Zaczęło się niewinnie. Raz wrzuciłam do koszyka, bo akurat była promocja. Pomyślałam, że zrobię coś innego niż klasyczny schab na niedzielę. Od tamtej pory regularnie sprawdzam lodówki w Lidlu, a mąż śmieje się, że mam swoją „trasę poszukiwawczą”. Czasem faktycznie jeżdżę od Lidla do Lidla, bo nie w każdym jest dostępna. Kiedy już ją dorwę, wiem, że będzie uczta. I że znowu usłyszę przy stole: „To jest lepsze niż wszystkie schaby świata”.
Nie schab, nie wołowina. Baranina w marynacie robi całe show
W końcu zdradzę, o czym mowa. To baranina w marynacie, najczęściej udziec z rozmarynem. Gotowa, zamarynowana, zamknięta próżniowo. Wystarczy wyjąć, włożyć do naczynia i upiec. A efekt jest jak z dobrej restauracji. To nie jest mięso dla tych, którzy lubią nijakość. Baranina ma charakter. Jest wyrazista, lekko słodkawa, z głębokim, intensywnym aromatem. W połączeniu z rozmarynem i przyprawami z marynaty tworzy coś, czego nie da się pomylić z żadnym innym mięsem.
Schab? Jest delikatny, ale bywa suchy i potrzebuje sosu, żeby naprawdę błyszczeć. Wołowina? Ma swoją klasę, ale często wymaga długiego duszenia albo pilnowania stopnia wysmażenia. A baranina w marynacie? Wkładasz do piekarnika i dostajesz soczystą, aromatyczną pieczeń, która sama robi robotę. To mięso jest bardziej tłuste niż schab, ale właśnie ten tłuszcz odpowiada za soczystość i smak. Nie musisz go szpikować czosnkiem ani owijać boczkiem, żeby nie wyschło. Ono broni się samo.
Dla mnie to też świetna alternatywa na święta albo rodzinny obiad. Kiedy wszyscy spodziewają się klasycznej pieczeni wieprzowej, na stół wjeżdża coś mniej oczywistego. I nagle rozmowy kręcą się wokół tego, co to za mięso i gdzie je kupiłaś. Zazwyczaj sprzedawane jest też w większych kawałkach 2-3 kilogramowych, w sam raz na spotkanie rodzinne. Ja kupuję ją często na promocji, ostatnio za 39,90 zł za 1 kilogram.
Redakcja MojeGotowanie.pl
Smak, który uzależnia. Dlaczego biegam po nią od Lidla do Lidla
Nie będę udawać, że to produkt dostępny zawsze i wszędzie. Właśnie dlatego zdarza mi się jeździć od sklepu do sklepu. W jednym już wykupiona, w drugim jeszcze nie ma dostawy. A ja potrafię zadzwonić do męża i powiedzieć: „Jest. Mam ją”. On się śmieje, że zachowuję się, jakbym polowała na limitowaną torebkę. Ale prawda jest taka, że baranina w marynacie nie zawsze trafia na półki w dużej ilości. Często pojawia się sezonowo albo w ramach oferty tematycznej.
Smak rekompensuje wszystko. Po upieczeniu mięso jest miękkie, delikatne, a jednocześnie konkretne. Czuć zioła, czuć rozmaryn, czuć głębię. Nie ma tej „pustki” w smaku, która czasem zdarza się przy wieprzowinie. Kiedy pierwszy raz podałam ją rodzinie, zapadła cisza. A potem pytanie: „Czemu my tego wcześniej nie jedliśmy?”. I to był moment, w którym wiedziałam, że przepadłam.
Lubię też to, że nie muszę kombinować z marynatą. Wszystko jest już zrobione. Mięso przeszło przyprawami, aromat wniknął do środka. Wystarczy dobra temperatura i czas, żeby wydobyć to, co najlepsze.
Jak przygotować baraninę w marynacie, żeby wyszła idealna
Tu naprawdę nie trzeba cudów. Ale kilka zasad warto znać.
- Po pierwsze: wyjmij mięso z lodówki minimum godzinę przed pieczeniem. Nie wkładaj zimnego prosto do nagrzanego piekarnika. Temperatura pokojowa sprawi, że upiecze się równomiernie.
- Po drugie: nie wylewaj marynaty. Przełóż mięso do naczynia żaroodpornego razem z nią. Możesz dodać kilka ząbków czosnku, gałązkę świeżego rozmarynu, jeśli masz ochotę podkręcić smak.
- Piekę najczęściej w 180 stopniach, pod przykryciem przez kilka godzin, w zależności od wielkości kawałka (1 godzinę na każdy kilogram mięsa). Na ostatnie 20-30 minut zdejmuję pokrywę, żeby wierzch się ładnie zrumienił.
- Po upieczeniu daj jej odpocząć. Minimum 10-15 minut przed krojeniem. Soki równomiernie się rozłożą i plasterki będą soczyste.
Świetnie smakuje z pieczonymi ziemniakami z tymiankiem, puree z dodatkiem masła i gałki muszkatołowej, buraczkami na ciepło, sałatką z rukoli i granatu, kaszą bulgur lub kuskusem. Możesz też wykorzystać ją następnego dnia. Na zimno, cienko pokrojona, do kanapek. Albo jako baza do wrapów z warzywami i sosem jogurtowym.
















