrobić z pinsą?

Najprostszą rzeczą, którą można zrobić z plackiem typu pinsa w swoim domu jest odwzorowanie klasycznego włoskiego przepisu. Wystarczy wziąć gotowy placek, wysmarować go przecierem pomidorowym, obsypać solą, oregano, położyć kilka plastrów mozzarelli, ewentualnie szynki i innych dodatków, zapiec krótko w piekarniku i cieszyć się przepyszną pizzą… wróć! Przepyszną pinsą jak z Rzymu.

To jednak nie wszystko. Pinsa idealnie nadaje się do przyrządzania wszelkiego rodzaju przekładanych kanapek na ciepło, zimno, a także do nadziewania dowolnymi farszami. Odrobina sprytu pozwoli użyć jej właśnie jako zamiennika ciasta francuskiego. Ogranicza nas tutaj tylko i wyłącznie nasza fantazja.

Jak wykorzystać pinsę na słodko?

Wodze fantazji puścić warto zwłaszcza wówczas, gdy przyjdzie nam do głowy podanie pinsy na słodko. A wcale nie musi być to zły pomysł. Jeśli masz ochotę na słodkie śniadanie lub pożywny deser, wysmaruj podgrzaną pinsę kremem czekoladowym, dodaj banany i śmietanę – nic więcej nie potrzeba do szczęścia. To tylko jeden z przykładów na jej zastosowanie. Trzeba tylko przejść się do marketu, wysupłać parę złotych za paczkę i zacząć eksperymenty.