Marynowany imbir to jeden z tych produktów, które niemal każdy z nas widział na półce sklepowej, a wielu miało go nawet na talerzu – zwykle jako dodatek do sushi. I właśnie na tym kończy się jego historia w większości polskich domów. A szkoda, bo marynowany imbir ma o wiele więcej zastosowań niż tylko „oczyszczanie kubków smakowych” między kawałkami maki. Można go dodawać do sałatek, mięs, kanapek, sosów, a nawet deserów! W tym tekście pokażę ci, jak wiele może zyskać twoja kuchnia dzięki temu niepozornemu słoiczkowi.
Dlaczego marynowany imbir tak dobrze działa na nasze podniebienie?
Marynowany imbir, znany też jako gari, to cienko krojone plasterki młodego imbiru, marynowane w zalewie z octu ryżowego, cukru i soli. Dzięki temu ma intensywny, ale zrównoważony smak: lekko słodki, wyraźnie kwaśny, z subtelną ostrością charakterystyczną dla imbiru. Zazwyczaj jest lekko różowy, bo to naturalny kolor młodego imbiru, choć w niektórych wersjach bywa wzmacniany barwnikiem. Jednak zwykły także można marynować, a wtedy ma złocisty kolor i wcale nie gorszy smak.
W Japonii używa się go nie tylko jako dodatku do sushi. Ma za zadanie „resetować” smak między kęsami, ale też wspomaga trawienie i odświeża oddech. Pasuje do wielu innych dań, również tych z naszej, domowej kuchni.
Najpopularniejsze (i jedyne) zastosowanie w Polsce – do sushi
Nie ma co ukrywać, dla większości z nas marynowany imbir to ten różowy dodatek do sushi. Zwykle pojawia się obok wasabi i sosu sojowego w gotowych zestawach kupowanych w markecie. Często nie wiemy nawet, co z nim zrobić. Jedni zjadają go między kawałkami, inni odkładają na bok. A przecież ten smak może naprawdę wzbogacić danie. I to nie jedno!
Jeśli lubisz sushi, spróbuj dodać więcej imbiru niż zwykle. Zyskasz nie tylko intensywniejsze doznania smakowe, ale też lepsze trawienie. I pamiętaj, aby sięgać po ten słoiczek znacznie częściej, w tym przy okazji szykowania polskich potraw.
Jak jeszcze możesz wykorzystać marynowany imbir w kuchni?
Tu zaczyna się prawdziwa zabawa. Marynowany imbir świetnie sprawdza się jako dodatek do wielu dań wytrawnych, ale też niektórych słodkości. Jego chrupkość i wyrazisty smak dodają charakteru nawet najprostszym potrawom.
Spróbuj dorzucić kilka plasterków do kanapki z szynką, pieczonym kurczakiem albo serem pleśniowym, a przełamie tłustość i doda świeżości. Świetnie pasuje do sałatek z rukolą, kozim serem, gruszką i orzechami. Zamiast klasycznego winegretu możesz użyć zalewy z imbiru, która ma idealną kwaśność.
Jeśli robisz domowe burgery, dodaj do nich cienko pokrojony marynowany imbir. Najlepiej komponuje się z wołowiną, ale też z kotletami roślinnymi czy drobiowymi. Działa trochę jak kiszony ogórek, ale ma dużo ciekawszy aromat.
W daniach na ciepło sprawdzi się w smażonym ryżu, makaronach stir-fry, a także jako składnik glazury do pieczonej ryby czy kurczaka. Możesz posiekać go drobno i wymieszać z sosem sojowym, miodem i czosnkiem. Taka marynata działa cuda.
Jeśli lubisz kuchnię fusion, dodaj imbir do pierogów zarówno z kapustą i grzybami, jak i ruskich. Wystarczy odrobina, by wprowadzić zupełnie nowy smak.
A na deser? Tak, marynowany imbir pasuje też do czekolady! Posiekaj go drobno i dodaj do ciasta czekoladowego albo brownie. Możesz też użyć go jako dodatku do lodów waniliowych albo panna cotty – lekko pikantny smak fajnie kontrastuje ze słodyczą.
Gdzie go kupić i na co zwrócić uwagę?
Marynowany imbir znajdziesz niemal w każdym supermarkecie w dziale z kuchnią azjatycką albo przy gotowych zestawach sushi. Dostępny jest w małych plastikowych opakowaniach lub większych słoiczkach. Zwróć uwagę na skład, bo najlepiej wybierać ten bez sztucznych barwników i konserwantów.
Jeśli chcesz jeszcze bardziej naturalną wersję, możesz zrobić marynowany imbir w domu. Wystarczy świeży imbir, ocet ryżowy, cukier i sól. Taki domowy przysmak przechowasz w lodówce przez kilka tygodni, a jego smak możesz dopasować do własnych upodobań.


















