Sezam należy do najstarszych roślin oleistych uprawianych przez człowieka. Jego historia liczy co najmniej 3 tysiące lat, choć początkowo wykorzystywano go przede wszystkim do tłoczenia oleju. Z czasem ludzie odkryli, że same nasiona są równie interesujące - szczególnie gdy zostaną uprażone lub zmielone na aksamitną pastę. Polacy nadal go nie doceniają, a szkoda - to prawdziwa pychotka nie tylko na chleb i paluszki, ale też do marynat i dań z makaronu.
Sezam znali już starożytni Egipcjanie
Choć pełna nazwa gatunku brzmi „sezam indyjski”, jego pochodzenie najczęściej wiąże się z Afryką. Szczególne miejsce zajmował w kulturze starożytnego Egiptu, skąd prawdopodobnie powędrował dalej na Wschód. W Azji doskonale się przyjął i z czasem stał się ważnym elementem tamtejszych kuchni.
Nie tylko Egipcjanie znaleźli dla niego zastosowanie. Sezam pojawiał się również na stołach starożytnych Greków i Rzymian. Rzymianie ucierali go i łączyli między innymi z kminkiem, otrzymując pastę, która może przywodzić na myśl dzisiejsze sezamowe smarowidła.
Z sezamem związane są nawet dawne legendy. Asyryjczycy mieli wierzyć, że przed stworzeniem świata bogowie pili napoje przygotowane właśnie z niego. Trudno o lepszy dowód na to, jak długo te maleńkie ziarenka towarzyszą człowiekowi.
Na suchej patelni zmienia się nie do poznania
W polskich sklepach najłatwiej znaleźć biały, łuskany sezam. Prosto z opakowania ma dość łagodny smak i dlatego łatwo uznać go jedynie za dekorację. Cała magia zaczyna się jednak podczas prażenia.
Wystarczy wsypać ziarna na suchą patelnię i podgrzewać przez kilka chwil, regularnie mieszając. Kiedy delikatnie się zezłocą, zaczynają intensywnie pachnieć, a ich smak staje się wyraźniejszy, lekko orzechowy.
Tak przygotowany sezam wysypuję na makaron, warzywa, sałatki czy ryż. Pasuje także do kurczaka i łososia. Trzeba tylko pilnować patelni, ponieważ drobne ziarenka potrafią bardzo szybko się przypalić, a wtedy zamiast przyjemnej orzechowej nuty pojawia się gorycz.
Zmielony zamienia się w kremową pastę
Jednym z najciekawszych sposobów wykorzystania sezamu jest tahini. To gęsta pasta powstająca ze zmielonych nasion, szczególnie popularna w kuchniach Bliskiego Wschodu.
Można posmarować nią pieczywo, ale dla mnie jeszcze lepsza jest połączona z innymi składnikami. Tahini wymieszane z sokiem z cytryny, czosnkiem i odrobiną wody zmienia się w kremowy sos, który pasuje do pieczonych warzyw, falafeli czy sałatek.
Bez pasty sezamowej trudno wyobrazić sobie również klasyczny hummus. To właśnie tahini nadaje mu charakterystyczną kremowość i lekko orzechowy posmak.
Sezamowa pasta ma jeszcze jedną zaletę - odnajduje się zarówno w wytrawnych, jak i słodkich połączeniach. W końcu to właśnie ona jest podstawą dobrze znanej chałwy.

Do marynaty dodaję łyżeczkę i od razu czuć różnicę
Sezam doskonale sprawdza się także w marynatach, szczególnie tych inspirowanych kuchnią azjatycką. Łączę olej sezamowy lub prażone ziarenka z sosem sojowym, imbirem, czosnkiem i odrobiną miodu.
Taka mieszanka świetnie pasuje do kurczaka, tofu, łososia i warzyw przeznaczonych do szybkiego smażenia. Po wrzuceniu wszystkiego na mocno rozgrzaną patelnię powstaje aromatyczna, lekko kleista glazura.
Sezam dodaję jeszcze raz tuż przed podaniem. Dzięki temu część ziaren pozostaje chrupiąca i przyjemnie kontrastuje z sosem.
Jeśli mam mało czasu na obiad, robię prosty makaron sezamowy. W miseczce mieszam tahini z sosem sojowym, odrobiną wody z gotowania makaronu, czosnkiem i kilkoma kroplami soku z cytryny. Powstaje gładki, kremowy sos, którym wystarczy dokładnie oblepić gorące kluski. Na wierzch trafia prażony sezam i szczypiorek. Można dorzucić warzywa, kawałki kurczaka albo tofu, ale nawet najprostsza wersja smakuje świetnie.
To właśnie za tę wszechstronność najbardziej cenię sezam. Polacy wciąż często widzą w nim przede wszystkim posypkę do pieczywa albo składnik sezamków. Tymczasem od starożytnego Egiptu, przez kuchnię rzymską, aż po współczesny Bliski Wschód i Azję, ludzie znaleźli dla niego dziesiątki zastosowań. Warto pójść ich śladem, bo jedna mała paczka ziaren potrafi naprawdę sporo zmienić w codziennym gotowaniu.


Obserwuj nas na Google















